Diesel, hybryda czy elektryk? Chery: tak
Europa odwraca się od diesla, ale na wielu rynkach świata nadal ma on mocną pozycję. Dlatego Chery właśnie pokazało produkcyjnego pickupa z silnikiem wysokoprężnym. I do tego z wtyczką. W założeniu będzie jeździł po australijskim interiorze.

Nie zważając na to, że mamy obecnie połowę 2026 roku, chiński koncern z pełną powagą prezentuje pickupa na olej napędowy. Podczas gdy Europa ogranicza diesle, Chery idzie w dokładnie przeciwnym kierunku, prezentując swój nowy projekt na zwykłą, śmierdzącą, wyklinaną przez urzędników z Brukseli ropę. Tylko że Chery nie pyta Brukseli o zdanie.
O samym modelu studyjnym pisaliśmy już zresztą w lutym, gdy Rely P3X był jeszcze prototypem o kodowej nazwie KP31. Od tamtej pory papierowy projekt zamienił się w gotowe auto, a Chińczycy dorzucili kilka liczb, których wtedy jeszcze nie zdradzali. I to właśnie te liczby robią tu niemałe zamieszanie.
Diesel z wtyczką, bo czemu nie
P3X odpycha 2,5-litrowy turbodoładowany diesel sparowany z mocnym silnikiem elektrycznym. Łączna moc to 350 kW, czyli grubo ponad 470 koni, a moment obrotowy sięga 800 Nm. Deklarowany uciąg to 3500 kg. To auto, które rusza spod świateł, ciągnąc za sobą przyczepę z łodzią, i nie zauważając tego.
Konstrukcja stoi na ciężkiej, ramowej platformie Kaitan, tej samej, którą Chery chwali się jako fundamentem pod całą zagraniczną ekspansję. Producent twierdzi, że jego nowy diesel generuje o 30 proc. mniej wibracji i pali o 10 proc. mniej paliwa niż klasyczne jednostki wysokoprężne, przy sprawności cieplnej rzędu 47 proc. Zamiast – w ślad za Europą – uznać diesla za relikt, Chińczycy najwyraźniej postanowili go po cichu ulepszyć.
Salon na kółkach w środku buszu
Tu zaczyna się część, której w lutowym tekście jeszcze nie było, bo wnętrza po prostu nie pokazano. Teraz wiadomo, że w środku dominuje 15,6-calowy ekran centralny i dwuramienna kierownica. Fotele są wentylowane, podgrzewane i z masażem – a to wszystko w aucie, które reklamuje się jako sprzęt do jazdy po pustyni i błocie.

Oparcia przednich foteli kładą się na płasko pod kątem pełnych 180 stopni. Pasażerowie z tyłu dostają natomiast regulację pochylenia oparcia w zakresie od 27 do 31 stopni – ktoś w Chery najwyraźniej popracował z kątomierzem. Na pokładzie jest też lodówka z funkcją chłodzenia i grzania, więc teoretycznie można pojechać w step i wrócić z ciepłą herbatą oraz zimnym piwem.
Do tego trzy blokady mechanizmów różnicowych i tryby jazdy na piach, głębokie błoto oraz strome podjazdy. Innymi słowy: salonowy fotel z masażem przykręcono do podwozia, które ma dojechać niemal wszędzie. Bo przecież pickup roboczy nie musi już oznaczać spartańskiego wnętrza.
Rękawica rzucona konkurencji
Temat konkurencji jest o tyle ciekawy, że Chery nie tylko wchodzi do segmentu, ale próbuje zrobić to od razu z drzwiami i ościeżnicą. Jeśli ograniczymy się do pickupów z silnikiem spalinowym lub hybrydowym, deklarowane 800 Nm należy dziś do najwyższych wartości na rynku. Dla porównania:
Nawet główny hybrydowy rywal – BYD Shark 6 – oferuje około 650 Nm (zależnie od rynku i specyfikacji), więc deklarowane 800 Nm Rely wygląda bardzo imponująco.
Chery bije BYD jego własną bronią. Shark 6 pokonywał dotąd nawet Rangera Raptora i uchodził za swoisty benchmark wśród hybrydowych pickupów. Rely wjeżdża z liczbą wyższą i do tego na ropie, czyli paliwie, które wlejesz z kanistra nawet na końcu świata.

Uczciwie trzeba jednak dodać, że to wciąż dane producenta dla wersji przedprodukcyjnej, a moment obrotowy to nie wszystko. Hilux i Ranger nadrabiają dekadami niezawodności, gęstą siecią serwisów i zaufaniem, którego żadną tabelką się nie kupi. Chery ma na razie najlepsze liczby w segmencie. Czy ma resztę – okaże się dopiero, gdy pierwsze sztuki zaczną realnie pracować w terenie.
Cała ta zabawa jest tak naprawdę o Australii
P3X to nazwa na rynek chiński. Na eksport ten sam samochód pojedzie z nazwą wybraną przez Australijczyków w konkursie – Chery Stockman. Wersja eksportowa dostanie też kierownicę po prawej, z osobno zestrojonym zawieszeniem i poprawkami w oprogramowaniu asystentów. Rynkowy cel jest bezczelnie konkretny: zabrać klientów BYD-owi i całej armii pickupów jeżdżących po Australii i Oceanii.
Chery wchodzi tam, gdzie pickup to nie auto, tylko styl życia, i robi to z napędem, którego nikt z konkurencji jeszcze nie ma. Ryzykowne? Bardzo. Ale akurat ryzyko wydaje się Chińczyków średnio interesować. Start dla P3X (vel Stockmana) zaplanowano na czwarty kwartał.
Faza na pickupy
P3X nie jest jednorazowym wybrykiem. Chery najwyraźniej weszło w pełnoobjawową fazę pickupową. Zaczęło się od luksusowych Tiggo. Natomiast trzy dni przed premierą produkcyjnego P3X marka pokazała kolejnego potwora – Jetoura Zongheng F700. To również hybryda plug-in, tyle że benzynowa, oparta na 2-litrowym silniku o 155 kW mocy i sprawności cieplnej 45,5 proc.

Liczby przy F700 są wręcz absurdalne: deklarowany zasięg łączny to 1300 km, spalanie na poziomie 1,39 l/100 km, architektura 800 V i bateria CATL ładowana od 20 do 80 proc. w dziesięć minut. Debiut ma nastąpić w listopadzie.
Jeden koncern, dwa pickupy w trzy dni, dwa różne układy napędowe i jedna wspólna myśl: skoro reszta świata nie wie, czego chce, to Chery zaoferuje wszystko naraz. Diesel z wtyczką dla jednych, benzyna z zasięgiem przez pół kontynentu dla drugich. Klient sam wybierze. A konkurencja ma o czym myśleć.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.