Niedawno wspominałem, że w niektórych państwach młodzież uczy się jeździ samochodem na długo przed pójściem na kurs prawa jazdy. Jak tymczasem wygląda sytuacja w Polsce?

Na wstępie, zawsze na pierwszych zajęciach zadaję każdemu to pytanie: czy jeździłeś/aś kiedyś samochodem? Chodzi o jakiekolwiek doświadczenie w roli kierowcy, nawet podstawowe ruszanie i hamowanie na pustym parkingu. Wiadomo, że nie jest to wliczone w program szkolenia, że kursant przychodzi do mnie już z wiedzą praktyczną, ale jest to na pewno miły dodatek. Poza tym wiem również, że nie muszę niektórych podstaw tłumaczyć, bo ktoś już je wcześniej poznał.
9/10 zapytanych osób nie miała nigdy kontaktu z samochodem
I tutaj nie chodzi nawet o prowadzenie auta dalej niż 100 metrów do przodu, a o zero absolutne - cudem jest, jeżeli ktoś w ogóle fizycznie usiadł za kierownicą. Rezultat jest taki, że muszę takiej osobie wytłumaczyć wszystko od podstaw, co z jednej strony jest “wrzucone w koszty”, ale z drugiej zabiera dużo cennego na kursie czasu.
Oczywiście, nie mogę od nikogo tego wymagać i w żadnym wypadku nie wymagam, dlatego moje pytanie ma charakter czysto badawczy, z jakim tworzywem mam do czynienia.
Młodzi ludzie coraz mniej interesują się motoryzacją
Jest to fakt, nie opinia. Poza nielicznymi wyjątkami, wśród młodzieży zainteresowanie samochodami jako potencjalnym hobby spadło niemal do poziomu parkietu. To, że ktoś z tego powodu ma zerowe doświadczenie z autem jako maszyną, jest w sumie najmniejszym kłopotem. Znacznie większym jest to, że taka osoba nie przejawia później żadnego talentu do prowadzenia samochodu.
I nie chodzi tutaj bynajmniej o jakieś szczególne umiejętności. Mam na myśli zwyczajne łączenie kropek: co, jak i dlaczego. Jak działa mechanizm sprzęgła, dlaczego auto podskakuje przy ruszaniu, z jakiego powodu czasami gaśnie przy hamowaniu, i temu podobne kwestie. Często brakuje elementarnego logicznego myślenia i wyciągania wniosków, w tym również z własnych błędów.
Kiedyś było inaczej i ludzie mieli większe pojęcie o samochodach
Mówię nie o czasach, kiedy sam robiłem kurs na prawo jazdy, tylko kiedy rozpoczynałem pracę w zawodzie instruktora nauki jazdy, czyli jakieś 10 lat temu. Wtedy proporcje odpowiedzi twierdzących i przeczących na postawione na wstępie pytanie rozkładały się mniej więcej po równo. Bywało i tak, że w ciągu miesiąca kursantów z amatorsko zdobytą wiedzą praktyczną było więcej od tych zupełnie zielonych. Dzięki temu, w trakcie trwania kursu mogliśmy zrealizować bardziej obszerny program, a i często wyjść daleko poza jego ramy, bo po prostu był na to czas i możliwości.
Ponadto, samo szeroko rozumiane pojęcie o samochodach było na wyższym poziomie, niż obserwuję to dzisiaj. Jeżeli ktoś interesował się motoryzacją ponad bazową definicję, nie robiło to na mnie aż takiego wrażenia. Dzisiaj takie przypadki w skali ostatnich 2-3 lat mogę policzyć na palcach jednej dłoni.
Z czego wynika taki zanik zainteresowania motoryzacją?
Zapewne jest to wypadkowa wielu składowych, a jedną z nich jest odchodzenie od motoryzacji sensu stricto na rzecz elektromobilności. Ok, samochód elektryczny to też samochód, ale nie posiadający już tej duszy, co ten spalinowy. Stanowi bardziej “gadżet”, a nie obiekt westchnień. Nikt się do auta nie przywiązuje w taki sposób, w jaki robiło się to wcześniej.
Swoje robi też niestety stopniowy zanik u młodych ludzi pewnych umiejętności manualnych i ogólnej wiedzy technicznej. Samochód to nie smartphone, wymaga nieco innego wachlarza umiejętności obsługowych. Zrozumienie zasady jego działania niektórych po prostu przerasta.
Narracja przedstawiająca samochód jako ucieleśnienie zła, które trzeba wyeliminować, również nie pomaga w poprawie sytuacji.
Z roku na rok wygląda to coraz gorzej
Myślałem, że może to ja mam pecha i po prostu trafiają do mnie same najcięższe przypadki. Niestety, nie jest tak, i u moich kolegów oraz koleżanek z pracy sytuacja przedstawia się podobnie niekorzystnie.
Trudno, co robić.







































