REKLAMA

Design idzie w złym kierunku. Nawet nie wiecie, co to za auto

Z każdą kolejną premierą nowego samochodu czuję, że producenci wolą wpychać nam uniwersalne modele, zamiast podążać własną drogą. Auto nie musi mieć listwy świetlnej, wysuwanych klamek i gładkiego nadwozia, żeby było „jakieś”.

Design idzie w złym kierunku. Nawet nie wiecie, co to za auto
REKLAMA

Lepiej, by przysłowie „są gusta i guściki” wybrzmiało już teraz, bo każdy ma przecież mieć własne zdanie. Ale coś mi mówi, że nie tylko ja od kilku lat odnoszę wrażenie, że stylistyka współczesnych samochodów idzie w złym kierunku.

REKLAMA

Premiery aut, które naprawdę podobały mi się wizualnie, mogę policzyć na palcach jednej ręki i na ich korzyść wcale nie przemawia ilość świecidełek, ekranów i wieśniackich gadżetów, którymi zaimponujecie co najwyżej sąsiadowi.

REKLAMA

Coś niedobrego dzieje się z nowymi samochodami

Jeśli myślicie, że oberwie się tylko nowemu czterodrzwiowemu AMG coupe, Jaguarowi Type 01 czy Ferrari Luce, jesteście w błędzie. Tak naprawdę dobre przykłady problemów z tożsamością można znaleźć u praktycznie wszystkich producentów.

Gdyby poszukać odpowiedzi na pytanie, jak powinien wyglądać współczesny samochód, założę się, że większość osób wymieni to samo. Z tyłu obowiązkowo listwa świetlna, a jeśli druga znajduje się z przodu, to nawet lepiej. Do tego podświetlana atrapa chłodnicy (lub jej całkowity brak), oddzielne reflektory, wysuwane klamki i dwa albo trzy ekrany.

REKLAMA

Obecnie tak to właśnie wygląda u większości producentów. Ale gdyby zapytać ich, dlaczego akurat zdecydowali się na te elementy, zapewne większość odpowie wymijająco, marketingową gadką, że to definiuje samochód przyszłości, że to krok w kierunku jutra. A tak naprawdę chodzi po prostu o to, że „konkurencja też ma takie coś”. A gdzie w tym wszystkim korzenie marki i dusza?

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
REKLAMA

Spójrzcie chociażby na nowego Jaguara Type 01

Jest szybki, wydajny i nowoczesny, ale czy wizualnie jest tak samo emocjonujący co Jaguar XF, XJ czy F-Type? Niestety nie. I mało tego, gdyby podmienić wszystkie znaczki na logo Hyundaia, pewnie niektórzy pomyśleliby, że to rzeczywiście jakiś Koreańczyk klepany tylko na azjatycki rynek.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
REKLAMA

AMG niby ma wszystko, co modne, ale zabrakło spójności

Kolejny dobry przykład tego, że producenci czasem nie do końca wiedzą, w którą stronę pójść, to nowy Mercedes-AMG GT czterodrzwiowe coupe. To auto elektryczne, ale z przodu ma duży grill jak w samochodzie spalinowym. Nie obyło się bez podświetlanych żeber, a na górze jest jeszcze dodatkowa listwa świetlna. I tak jak w odpowiedniej specyfikacji da się przymknąć na to oko, to absolutnie nie mogę pojąć tyłu z okrągłymi reflektorami, które wyglądają jak tanie odblaski. Nie ma w tym żadnej spójności.

Już wielu producentów udowodniło, że można zrobić ładny samochód elektryczny, dlatego tym bardziej zdziwiłem się, że Mercedes wywołaną kontrowersją zdołał przebić swoje własne nowe CLA. Dobrze, że reszta współczesnych modeli marki prezentuje się naprawdę świetnie.

REKLAMA
Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Powiedzą, że Torcal to rewolucja

Bezsensowną próbę ucieczki od dotychczasowej stylistyki dobrze pokazuje też Bentley Torcal. Brytyjska marka zawsze kojarzyła się z okrągłymi reflektorami, jednak te w nowym elektrycznym SUV-ie dzielą się na cienkie LED-y i dolny główny reflektor.

REKLAMA

Projektanci przestali być wierni tradycji, bo wiele innych marek zdecydowało się na podobny światła. Ale klientom powiedzą pewnie, że to „przełom” i „pierwszy taki Bentley”.

Podobnie zresztą z nową BMW trójką. Gdy producent rozpoczął testy zakamuflowanej odmiany kombi, niektórzy zaczęli się śmiać, że wygląda jak Opel Astra i nie mogą tego odzobaczyć. Wszystko przez szeroki, wyczerniony przód.

REKLAMA
Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Marki boją się być wyjątkowe

Mam wrażenie, że słowa „nowoczesny” i „taki jak reszta” od kilku lat są synonimami. Skoro wszyscy mają listwę świetlną, to ja też muszę ja mieć. Skoro oni mają wysuwane klamki, to my też. A tamci mają trzy ekrany, to my też koniecznie musimy je mieć.

REKLAMA

W efekcie dochodzi do tego, że coraz trudniej rozpoznać samochód i markę z większej odległości. Po pierwszym, szybki spojrzeniu, nie wiadomo, czy to Skoda Superb, czy BMW serii 5.

Albo pójdźmy jeszcze dalej. Wyobraźcie sobie, że wydajecie kilkaset tysięcy złotych na nową trójkę kombi i myślicie, że stylistyka Neue Klasse nie wygląda jak nic, co mogliśmy do tej pory zobaczyć, a ludzie na ulicy śmieją się, że wyglądacie jak w trzykrotnie tańszym Oplu Astrze.

REKLAMA

I żeby to dobrze wybrzmiało – nie ma nic złego w kopiowaniu jednego czy kilku elementów, bo gonienie konkurencji jest czymś naturalnym w motoryzacji. Problem robi się, gdy na praktycznie wszystkich płaszczyznach czuć, że auto to po prostu „odpowiedź na konkurencję”, a nie „najnowszy etap filozofii marki kształtowanej od lat”.

Ze zwykłymi klamkami nie będziecie biedniejsi

Pamiętajcie, w 2026 roku klasyczne klamki nadal są okej, podobnie jak fizyczne przyciski, niepodświetlone atrapy chłodnicy, pojedyncze ekrany czy nierozdzielone reflektory. Problem tkwi w tym, że kiedyś było takie po prostu każde nowe auto. Obecnie brzmi to raczej jak opis najtańszych graczy na rynku, a to błędne podejście praktykowane przez niektóre marki.

REKLAMA

Niektórzy klienci też ślepo za tym podążają, ale zrozumieją, gdy zimą będą męczyć się z zamarzającymi klamkami i zaczną marzyć o starym dobrym rozwiązaniu.

W czasach, gdy liczy się zasięg samochodu, walka o uzyskanie jak najlepszego wyniku, którym przegoni się konkurencję, teoretycznie jest ważny. Z drugiej strony, czy naprawdę trzeba rezygnować z klamek lub przetłoczeń nadwozia, by zyskać te 5 km w aucie elektrycznym? A później wielkie zdziwienie, że każdy nowy samochód wygląda gładko jak jajko.

REKLAMA

W nocy nie wiecie, co przed wami jedzie

Pamiętacie memy porównujące tylne reflektory Volkswagena Passata B6 do tych z Nissana GT-R? W kompletnej ciemności nie dało się rozpoznać czy mija was supersamochód, czy rodzinne kombi. Teraz problemy z odróżnieniem, co dokładnie jedzie przed nami, urosły do skali absurdu. Nie wiadomo, czy właśnie mija was Porsche 911, Tesla Model Y, Hyundai Kona, Lexus ES czy Toyota Prius, bo w każdym z nich dojrzycie tylko długą prostą czerwoną listwę świetlną.

Przez gonienie konkurencji większość nowych samochodów starzeje się szybciej niż dekadę temu. Dobry design nie musi krzyczeć „jestem nowy” na lewo i prawo, tylko po latach powinien nadal się podobać, a w tym pomagała wcześniej własna tożsamość marki. A obecnie? Jak wyróżnić się z tłumu, skoro wszyscy kopiują od siebie i każdy twierdzi, że to on jest tym unikatowym?

Może to kwestia czasu – pamiętacie bobra?

Mam nadzieję, że chociaż na część z dzisiaj wymienionych samochodów, pozytywnie zadziała upływający czas. Pamiętacie, jak było w przypadku BMW M4 (G82)? Kilka lat temu wszyscy śmiali się, że wygląda jak bóbr i że producent zrobił przesadził. Teraz zaś widać je w co drugiej rolce na TikToku i zdobywa same pozytywne komentarze, bo ludzie się przyzwyczaili.

Chciałbym wierzyć, że tak samo dobrze przyjmie się nowa seria 3, jednak różnica tkwi w tym, że grill bobra był czymś, czego nikt wcześniej nie widział, a przód nowej trójki ludzie od razu kojarzą z Astrą.

Wiadomo, nikt nie stworzył jednych, uniwersalnych zasad projektowania samochodów, za którymi trzeba podążać. Chodzi po prostu o to, żeby producenci przestali bać się eksperymentować, by wciąż próbowali nowych rzeczy, jak kiedyś, oraz by jednocześnie byli wierni tym kilku elementom, z którymi od zawsze kojarzyli ich fani i klienci.

Auto może być brzydkie, wywoływać kontrowersje i wyglądać dziwnie, nawet jak M4-bóbr. Byle po prostu wyglądało jak coś, co wyszło spod ręki projektanta starającego się nadać swój własny design, a nie takiego, który ślepo goni za trendami stosowanymi przez konkurencję.

Więcej felietonów znajdziesz tutaj:

Damian Lewandowski
Redaktor

Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.

REKLAMA
REKLAMA