Kierowcy spodziewają się pasa rozbiegowego. Dostają figę z makiem
Na mapie drogowej każdego miasta są miejsca podwyższonego ryzyka, gdzie regularnie dochodzi do kolizji. Najbardziej winni są oczywiście sami kierowcy, ale niejednokrotnie dużą cegiełkę dokłada specyfika infrastruktury.

Zdarzyło się, że ostatnio dość często w krótkim czasie korzystałem z warszawskiej Trasy Łazienkowskiej. Pech chciał, że za każdym moim przejazdem w dokładnie tym samym miejscu stały pojazdy niedługo po kolizji. Nieszczęśliwym punktem jest jedna z łącznic prowadzących na Trasę, gdzie zaraz po dość ciasnym zakręcie zaskakująco brakuje klasycznego pasa rozbiegowego. Na tyle zaskakująco, że dużo kierowców jest tym… zaskoczonych.

Czarny Punkt to północny wjazd z ulicy Wał Miedzeszyńki na Trasę Łazienkowską
Pozornie, nie ma tutaj zupełnie nic niezwykłego. Na mapie satelitarnej wszystko wygląda normalnie, podobnie jak w pozostałych miejscach Trasy Łazienkowskiej w obrębie mostu na Wiśle.
Zaiste, pozostałe łącznice są wolne od tego typu “awarii” i chociaż mogą mieć inne ułomności konstrukcyjne, żadna raczej nie jest tak wypadkogenna, jak właśnie ta.
Zaraz po dojechaniu do Trasy Łazienkowskiej pas ruchu po prostu się kończy
Owszem, nigdzie nie jest napisane, że łącznica na tego typu drodze musi być zakończona pasem rozbiegowym. Tym bardziej, że nie jest to autostrada, lecz droga ruchu przyspieszonego w granicach miasta, w obrębie obszaru zabudowanego.
Niemniej, intuicja każe sądzić, że w przypadku tak ruchliwej i dynamicznej arterii taki pas rozbiegowy powinien istnieć. Tym bardziej, że w przypadku pozostałych łącznic taka infrastruktura istnieje. Tutaj natomiast kierowcy zamiast pasa rozbiegowego, mają znak “ustąp pierwszeństwa przejazdu” i linię warunkowego zatrzymania. Bang!


Nie byłoby aż tak źle, gdyby nie kiepska geometria tego skrzyżowania
Ok, jest oznakowanie pionowe, jest oznakowanie poziome, na papierze są wszystkie wymagane elementy prawidłowego opisania infrastruktury. To wszystko prawda, ale jest jeszcze coś, co pogarsza sytuację.
Jest nią kiepska widoczność na stronę, z której nadjeżdżają samochody. Łącznica po dojechaniu do celu skręca w prawo, przez co kierowca musi patrzeć sobie w zagłówek. Żeby i tak nie było za dobrze, życie dodatkowo uprzykrza barierka, dodatkowo utrudniająca widoczność.
Bezpośrednio przy krawędzi jezdni jest co prawda buspas, no ale…
Teoretycznie, tuż po wjechaniu na Trasę Łazienkowską kierowca znajduje się na buspasie, który zapewnia krótki odcinek na rozpęd i ewakuację na następny pas ruchu. Tyle że w praktyce nie jest tak uroczo, ponieważ z buspasa mogą korzystać również pojazdy przewozu osób, a wielokrotnie robią to też nielegalnie zwykli kierowcy, chcąc zaoszczędzić trochę czasu przy dużym ruchu.
W rezultacie wszystkich powyższych czynników zdarza się “wbić się” pod jadący samochód, którego nie widać na tyle dobrze, co zbliżającego się autobusu.

Właściwie to niewiele dobrego da się z tym wszystkim zrobić
Jedna rzecz to sam fakt, że takie niefortunne rozwiązanie istnieje, druga zaś, że brakuje sensownych alternatyw, jak ten problem w tej lokalizacji rozwiązać.
Przestrzeń na wytyczenie pasa rozbiegowego? Brak. Ewentualne chwilowe zwężenie o jeden pas ruchu? Technicznie możliwe, ale praktycznie wprowadziłoby to ogromny chaos i spotęgowało korki.
Tak więc jedyna pointa tej historii jest taka, że jadący tamtędy kierowcy muszą mieć oczy w dużej liczbie punktów na ciele.
No i po prostu bardzo uważać.






































