REKLAMA

Te skrzyżowania są bardzo proste. A kierowcy masowo się mylą

Reguła prawej ręki to często śliski temat - wszyscy niby wszystko wiedzą, a jak przychodzi co do czego, to wychodzi słabiutko. Szczególnie niewdzięczny przykład to skrzyżowania typu T.

Te skrzyżowania są bardzo proste. A kierowcy masowo się mylą
REKLAMA

Reguły prawej ręki raczej nikomu wyjaśniać nie trzeba - jeżeli trzeba, zapraszam na priv, zostanie to między nami. Obserwuję natomiast od dawna, jak z wielką regularnością kierowcy nie potrafią sprawnie się do tej reguły zastosować na skrzyżowaniu typu T, czyli z drogą dochodzącą tylko z jednej strony. Że kursanci czasami popełniają błędy, przyjmuję do wiadomości, ale aby doświadczeni kierowcy dawali się złapać na wędkę, jestem rozczarowany.

REKLAMA

Jedni błędnie zakładają, że są na głównej, drudzy zaś, że na podporządkowanej

Problem polega z grubsza na tym, że chociaż pierwszeństwo przejazdu nie jest ustalone przez żadne znaki drogowe, to kierowcy często błędnie na takim skrzyżowaniu zakładają, że mają pierwszeństwo jadąc na wprost. Droga po prawej stronie staje się wówczas domyślnie podporządkowana, a wyjeżdżający stamtąd samochód zepchnięty w hierarchii na drugą pozycję.

Podobny błąd popełniają kierowcy, którzy wyjeżdżają z owej drogi dochodzącej. Ci z kolei często podświadomie sami ustawiają się w drugim szeregu i oczekują na pojazdy jadące z lewej strony na wprost. Pół biedy, jak spotka się dwóch takich, gdzie jeden myśli, że ma pierwszeństwo, a drugi, że go nie ma. Gorzej, kiedy obciął się tylko jeden z nich.

Zrzut ekranu z Google Earth. Chyba mój ulubiony przykład, gdzie kierowcy wyjeżdżający z drogi wyłożonej trylinką są traktowani jako gorszy sort. W rzeczywistości jest to utwardzona droga publiczna, tak że jest to prawilne skrzyżowanie równorzędne.

Przez takie zachowanie często dochodzi do zamieszania

Z dwojga złego, dla dobra sprawy lepiej jest, kiedy trafi na siebie dwóch niezdecydowanych. Wówczas obaj stoją i czekają na siebie nawzajem, kto pierwszy wymięknie i wyrwie się przed orkiestrę.

Najgorzej zaś, kiedy jednocześnie spotkają się dwaj przekonani o swoim pierwszeństwie kierowcy. To, oczywiście, ma tylko jeden z nich, dlatego finał może być spektakularny. Pozytywnym skutkiem ewentualnego wypadku będzie to, że przynajmniej będący w błędzie kierowca dokształci się co do przepisów ruchu drogowego.

Zrzut ekranu z Google Earth.

Znaki pionowe i poziome w niczym tutaj nie pomagają

Skrzyżowanie równorzędne nie musi być onakowane, a obowiązujące tam reguły wynikają po prostu z ogólnych przepisów pierwszeństwa przejazdu. Miejsce może być natomiast oznakowane w sposób pośredni, np. znakiem A-5 “skrzyżowanie dróg” czy liniami warunkowego zatrzymania P-14.

Tyle, że w obu przypadkach niekumaci kierowcy nadal są niekumaci. Bez sensu ci drogowcy, jakieś znaki wymyślają. Ja wiem, jak jechać. Pa na to! Ojojoj…

Zrzut ekranu z Google Earth.

Na pełnych skrzyżowaniach takie trudne przypadki zdarzają się o wiele rzadziej

Może to wynikać z faktu, że dochodząca droga, która nie ma przebicia na wprost, sprawia wrażenie wyłącznie drogi dojazdowej. Jeżeli kierowca jedyne co może zrobić, to po prostu skręcić w lewo lub w prawo, instynktownie zakłada, że pierwszeństwo będzie miał ten jadący w poprzek na wprost - obojętnie, czy z lewej, czy z prawej.

Analogicznie zakładają ci jadący prosto, że skoro droga poprzeczna wymusza zmianę kierunku jazdy, to zapewne ma status podporządkowanej. Również bez znaczenia pozostaje kwestią, po której stronie droga się znajduje.

REKLAMA

Skrzyżowanie równorzędne może mieć dowolny kształt

Tak że apelujemy o rozwagę, aby sobie lub komuś tyłka nie potłuc.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-01T08:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-30T19:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-30T15:59:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-30T14:32:36+02:00
Aktualizacja: 2026-04-30T09:22:29+02:00
Aktualizacja: 2026-04-29T15:43:21+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA