Aplikacje już przejęły rynek. Niezależni taksówkarze tracą pracę
Zgodnie z danymi, taksówkarze w Polsce nie mają ostatnimi czasy łatwego życia. Oczywiście, nie wszyscy - ci na aplikację coraz bardziej przejmują rynek, przez co ci jeżdżący "samodzielnie" mają coraz większe problemy.

Pamiętam jak dziś, jakie larum podniosło się, gdy swoje wejście ogłaszały firmy zajmujące się taksówkami na aplikację do Polski. Mimo, że jeszcze byłem za młody, by samemu korzystać z taksówek, to wystarczył mi internet, żeby widzieć jak rozgoryczeni byli taksówkarze.
Bali się, że Uber zabierze im pracę - i mieli rację
Zgodnie z danymi zabranymi i przeanalizowanymi przez Dun&Bradstreet, przygotowanych dla Rzeczpospolitej, liczba firm taksówkarskich spada. W 2025 r. działało w Polsce 49 tys. firm, z czego większość to jednoosobowe działalności gospodarcze. I choć może wydawać się że to całkiem sporo, to jednak w rzeczywistości jest to najniższy poziom od 15 lat. W szczycie, który przypadł na 2019 r., było to 71 tys. firm - czyli niemal o połowę więcej, niż 6 lat później. Jeżeli zaś chcemy wyciągnąć średnią, to w minionym roku z rynku znikało średnio 5 firm w ciągu doby.
Dodatkowo, wiele firm które wciąż działają, jest obecnie w słabej kondycji finansowej. Branża taksówkarska jest w znacznym stopniu narażona na wzrosty kosztów - np. paliwa, czy ubezpieczeń OC. Obecnie w złym stanie jest 43 proc. firm, a 24 proc. - bardzo złym.
Przede wszystkim - koszty
Ekspert Dun&Bradstreet Tomasz Starzyk przyznaje, że największą zaletą aplikacje jest ich cena - taki sam przejazd Uberem, czy Boltem może być nawet cztery razy tańszy, niż w przypadku tradycyjnych "złotówiarzy". Wszystko dzięki modelowi działania platform - część kosztów jest przerzucana na kierowców, aplikacja sama optymalizuje popyt i podaż, a współpraca z kierowcami przybiera bardzo elastyczne formy.
Lecz nie chodzi też o samą cenę za kilometr. Do tradycyjnych taksówkarzy przywarł już nieoderwalny stereotyp "cierpa" spod dworca, czy lotniska, jeżdżącego na około, by tylko wyciągnąć więcej pieniędzy od nieświadomego pasażera, który zapłaci 100 zł za dojazd kilka przecznic dalej. Pasażer woli już wsiąść do auta pana z Uzbekistanu, z którym nie będzie w stanie zamienić słowa, ale podróż minie szybko, z włączoną nawigacją na jego oczach, a za wszystko będzie musiał zapłacić mniej. Kwestie potencjalnych zagrożeń i nieporozumień, schodzą wtedy na dalszy plan.
Więcej o taksówkach przeczytasz tutaj:







































