REKLAMA

Ford kłóci się z Europą. Wszystko przez tę przeklętą geografię

Unia Europejska przedstawiła ostatnio projekt wspierania lokalnej produkcji, nazywany "Made in Europe". Od razu znaleźli się też tacy, którzy dopatrzyli się w nim niedoróbek - jest to prezes europejskiego oddziału Forda, optujący za uwzględnieniem Turcji i Wielkiej Brytanii.

Ford kłóci się z Europą. Wszystko przez tę przeklętą geografię
REKLAMA

Na początku lutego miesiąca łącznie ponad 1000 liderów biznesu i prezesów firm z całej Europy podpisało propozycję popierającą produkty wytwarzane lokalnie, znaną jako Industrial Accelerator Act. Ma ona na celu pomóc UE skuteczniej konkurować z tańszymi produktami importowanymi z zagranicy. Z perspektywy europejskiego przedsiębiorcy, a nawet każdego świadomego Europejczyka jest to bardzo dobry pomysł. Ale nie dla każdego.

REKLAMA

Ford ma pewne obiekcje

Jak podaje Daily Sabah, niedługo po podpisaniu umowy prezes Ford of Europe Jim Baumbick wyraził obawy, że definicja "Wyprodukowano w Europie" może okazać się zbyt wąska. Ustawodawcy muszą dopilnować, aby nowa polityka przemysłowa obejmowała również Wielką Brytanię i Turcję, które nie są członkami UE, ale pozostają głęboko zakorzenione w europejskim systemie produkcyjnym.

"Ford popiera wzmocnienie europejskiej bazy przemysłowej, ale planowane zasady "Made in Europe" muszą pozostać otwarte dla zaufanych partnerów, takich jak Wielka Brytania i Turcja" - powiedział Baumbick. Twierdzi on, że europejskie fabryki Forda są zależne od głęboko zintegrowanych łańcuchów dostaw w Wielkiej Brytanii i Turcji, a ich wykluczenie osłabiłoby produkcję w samej UE.

Ford produkuje swój obecnie najważniejszy model w ofercie właśnie w Turcji - chodzi o dostawczego Transita, produkowanego w mieście Golcuk w azjatyckiej części kraju. W Wielkiej Brytanii produkuje zaś wiele komponentów, jak choćby elementy układu napędowego do elektrycznej Pumy. Oczywiście Ford nie jest tutaj odosobniony, gdyż swoje auta w Turcji produkują również m.in. Renault, czy Stellantis.

Ford e-Transit

Ten spór trwa od lat

Kwestia poruszona przez przedstawiciela Forda wybiega daleko poza przemysł motoryzacyjny. Co do "europejskości" Wielkiej Brytanii raczej nikt nie ma wątpliwości - tu kwestia jest bardziej polityczna, gdyż nie jest ona członkiem Unii Europejskiej. Schody zaczynają się w przypadku Turcji.

Kraj produkujący ulubiony serial waszej teściowej przez wieki balansował na granicy Europy i Azji, a od ok. 100 lat posiada jedynie niewielki cypel przed cieśninami Bosfor i Dardanele. Wielu Turków (szczególnie tych używających Instagrama) uważa swoje państwo za nieodłączoną część Europy, zaś Europejczycy uważają wręcz przeciwnie. Wśród tychże Europejczyków należy wymienić organy zarządzające Wspólnotami Europejskimi, gdyż Turcja od dekad aspiruje do zostania ich członkiem, lecz niestety bezskutecznie.

Często pojawia się tu problem kulturowy, gdyż Turcja jako kraj z kręgu, którego mieszkańcy wyznają niemal wyłącznie islam uważana jest za państwo azjatyckie, a nie europejskie. Jak jednak wspomniałem wyżej, sami Turcy uważają inaczej - teraz mają w tym swojego sojusznika w postaci Forda, który prawdopodobnie będzie przekonywać Unię Europejską, że Turcja to Europa. Bo mu się to po prostu opłaca.

REKLAMA

A o Fordach więcej przeczytasz tutaj:

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-26T14:37:57+01:00
Aktualizacja: 2026-02-26T13:24:37+01:00
Aktualizacja: 2026-02-26T10:43:04+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T20:10:54+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T17:26:33+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T16:29:43+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T13:46:15+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T12:02:49+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T10:30:51+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T08:01:39+01:00
Aktualizacja: 2026-02-24T19:54:56+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA