Musisz myśleć za innych. Inaczej nie będziesz dobrym kierowcą
Pierwszeństwo pieszego na przejściu dla pieszych to bardzo delikatna kwestia. Mało który temat tak polaryzuje kierowców w kwestii tego, jak kto powinien się w danej sytuacji zachować. No to jedziemy.

Tym razem przedmiotem kontrowersji są rzekomo skandaliczne słowa wypowiedziane przez instruktora nauki jazdy, który w odniesieniu do sytuacji przedstawionej na poniższym filmie stwierdził, że pojazd hamujący do zatrzymania na prawym pasie stworzył niebezpieczną sytuację:
Spotkało się to z nieukrywanym oburzeniem autora posta. Tyle, że słowa wcale nie są skandaliczne, lecz na całą sytuację trzeba spojrzeć z o wiele szerszej perspektywy, aby zrozumieć ich kontekst. Dużo szerszej, niż sugerują przepisy ruchu drogowego.
Żadna sytuacja nigdy nie jest jednoznaczna, cokolwiek mówią na jej temat przepisy
Problem takich sytuacji polega na tym, że ludzie oceniają je wyłącznie w czerni i bieli - pomiędzy nie ma żadnych odcieni szarości. Wszystko sprowadzane jest do oceny kierowca / pieszy musi / nie może - niepotrzebne skreślić. Jest to typowe myślenie życzeniowe, że jeżeli ktoś ma jakąś powinność, to wszystko kręci się wokół tego.
Tyle, że to tak nie działa. Wielu rzeczy nie wolno robić lub trzeba je zrobić, a ludzie z jakichś powodów czynią inaczej. Przez gapiostwo, przez lekkomyślność, przez złą wolę. Opcji jest dużo, ale skutek zawsze ten sam - ktoś nie zrobił tego, czego wszyscy oczekiwali. Czyli np. nie zatrzymał się w celu ustąpienia pierwszeństwa pieszemu.
Myślenie życzeniowe to prosta droga do zagłady gatunku ludzkiego
Patrząc na nagranie, czy kierowca samochodu jadącego lewym pasem, widząc zwalniający samochód na prawym pasie, jest zobowiązany do zatrzymania się? Tak. Czy pieszy stojący przy samej krawędzi zebry ma prawo przekroczyć jezdnię na drugą stronę? Tak. Czy kierowca samochodu jadącego prawym pasem, widząc czającego się obok jezdni pieszego i całkowity brak reakcji kierowcy jadącego lewym pasem, powinien pomyśleć za nich oboje?
Słowo "powinien" jest być może na wyrost, bo nie można obarczać osoby trzeciej za błąd kogoś innego. Natomiast z całą pewnością od dobrego kierowcy należy oczekiwać myślenia wychodzącego poza sztywne ramy. Czyli ramy wspomnianego myślenia życzeniowego, że pieszy ma pierwszeństwo, a drugi kierowca musi się zatrzymać. Historia zna wiele takich przypadków, że ktoś musiał, ktoś inny nie mógł, a na końcu trzeba było zbierać z jedni zwłoki.
Idioty nie zmusisz do myślenia żadną ustawą ani rozporządzeniem
Trochę już lat siedzę w tym zawodzie, prawo jazdy mam jeszcze dłużej. Ekspertem od Prawa o Ruchu Drogowym nie jestem i nigdy na takiego nie pozowałem, natomiast swoje zdążyłem już na drogach zobaczyć i wyciągnąć z tego subiektywne wnioski.
Jednym z nich jest to, że podstawą do bezpiecznego poruszania się samochodem jest niestety myślenie za innych. I nie chodzi tutaj o licytację, kto ma rację. Nie chodzi też o podpieranie się tym, co na dany temat mówią przepisy. Chodzi o wychodzenie poza schematy, obserwowanie i analizowanie tego, co dzieje się dookoła.
Można nakładać kwadrylion różnych ograniczeń i zobowiązań, ale jeżeli ktoś nie dostrzega zagrożenia i jedzie przed siebie na oślep, niczego to nie zmieni. Jak ktoś jest durniem, durniem pozostanie, cokolwiek napisze się w ustawie.
Słowa instruktora były zbyt dosadne, niemniej bardzo słusznie wskazały palcem pewne zjawisko
Nie chodzi tutaj bowiem o przerzucanie winy z jednego kierowcy na drugiego. Chodzi o pokazanie, że na drodze nie można myśleć schematami, bo rzadko kiedy te schematy się tak naprawdę w praktyce sprawdzają.
To właśnie odróżnia dobrych kierowców od przeciętnych. Jeden zrobi wszystko bezrefleksyjnie, bo tak jest napisane w rozporządzeniu. Drugi również zna przepisy ruchu drogowego, ale potrafi improwizować, aby ochronić tych drugich przed błędami tych trzecich.
Żeby była pełna jasność - uważam, że wyprzedzający kierowca to kompletny baran i powinien dostać za swoje zachowanie taki mandat, aby mu poszedł w pięty
Pewnie zaraz posypią się w moją stronę przekleństwa, że bronię bandyty drogowego - to jest właśnie to zero-jedynkowe myślenie, o którym wcześniej wspomniałem. Że on musiał.
Ale nie zrobił.
A ja wcale go nie bronię. Wręcz przeciwnie.



















