Jeździłem swoim ego. Range Rover Velar wyciągnął ze mnie całe zło
Range Rover niesie w sobie całą magię świata. Czym jeździsz dzisiaj? Range'em, mała. To nie jest zwykłe auto, to kwintesencja wszystkich możliwych kompleksów, jakie żywicie wobec właścicieli SUV-ów. Jednocześnie to samochód, który przy bliższym poznaniu przestaje wydawać się wyjątkowy. Na czym polega magia Range'a?

Przez tydzień w moim garażu gościł Range Rover Velar P400. Nie będę wam tu opowiadał wyświechtanych tekstów o brytyjskich arystokratach, Jamesach Bondach, bezdrożach Szkocji. Oszczędzę wam tego, bo sam mam wysypkę, gdy tylko usłyszę lub przeczytam takie słowa. Opowiem wam jednak o innych rzeczach. Widzicie, Range Rover jest marką, która budzi emocje. Nie da się nie spojrzeć na samochody z tym logo. Nawet te mniejsze, jak testowany Velar, wyróżniają się z otoczenia. Wzrok podświadomie wyłapuje obiekt o wyglądzie i aerodynamice stodoły. Samochody tej marki to deklaracja. Nie są najszybsze, nie są najładniejsze, ale za to są wygodne i jak nic na świecie mówią o tym, ile pieniędzy ma właściciel.







Wsiadacie do Range'a i zmienia się wasz punkt widzenia. Siedzicie znacznie wyżej niż w innych autach. Nawet przy najniższym możliwym ustawieniu fotela jesteście jak król na tronie. Patrzycie z góry na innych użytkowników dróg. Ten cham w BMW X3 chce się wepchnąć? Litości, niech wraca pod stodołę. Inni użytkownicy patrzą na was z respektem. Chcecie zmienić pas w zakorkowanym miejscu? Wręcz ścielą przed wami dywan. Co to auto robi z kulturą na drodze, to coś niesamowitego. Nagle otoczeni blachą jesteście królami jezdni. To wspaniałe, ale jednocześnie zdradliwe, bo łatwo dać się ponieść. Trzeba mieć silną psychikę, niczym pewien pan Jarosław z kultowego filmu, żeby nie przejść na ciemną stronę mocy. A Range Rover kusi. Wsiadasz i czujesz, że jesteś lepszy, tak po prostu. Nie wiem, czy to kwestia cywilizacyjna, czy może magia znaczka.
Powiecie, że redaktorowi odwaliło od pożyczonego auta. Tymczasem wrażenie wyższości miało kilku innych moich pasażerów, których zaprosiłem do sprawdzenia tego samochodu. Każdy był zachwycony. Rendż wzbudza emocje, czy wam się to podoba czy nie. Kobiety patrzą na was przychylnym okiem (jak się można z panem umówić, takie coś usłyszałem), część mężczyzn z lekką zazdrością, a część chce wam dać swój numer. Tak po prostu. Co ciekawe, o takim czymś mówił mi kilka lat temu jedyny właściciel nowego Range'a, którego znam osobiście. Pożegnał się ze swoim autem, bo trafił mu się wyjątkowo awaryjny egzemplarz, wręcz ma całą galerię swojego samochodu na lawecie w różnych miejscach Polski. Jednak mimo że dzisiaj jeździ nowym SUV-em niemieckiej marki ze Stuttgartu, to nadal wspomina uczucie, jakie dawał mu Range Rover. Tu po prostu patrzycie na wszystkich z góry.







Ale wiecie, co jest jeszcze zastanawiającego? To w sumie zwyczajne auto, które z jakiegoś powodu wydaje się być dużo lepsze niż w rzeczywistości. Nie jest to najwyższy możliwy poziom luksusu. Nie ma tu osiągów, które wyrywają serce z klatki piersiowej. Tu cała magia dzieje się przez znaczek i to, co wiemy o marce. Velar jest wiekową wręcz konstrukcją. Zadebiutował w 2017 r., przeszedł lifting i nigdzie się nie wybiera. Ten lift to również nie było nic spektakularnego z zewnątrz. Jednocześnie dzięki swojej masywności nic nie stracił z aktualności. Nadal trudno powiedzieć na pierwszy rzut oka ile ma lat, dla większości przechodniów będzie to nowy samochód. Wy się do niego trochę przyzwyczajacie, ale nadal mówicie: gdzie zaparkowałem Range Rovera, pojadę po bułki Range Roverem. Samochód to ma plebs. Wy macie Range Rovera. Ale dobra, przejdźmy do konkretów.



















Range Rover Velar - jak to jeździ?
Pod maską odmiany P400 znajduje się rzędowa, turbodoładowana trzylitrówka z sześcioma cylindrami. To wręcz klasyczny silnik, który w jakiś magiczny sposób nadal jest utrzymywany przy życiu. Korzysta ze wsparcia miękkiej hybrydy i pozwala rozpędzić się do 100 km/h w 5,5 s. Co ciekawe - robi to absolutnie płynnie, jest tak jednostajnie, że mój znajomy upierał się, że to wolnossąca jednostka. Nie ma tu żadnej dramaturgii, po prostu wciskasz gaz i auto przyspiesza żwawo. Nie wciśnie cię w fotel, nie połamiesz sobie żeber. Coś niesamowitego i dopełniającego poczucia premium. Silnik nie potrzebuje głośników, przyjemnie mruczy, czuć, że mamy tutaj słuszną pojemność.

Widziałem w cenniku, że da się mieć Velara z dwulitrową benzyną w wersji hybrydowej. Nie róbcie tego, bo to zbrodnia na motoryzacji. Diesla też pomijamy, bo to niegodne. Tu musi być benzyna. Tak, spalanie jest wysokie. 13 litrów to był mój średni wynik, ale zupełnie mnie to nie obchodziło. Podobne liczby osiągałem wiekowym BMW, więc to normalne spalanie dla sporego silnika, który musi radzić sobie z dużą masą. Umówmy się - jeżeli stać was na ratę leasingową Velara, to znajdziecie pieniądze na tankowanie.

SUV nie jest sportowy. Prowadzenie jest komfortowe, przyjemne, doskonale izoluje od bodźców na drodze. W dużej mierze to zasługa świetnego pneumatycznego zawieszenia. Radzi sobie wybitnie, nawet niespecjalnie poczujecie progi zwalniające. Ot, zanotujecie ich obecność, ale zawieszenie tak to wytłumi, że po prostu po nich przejedziecie. Tak dzieje się praktycznie z każdą nierównością czy ubytkiem na drodze. Range Rover Velar majestatycznie je pokonuje. Da się nim pojechać bardzo, ale to bardzo szybko, da się mocniej wejść w zakręt, ale to trochę jak sterowanie okrętem wojennym. Można, ale nie ma sensu. Od atakowania zakrętów są inne konstrukcje.













W kabinie jest cudownie cicho, możecie rozkoszować się świetnym zestawem nagłośnienia. Nawet w trybie Dynamic nie jesteście atakowani zbyt głośnymi dźwiękami. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, to auto rozpędza się do 250 km/h.
Jakby coś, to Range Rover Velar jest rasową terenówką
Ma świetne kąty natarcia, rampowe i zejściowe, a do tego głębokość brodzenia to 58 cm. To wspaniała sprawa, ale nie odważyłem się na sprawdzenie tego w praktyce. Co więcej - podejrzewam, że te właściwości przydają się głównie podczas rozmów: a wiesz, pojechałbym swoim Range Roverem w xxx (wstaw dowolne miejsce oddalone od cywilizacji), ale nie mam czasu. Jednak jeżeli kupiłeś to auto i topisz je w błocie, to daj znak w komentarzu jak się sprawdza, a najlepiej daj jakieś foto.
W menu znajdziecie całą masę trybów jazdy, z których większość odnosi się właśnie do terenu. Mamy piasek, żwir, błoto, śnieg itd. W każdym ustawieniu zmienia się zachowanie samochodu i działanie napędu. Na drodze polecam albo Comfort, jak nigdzie się nie spieszycie i nie zamierzacie jeździć dynamicznie, albo Dynamic, gdy jednak chcecie pokazać, że stodoła może być szybka.







A jak tam we wnętrzu?
W środku mamy coś, co znawcy nazywają minimalizmem. Inni powiedzą, że twórcy wsadzili 11,4-calowy ekran, bo tak jest łatwiej i poszli na przerwę. Ten kokpit mnie urzeka. Mamy dwa wystające elementy - ekran i wybierak skrzyni biegów. Koniec. Niektórzy narzekają, że to mało intuicyjne, że przydałyby się przyciski na konsoli środkowej, ale w sumie nie wiem do czego. Najważniejsze funkcje są wyciągnięte do głównego menu, w pozostałych odnajdziecie się góra po godzinie. Na początku liczba rzeczy, które można włączyć z ekranu przeraża, ale to nie jest poziom chińskich marek. Tutaj nadal czuć, że projektował to ktoś, kto chociaż raz w życiu kierował samochodem.











Auto rozpieszcza. Fotele są cudownie wygodne, w testowanej wersji miały grzanie i masaże, przydały się zimą. Nie odczujecie żadnego zmęczenia podczas jazdy, bo to fizycznie niemożliwe, tak jesteście otuleni. Nie słyszałem żadnych skrzypień, niepotrzebnych hałasów. Spasowanie jest świetne, podobnie jak jakość użytych materiałów. W tej klasie trudno o lepszy samochód pod kątem wykonania.









Range Rover Velar to idealny SUV rodzinny
Niedawno Mikołaj testował królewskiego Range Rovera LWB o długości ponad 5,2 m. Velar ze swoim 4,8 m jest przy nim filigranowy. Takie wymiary zapewniają jednak komfort psychiczny na drodze, parkingu czy w innych miejscach. W kabinie jest przestronnie, bagażnik jest spory (ponad 500 litrów), więc tak naprawdę nie potrzebujecie dużo więcej do życia. Powiedziałbym, że to idealny SUV rodzinny. Nie jest tak oklepany jak Q5 czy inne X3, a oferuje wyższy poziom wykończenia i jakości.

Jedyne co jest zabójcze to cena, bo podstawowa odmiana zaczyna się od ponad 340 tys., a jak poszalejecie z konfiguratorem, to bez trudu przekroczycie 400 tysięcy. Czy warto? Jeszcze jak, bo te auta są zupełnie inne niż to, czym zazwyczaj jeździ się po naszych drogach. Ktoś mi powie, że służą do leczenia kompleksów, ale zaręczam, że we wnętrzu Range'a wszystko jest większe, a szyderstwa nie przechodzą przez znakomicie wygłuszone szyby.



















