Od lat nie było tak śnieżnej zimy, co trochę zaskoczyło kierowców. Zwłaszcza tych, którzy nie zmieniają opon na zimowe. Czy powinni dostać za to mandat?

Za moim oknem jest biało, a według prognoz pogody, jeszcze co najmniej przez dwa tygodnie śnieg nigdzie się nie wybiera. Parkingi są zasypane i w niektóre miejsca nie da się wjechać, samochody buksują kołami próbując podjechać pod górkę i o ile główne ulice wyglądają już całkiem normalnie, o tyle boczne trasy (zwłaszcza za miastem) prezentują się raczej jak idealne miejsce na kulig, a nie na jazdę autem.
Takiej zimy nie było od lat
Dla wielu kierowców to pierwsze takie śniegi, odkąd w ogóle zasiadają za kółkiem. Niejeden z nas musiał sobie przypomnieć, gdzie trzyma skrobaczkę i szczotę. Inni byli zaskoczeni zachowaniem auta na śliskiej nawierzchni.
Wozem po śniegu i lodzie jeździ się inaczej - o czym przekonują się codziennie kolejni posiadacze prawa jazdy, kończący jazdę w rowie albo na zderzaku poprzedzającego samochodu. Czy można sobie jakoś ułatwić poruszanie się w trudnych warunkach? Owszem, na przykład wymieniając opony.
Po pierwszych śniegach pod zakładami wulkanizacyjnymi ustawiały się ogromne kolejki
Spanikowani kierowcy, którzy nie zdążyli umówić się wcześniej, czekali po wiele godzin, by jakoś załapać się na wymianę opon. I bardzo dobrze, bo później jeździli już na zimówkach. Założenie coraz popularniejszych - i trzeba przyznać, że też coraz bardziej udanych - opon całorocznych też jest znacznie lepsze od jazdy na letnich. Opinie na temat tego, czy „wielosezon” daje radę w trudnych warunkach, są podzielone: ale można się zgodzić, że w większości miejskich sytuacji i w autach o nieprzesadnie ogromnej mocy, będzie OK.

Ale czy zmiana opon na zimowe powinna być obowiązkowa?
Tego typu pomysły - ale dotyczące ciężarówek - zaczęły się pojawiać w mediach po słynnym paraliżu trasy S7, spowodowanym przez zestawy, które nie mogły pokonać zaśnieżonej drogi. Co z osobówkami? Im mocniej sypie, tym bardziej można dojść do wniosku, że to świetny pomysł. Jazda na oponach letnich zimą grozi w najlepszym wypadku tamowaniem ruchu (bo np. auto nie może ruszyć spod świateł), w najgorszym - poślizgiem i wypadkiem, w dodatku takim, w którym ucierpią inni.
Oczywiście, jako naród nie lubimy nakazów i zakazów. Mimo wszystko, poparcie społeczne dla tego typu przepisu jest duże. Jak wynika z badań IBRiS, aż 71 proc. Polaków zgadza się z twierdzeniem, iż stosowanie opon letnich w warunkach zimowych powinno być zakazane. 84 proc. respondentów uważa, że opony letnie w zimowych warunkach stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia na drodze.
Są argumenty za nakazem
Wiadomo: opona to jedyny punkt styku samochodu z nawierzchnią. Nie warto na niej oszczędzać, a opona letnia jest produkowana z myślą o pracy w wyższych temperaturach. Poniżej 7 stopni Celsjusza ich właściwości wyraźnie się pogarszają. To właśnie dlatego zimą różnice w hamowaniu i kontroli toru jazdy potrafią być ogromne. Nie wystarczy „jechać ostrożnie”, bo niespodzianki mogą wydarzyć się nawet przy niedużej prędkości. Co z oponami całorocznymi? Oczywiście powinny być dozwolone, o ile mają homologację zimową, czyli symbol ze śnieżynką. Nowoczesne i w dobrym stanie są zupełnie w porządku.
Testy wskazują jasno: na mokrej nawierzchni przy dodatniej temperaturze różnica w drodze hamowania ma wynosić 7 metrów na korzyść opon zimowych w stosunku do letnich. W trudniejszych warunkach przy temperaturze około 0°C i na mokrym śniegu mowa jest czasami nawet o różnicach przekraczających 50 metrów przy hamowaniu z 50 km/h. Według testu Auto Expressu, na ośnieżonej drodze przy prędkości 48 km/h samochód na oponach zimowych zahamuje wcześniej aż o 31 metrów. Jeśli potrzebujecie jeszcze trochę statystyk: ryzyko wypadku na oponach zimowych spada aż o 46 proc., a liczba wypadków śmiertelnych w państwach, które wymagają zmiany ogumienia, spada o 3 proc.
Poza tym, kierowcy jeżdżący na letnich mogą tamować ruch, nie podjeżdżać pod górki i ogólnie sprawiać, że jazda będzie jeszcze trudniejsza niż zwykle - nawet dla tych, którzy opony zmienili.
Taki nakaz działa w wielu krajach
I to w takich blisko nas - czyli kierowcy wyjeżdżający za granicę często i tak muszą zmienić opony. Różne są jednak podejścia do nakazu: np. w Niemczech trzeba mieć na samochodzie zimowe ogumienie „w warunkach zimowych”, niezależnie od terminu. Jeśli na drodze jest śnieg, musisz mieć zimówki (lub opony całoroczne z homologacją zimową). Z kolei np. na Litwie albo w Austrii ramy są sztywne: od 1 albo 10 listopada do końca kwietnia albo zimówki, albo mandat. Są też kraje (np. Francja), gdzie obowiązek istnieje tylko w wybranych, górskich rejonach.
Czy w Polsce powinniśmy wprowadzić obowiązek zmiany opon? Trudno mi znaleźć sensowny argument przeciwko - jeśli ktoś twierdzi, że nie stać go na opony zimowe albo całoroczne, to chyba po prostu powinien kupić bilet miesięczny na komunikację publiczną. Pozostaje pytanie, czy powinniśmy pójść drogą tych państw, które sztywno ustalają terminy, czy raczej uznać, że odpowiednie opony powinny być na kołach wtedy, gdy faktycznie mamy zimę. W tym roku trochę nas wszystkich zaskoczyła, ale najwyższa pora przypomnieć sobie, że gdy jest zima, musi być zimno i śnieżnie, a śnieg w styczniu nie powinien paraliżować całego kraju.







































