Na stacjach benzynowych dzieją się cuda. Awaria półki nie dla każdego jest tak samo śmieszna
Przejechałem w weekend kilkaset kilometrów po Polsce. Musiałem też tankować. Widziałem niezłe cuda, a kierowcą tira to absolutnie nie chciałbym być. Sytuacja na stacjach paliw wcale nie jest śmieszna.

Benzyna Pb95 potrafi kosztować poniżej 6 zł za litr. Jest to wynik polityki cenowej sieci Orlen, do której muszą się dostosować pozostali sprzedawcy. Niskim cenom towarzyszą informacje o awariach pomp i brakach paliwa. Nic dziwnego, że dzieje się wiele... dziwnego. Zupełnie jak w memie: mięso jest, ale mamy awarię półki.
Zmiana kartek na stacjach Orlen
W piątek rozpędu zaczęła nabierać informacja, że sieć Orlen rozesłała maile do stacji w sieci, żeby na dystrybutorach nie umieszczać informacji o braku paliwa. Jeśli paliwa miałoby zabraknąć, należało wywiesić kartkę, że mamy do czynienia z awarią dystrybutora. Oczywiście Orlen szybko zdementował tę informację, wskazując, że cytowany mail pochodził z początku września i miał dotyczyć sytuacji, gdy powstałby problem z dostępnością paliwa po wakacyjnej promocji, a nie w wyniku obecnych cen. Pechowo dla tego wyjaśnienia klienci stacji udostępnili w sieci cały zbiór zdjęć, na których widać kartki z informacją o awarii dystrybutora.
Jadąc wczoraj przez Rzeszów, specjalnie zatrzymałem się na stacji Orlen, żeby sprawdzić, jak wygląda sytuacja. Paliwa nie było, ale kartki o awarii też nie było. Zamiast niej była uczciwa informacja, że zabrakło paliwa. Podobno skończyło się tuż przed moim przyjazdem. Zabrakło nie tylko benzyny Pb 95, ale i oleju napędowego.
Nie zatankowałem na tej stacji, ale bez problemu zrobiłem to na kolejnej. Podejrzewam, że dostępność paliwa była większa poza dużymi miastami. W nich łatwiej jest podjąć decyzję o tankowaniu na zapas, bo na stację jest blisko.
Więcej o obecnej sytuacji na stacjach paliw przeczytasz tutaj:
Człowiek, który zapomniał konewki
Orlen oczywiście namawia, by tego nie robić, ale ta ludzka potrzeba, żeby zaoszczędzić kilka złotych, ale to dosłownie kilka złotych, jest większa. Widziałem więc na kolejnych stacjach różne cuda. Człowiek podjeżdżający lawetą, na której umieścił zbiornik typu mauser, nie wydał mi się zaskakujący. W zamieszaniu, które zapanowało, pomysł na zatankowanie 1000 litrów do mausera, wydał mi się wręcz oczywisty. Zaskoczył mnie zupełnie inny klient stacji.

Polecam zbliżenie tego zdjęcia tak, by było widać, co znajduje się w bagażniku. Jest tam cały zestaw baniaków i pojemników po płynie do spryskiwaczy. Klient tej stacji napełniał je wszystkie, zapewne nie dysponując większym zbiornikiem. W tym komplecie małego preppersa zabrakło tylko konewki, bo chyba znalazły się w niej wszystkie pojemniki, jakie udało się zebrać w domu.
Wśród osób, które postanowiły zatankować na zapas, znalazł się podobno również jeden z obecnych wiceministrów. Widocznie nie usłyszał rządowego apelu, by tak nie robić.
Są to wszystko rzeczy lekko zabawne, na razie nieprzyjmujące dramatycznego obrazu. Ewentualne braki paliwa da się oczywiście wytłumaczyć paniką, czy tankowaniu na zapas wbrew prośbom. Decyzję o tym, by wprowadzić ograniczenie w liczbie litrów tankowania, na pewno jest trudno podjąć, bo tylko podkręciłaby nastroje i zadziałałaby odwrotnie, niż planowano. Śmiesznostki to jednak nie wszystko, bo na świecie istnieją inne grupy kierowców, niż kierowcy samochodów osobowych. I oni mają prawdziwe kłopoty.
Kierowca tira przeciągał węża i to nie było śmieszne
Na jednej ze stacji widziałem też kierowcę tira, który stojąc pod jednym dystrybutorem, tankował paliwo z zupełnie innego dystrybutora. Wąż był na granicy swojego zasięgu i wytrzymałości. Zapewne właściwy dystrybutor nie umożliwiał zatankowania i trzeba było sobie radzić. Pewnie miał awarię.
Portal 40ton opisuje sprawę kierowcy samochodu ciężarowego prowadzącego ponadnormatywne zestawy na trasach międzynarodowych. W weekend musiał zatankować na sieci MOL/Lotos, gdyż taką posiadał kartę paliwową. Na jednej ze stacji zastał informację, że może zatankować tylko 100 litrów oleju napędowego. Wprowadzenie takiego ograniczenia postawiło go przed sporym kłopotem.
Za chwilę miał zostać obciążony sporej wielkości zestawem, a następna stacja, która byłaby zdolna go obsłużyć znajdowała się 530 kilometrów dalej. Musiał więc prosić o zrobienie wyjątku. Można oczywiście powiedzieć, że taki pech mógł go spotkać zawsze i wszędzie, przecież może dojść do awarii dystrybutora...
Zmiany polityki cenowej i limitów na paliwo nie będzie
Orlen nie planuje wprowadzania limitów na swoich stacjach, ale to nie znaczy, że limity na stacjach się nie zdarzają. 100 litrów dla kierowców aut osobowych to żaden kłopot, bo nie dysponują tak dużymi zbiornikami. 400 litrów limitu to już wartość dalece wykraczająca poza potrzeby zwykłego kierowcy w ciągu jednego miesiąca. To jednak nie są duże wartości dla kierowców samochodów ciężarowych, ale i innych grup zawodowych.
Farmer.pl donosi, że Wielkopolska Izba Rolnicza wystosowała pismo do Prezesa Rady Ministrów – Mateusza Morawieckiego w sprawie dostępności paliw na rynku hurtowym. Dystrybutorzy mają odmawiać przywozu oleju napędowego, opóźniają dostawy i realizują je w ilościach mniejszych od zamówionych. Ceny w hurcie bywają też wyższe od tych na stacjach benzynowych.
Kierowcy samochodów osobowych mogą panikować, albo się przed tymi emocjami powstrzymać. Podobnie, jak przed potrzebą tankowania na zapas. Dla kierowców samochodów ciężarowych i innych grup zawodowych, każda "awaria" dystrybutora to prawdziwy kłopot. A ich kłopoty, szybko stają się naszymi wspólnymi kłopotami. I to już nie jest śmieszne.