Aktywiści rowerowi zrobili happening jadąc „przepisowo”. I złamali przepisy
Zanim zaczniecie krzyczeć, od razu dodam, że w tym miejscu jadąc rowerem właściwie nie da się nie łamać przepisów. Można tylko wybrać, które chce się złamać.

Most Poniatowskiego w Warszawie. Pisaliśmy o nim wiele razy. Piekło rowerzystów, który muszą tam korzystać z jezdni, ponieważ nie ma drogi rowerowej. Na moście Poniatowskiego mamy za to torowisko tramwajowe, buspas i pas dla samochodów oraz motocykli. Jak trzeba tam jechać rowerem?
To skomplikowane
Aktywiści rowerowi urządzili happening, podczas którego jechali lewym pasem mostu Poniatowskiego. W godzinach szczytu mają taki obowiązek, ponieważ prawy pas to buspas. W związku z tym jechali lewym, a kierowcy aut – donosi oburzone TVN Warszawa – wyprzedzali ich buspasem. To oczywiście wykroczenie, podobnie jak wykroczenie popełniali rowerzyści. To znaczy oni zarazem nie łamali przepisu, jak i go łamali jednocześnie, czyli było to tzw. wykroczenie selektywne.
Przypomnijmy art. 24 ustawy „Prawo o ruchu drogowym”
"Kierujący pojazdem wolnobieżnym, ciągnikiem rolniczym lub pojazdem bez silnika jest obowiązany zjechać jak najbardziej na prawo w celu ułatwienia wyprzedzania." – mówi artykuł 24 ust. 6. Z całą pewnością jazda lewym pasem nie jest zjechaniem jak najbardziej na prawo. Wygląda więc na to, że rowerzysta może, a nawet powinien śmiało jechać lewym pasem mostu Poniatowskiego dopóki nikt go nie wyprzedza. Wtedy musi zjechać zupełnie do prawej strony. Czy to realne? Nie bardzo, bo musiałby wbić się pod autobus. Jego instynkt samozachowawczy może tego nie znieść. Nie pierwsza to zresztą sytuacja, gdy ślepe przestrzeganie przepisów prowadzi do zachowań niebezpiecznych.
Oczywiście happening/protest nie miał żadnego sensu
Protesty polegają na tym, że jakaś uprzywilejowana grupa, uznająca się za pokrzywdzoną, uznaje że może zatruwać życie innym, znajdującym się w tej samej sytuacji. To nie kierowcy samochodów czy autobusów miejskich są winni idiotycznej organizacji ruchu na moście Poniatowskiego w Warszawie. Są oni dokładnie tak samo nią pokrzywdzeni. Tymczasem rowerzyści protestują utrudniając życie kierowcom, zamiast utrudniać je urzędnikom odpowiedzialnym za „plany budowy dróg” (cytując klasyka). Niech zastawią rowerami wejście do ZDM i uwiężą urzędników w budynku, aż nie wymuszą na nich zmiany przekroju mostu. Do takiego protestu to nawet i ja bym się przyłączył.
Ale wciąż nie odpowiedzieliśmy sobie na bardzo ważne pytanie
Jak prawidłowo jeździć rowerem po moście Poniatowskiego?
Otóż w ogóle. Należy go za wszelką cenę unikać. Życie Wam niemiłe czy co?