Znalazłem najwolniejsze nowe auta. Tu cię pośpiech nie poniży
W Europie nie ma już słabych drużyn, a na rynku nie ma już wolnych aut. O ile to pierwsze może być prawdą, o tyle to drugie - tak nie do końca.

Jak bowiem nazwać samochody, w których pierwszą setkę na liczniku - nawet wciskając pedał gazu aż do samej podłogi - zobaczymy po ponad 15 sekundach? I tak, był to dłuższy czas temu raczej standard w klasie miejskiej, ale z biegiem lat przyzwyczailiśmy się do lepszych wyników.
Na szczęście dla tych, którzy lubią powiew klasyki bardziej niż wciśnięcie w fotel, na rynku jest jeszcze kilka wspaniałych propozycji. I nie, żadną z nich nie będzie Dacia Spring, bo ta w swoim aktualnym wcieleniu zdecydowanie wolna już nie jest.
Kto więc wygrywa?
Fiat 500

Bezapelacyjny lider, choć na podium jest dość gorąco. Trudno jednak nie pochylić się na chwilę refleksji - a tych chwil przy próbach przyspieszenia będzie pod dostatkiem - nad faktem, że odmiana 500 Cabrio potrzebuje na sprint do setki... 17,3 s.
Powody? Cabrio jest przede wszystkim najcięższe w gamie, mając masę na poziomie 1075/1084 kg, a jednocześnie napędzana jest tą samą jednostką, co inne, lżejsze wersje. 1.0 o mocy 65 KM zdecydowanie ma tutaj co robić.
Rezygnując z ciekawszej wersji nadwoziowej można urwać z wspomnianego wyniku ponad sekundę - pytanie tylko, czy komuś na tym zależy, jeśli świadomie decyduje się na taką odmianę 500. Raczej nie.
Kia Picanto

Czas potrzebny na rozpędzenie się do setki w przypadku wersji 1.0 GDI ze zautomatyzowaną, 5-biegową przekładnią? 7 lat. A nie, to gwarancja, ale faktyczny wynik nie jest dużo lepszy i wynosi 17,2 s. O 0,1 lepiej niż Fiat, gdyby ktoś miał plan na to, żeby zrobić najnudniejszy drag race w historii (ale za to najdłuższy).
Co ciekawe, zautomatyzowana skrzynia naprawdę mocno okrawa Picanto z resztek osiagów. Wersja z manualną przekładnią (też 5 przełożeń) setkę wykręci po 14,6 s, korzystają z tej samej, litrowej, 3 cylindrowej jednostki benzynowej o mocy 68 KM. Masy aut też są podobne, więc jeśli zależy wam na przyspieszeniu do setki - zautomatyzowana skrzynia może nie być najlepszym wyborem.
Hyundai i10

Prawie ta sama, smutna historia, może nawet jeszcze smutniejsza. Najmniejszy Hyundai może mieć bowiem pod maską 4-cylindrowe 1.2 MPI, które w parze z manualną przekładnią na sprint do setki potrzebuje 14,8 s. Jeśli jednak dodamy do tego zautomatyzowaną, 5-biegową przekładnię, to setkę na liczniku zobaczymy po 16,6 s.
Jednocześnie, z jakiegoś powodu, wariant 5AMT nie jest opisany jako LPG Ready. Główną zaletą zautomatyzowanej przekładni jest więc to, że wymaga stosunkowo niewielkiej dopłaty (ok. 3 tys. zł). Najciekawszy w tym wszystkim pozostaje jednak chyba fakt, że 1.2 MPI z AMT jest wolniejsze - w kwestii przyspieszenia do setki - niż absolutnie podstawowe, 3-cylindrowe i litrowe 1.0 MPI z manualną przekładnią. I to wolniejsze równo o sekundę.
Skoda Fabia

Na autostradach najszybsza, na papierze - potencjalnie jedno w wolniejszych aut.
Oczywiście, jak najbardziej może istnieć szybka Fabia. Odmiany z 1.5 150 albo 177 KM pierwszą setkę pokażą nam - odpowiednio - po 8 lub 7,4 s. Z drugiej strony cennika znajdziemy jednak 1.0 MPI o mocy 80 KM, które rozpędzi czeskie auto do setki w 15,7 s.
Trzeba przy tym przyznać, że kupić Fabię 1.0 MPI nie da się inaczej niż świadomie. Wariant z 1.0 TSI kosztuje ok. 3,5 tys. zł więcej, a zapewnia porażająco lepsze osiągi. Tak, porażająco, bo przyspieszenie do setki nawet w najsłabszym 1.0 TSI to 10,7 s - o 5 sekund mniej niż w 1.0 MPI.
Co miłe - nikt nie broni nam zamówić silnika 1.0 MPI w połączeniu z wersją wyposażenia Monte Carlo. Niestety wariant Fabia 130 Sport jest zarezerwowany dla silnika 1.5 177 KM.
Volkswagen Polo

Ten sam silnik (1.0 MPI, 80 KM), więc i zbliżone osiągi, czyli 15,6 s do setki. Niestety Volkswagen podszedł do tematu wersji wyposażenia dużo bardziej restrykcyjnie i 1.0 MPI można łączyć wyłącznie z trzema podstawowymi wariantami.
Szkoda, bo Polo 1.0 MPI 80 KM w wersji R-Line byłoby kombinacją równie bez sensu, co cudowną. Z drugiej strony - to anemiczne MPI pozwala oferować Polo za 65 990 zł, więc może nie ma się co tak bardzo z niego śmiać.



















