Ponad setka stacji z nieprawidłowościami. Skarbówka z lotnymi kontrolami CPN
Krajowa Administracja Skarbowa sprawdziła ponad połowę stacji paliw w kraju. Na 107 z nich ceny na pylonach okazały się wyższe od dopuszczalnych. Rekordzistami są województwa podlaskie i mazowieckie. Kar na razie nie ma, bo biurokracja – jak to biurokracja – potrzebuje czasu.

Kiedy rząd pod koniec marca odpalał z pompą pakiet CPN, czyli Ceny Paliw Niżej, jednocześnie z groźną miną przestrzegał: kto spróbuje zarobić na cudzej biedzie, ten słono zapłaci. Nawet milion złotych. Funkcjonariusze KAS ruszyli w teren już pierwszego dnia obowiązywania przepisów i od razu namierzyli trzynaście stacji, które nie zdążyły – albo nie chciały – zaktualizować cenników.
Do 12 kwietnia przeprowadzono łącznie 4074 kontrole. Biorąc pod uwagę, że w Polsce działa niespełna osiem tysięcy stacji paliw, oznacza to, że skarbówka odwiedziła mniej więcej co drugą z nich. Nieprawidłowości stwierdzono w 107 przypadkach. To niecałe trzy procent skontrolowanych obiektów – i niedużo, i dużo. Za każdym potencjalnie stoi iluś kierowców, którzy mogli nie zauważyć, że przepłacają.
Na Podlasiu i Mazowszu najgorzej
Najbardziej zapracowane okazały się lotne ekipy kontrolne na Podlasiu i Mazowszu – to w tych regionach stwierdzono najwięcej naruszeń. Na przeciwległym biegunie znalazły się województwa kujawsko-pomorskie i opolskie, gdzie kontrolerzy nie odnotowali ani jednego przekroczenia. Mało prawdopodobne, żeby akurat tamtejsi właściciele stacji kierowali się wyłącznie szlachetnością ducha. Stawiałbym bardziej na mniejszą gęstość obiektów i sprawniejszy obieg informacji w mniejszych społecznościach. Trudniej kombinować, kiedy klienci znają cię z imienia.

KAS nie ogranicza się do niezapowiedzianych wizyt na stacjach. Resort finansów dysponuje systemami online połączonymi z serwerami ministerialnymi oraz danymi z KSeF, co pozwala monitorować ceny na bieżąco, bez wysyłania kogokolwiek w delegację. Tylko w takim układzie zastanawiam się, po co w ogóle te kontrole fizyczne. Ministerstwo zapowiada, że po uwzględnieniu ustaleń z tej cyfrowej inwigilacji łączna liczba wykrytych nieprawidłowości z pewnością wzrośnie.
Kary? Taaak, może… kiedyś
Tu dochodzimy do sedna – bo wszak wiadomo, że żeby przepisy działały, kary muszą być nie tylko dotkliwe (to MF odhaczyło), ale też nieuniknione. Natomiast mimo 107 stwierdzonych naruszeń kary nie dostał jeszcze nikt. Procedury administracyjne wymagają wszczęcia postępowania, zapewnienia stronie czynnego udziału w sprawie i wydania decyzji, a to trwa… do dwóch miesięcy. Jeśli pakiet zaplanowany jest (przynajmniej na razie) do końca czerwca, to może przed zakończeniem tej państwowej interwencji się uda. Ile państwo postanowi ściągnąć z winnych? Trudno wyczuć, ale biorąc pod uwagę ich relatywnie niewielką liczbę, kwoty mogą być dotkliwe – ktoś w końcu musi zapłacić za te wszystkie kilometry i kawy kontrolerów.
Warto przy okazji przypomnieć, skąd w ogóle biorą się te kontrole przestrzegania maksymalnych stawek. Cena detaliczna paliw obliczana jest codziennie na podstawie średniej hurtowej z poprzedniego dnia roboczego, do której doliczane są akcyza, opłata paliwowa, stała marża 0,30 zł za litr i 8-procentowy VAT. Obwieszczenie publikuje minister energii Miłosz Motyka, a nowe stawki wchodzą w życie następnego dnia. Na weekendy i święta obowiązuje cena z ostatniego dnia roboczego. Proste, choć – jak się okazuje – nie do końca skuteczne.
To dopiero początek
Pakiet CPN kosztuje budżet około 1,6 miliarda złotych miesięcznie i w żaden sposób nie rozwiązuje przyczyn kryzysu – jedynie łagodzi jego skutki. Nie zmienia to faktu, że bez interwencji diesel w Polsce kosztowałby dziś ponad dziewięć złotych za litr – a 107 stacji i tak wystawiało wyższe ceny niż te komunikowane przez ministra. „Wszystkie zwierzęta są równie, ale niektóre zwierzęta są równiejsze”.
Gdyby każda ze 107 stacji z naruszeniami została ukarana maksymalną stawką – co raczej się nie wydarzy – budżet mógłby teoretycznie odzyskać ponad sto milionów złotych. Ale zanim to nastąpi, muszą zapaść decyzje administracyjne, od których przysługuje odwołanie, od odwołania przysługuje skarga, a od skargi – kolejna skarga. W sumie ciekawe, jak bardzo demonstracyjnie państwo podejdzie do tematu i na ile nałożone kary potraktuje jak element odstraszający dla reszty. Obserwuję, ale dwóch miesięcy z zapartym tchem nie wytrzymam.



















