Cieszyłem się, że mam unikatowego grata. Ktoś już ma takiego samego
Nie ma na tyle unikatowego grata, aby gdzieś prędzej lub później nie pojawił się drugi taki sam. W ubiegłym roku na jednym ze spotów wpadłem na Yugo Florida, niedawno zaczepił mnie człowiek, który kupił SEAT-a Rondę.

Nie muszę chyba robić coming outu, bo kiedy temat objawił się na jednej z graciarskich facebookowych grup, oznaczyło mnie tam kilka osób. Pokazuje to, że ten samochód jest w środowisku powszechnie kojarzony z moją osobą - trudno, co robić.
Tak, czy inaczej, na jednej z grup pojawił się człowiek, który również wszedł w posiadanie SEAT-a Rondy i zaczął robić nieśmiałe rozeznanie w terenie. Kto, gdzie i w jakim celu takiego dziwoląga w ogóle kupił.

Ten egzemplarz pochodzi z Niemiec, gdzie podobno od 20 lat jest wyrejestrowany
Niemieckie przepisy dopuszczają taką ewentualność, nie jest to więc nic dziwnego. Samochód, który przez dłuższy czas nie będzie używany, można w majestacie prawa wyrejestrować i nikomu się z tego nie tłumaczyć. Sam kiedyś kupiłem w ten sposób auto, które od kilku lat podpierało ścianę hali warsztatowej.
Z tego, co wiem, Ronda stała od około 20 lat w stanie spoczynku, a odnalazła się na terenie jednego z niemieckich komisów. Z formalnego punktu widzenia samochód nie jest zatem zarejestrowany. Nie powinno to stanowić większego problemu przy ewentualnej rejestracji w Polsce, ponieważ wóz posiada dowód własności.

Auto pochodzi z 1984 roku i ma pod maską podstawowy silnik 1.2
Model Ronda produkowany był dość krótko, bo tylko w latach 1982-1986. Tak przynajmniej było pod tą nazwą, ponieważ Ronda to de facto głęboki lifting Fiata Ritmo - tyle, że o tym nie można mówić, bo przyjdą zbulwersowani Hiszpanie i zaczną okładać mnie po głowie chorizo.
W 1984 roku dokonano drobnej modyfikacji, dokładając do nazwy modelowej literę P. Dla Rondy P przewidziano zupełnie inny zestaw silników benzynowych: 1.2 i 1.5 stworzone we współpracy z Porsche. Przedstawiany egzemplarz jest wersją sprzed zmian, dlatego ma 1,2-litrowy silnik starszego typu.



Ciekawostkę stanowi fakt, że pomimo niemieckiego pochodzenia tego egzemplarza, SEAT Ronda ma założone opony polskiej produkcji - Stomil. Z tego, co mi przekazał właściciel, są w takim stanie, że nadają się co najwyżej do palenia w piecu. Sto mil i do śmietnika, zresztą na zdjęciu również dobrze to widać.
SEAT Ronda, chociaż dzisiaj jest samochodem zupełnie zapomnianym i niespotykanym, kiedyś na polskich drogach był zauważalny
Sporo tych aut trafiło do Polski w latach 90., na zasadzie importu z Zachodu wszystkiego, gdzie działał silnik i kręciły się koła. Większość z nich przytargano oczywiście z RFN, ale zapewne były też bardziej egzotyczne kierunki.
Nie mam dostępu do aż tak szczegółowej wiedzy, ale na ten moment w całym kraju zarejestrowane są podobno całe trzy sztuki tego samochodu. Ja ze swojej strony, oprócz swojego, kojarzę jeszcze jeden egzemplarz, który onegdaj był w posiadaniu Stada Baranów i uczestniczył w wielu graciarskich rajdach w Warszawie. Cechą charakterystyczną tego wozu był pas przedni od Fiata Ritmo - ostateczny dowód na to, że oba auta pochodziły z tego samego wzorca.
Swego czasu na słynnym złomowisku w podwarszawskim Nadarzynie można było zauważyć dwie dość mocno zdekompletowane Rondy, które walały się gdzieś pomiędzy innymi rozczłonkowanymi gratami. Miejsce już nie istnieje, zatem owe samochody niestety również.
Sprawy eskalowały bardzo szybko, bo egzemplarz został wystawiony na sprzedaż
Z mojej rozmowy z nabywcą wywnioskowałem, że Ronda może tradić na handel, co po kilku dniach właśnie nastąpiło.

6500 zł to cena trudna do zweryfikowania, ponieważ podaż takich samochodów na naszym rynku jest zerowa. Z jednej strony, jest to rzadkie auto, z drugiej zaś, nie każde rzadkie auto z miejsca staje się poszukiwane.
Materiał wyjściowy jest zupełnie niezły, chociaż wóz ma jakieś tam swoje blacharskie skazy. Ja ze swojej strony spoglądam z lekką zazdrością, ponieważ dużo elementów jest tutaj w korzystniejszym stanie i lepszej kompletacji, niż w moim egzemplarzu.



















