Miał śmiertelną dawkę alkoholu we krwi. Nie był w stanie chodzić, ale pojechał
50-latek wsiadł do auta, mając 3,71 promila alkoholu we krwi. Takie stężenie w wielu krajach uznawane jest za dawkę śmiertelną. Jest to jakiś wyczyn.
Temu kierowcy nie przeszkodziła ani zabójcza ilość procentów, ani dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Wsiadł do VW Passata i pojechał nim pod prąd na autostradzie, stwarzając śmiertelne zagrożenie dla wszystkich uczestników ruchu. Na szczęście zablokował go kierowca tira.
Zgłoszenie do służb wpłynęło ósmego października 2022 r., około godziny drugiej w nocy. Świebodzińscy policjanci dostali informację o dziwnie zachowującym się kierowcy na węźle autostradowym, który jest pod wpływem alkoholu. Patrol udał się na miejsce, gdzie zastał zaparkowany na poboczu pojazd osobowy marki VW. W kabinie siedział pilnowany przez kierowcę ciężarówki nietrzeźwy mężczyzna. Z oświadczenia kierowcy tira wynikało, że na węźle autostradowym kierowca Passata nagle zawrócił i pojechał „pod prąd”. Następnie zatrzymał się i na oczach świadków, wysiadł z auta i chwiejąc się, przesiadł się na miejsce pasażera. Pijany kierowca nie był w stanie mówić, ani chodzić.
