Lamborghini jasno o swoich planach. Z Ferrari im nie po drodze
Ferrari zszokowało świat 12Cilindri z manualną skrzynią biegów, ale Lamborghini nie widzi w tym sensu. Zamiast tego woli pójść w kierunku terenowych modeli.

Czas leci. Jeśli nie wierzycie, przypomnę, że ostatnie Lamborghini z manualem, Gallardo LP 560-2 50th Anniversario, zadebiutowało 13 lat temu. Z kolei Ferrari postanowiło ostatnio nawiązać do tradycji i dało klientom szansę ponownego poczucia emocji towarzyszących jeździe autem z ręczną skrzynią biegów.
Pierwsza z obu marek zadeklarowała z kolei, że tego nie zrobi, bo ma inny sposób na dostarczanie wrażeń.

Lamborghini nie chce manualnych skrzyń biegów. Woli terenowe modele
Na początku lipca Ferrari zaprezentowało 12Cilindri Manuale, czyli swój nowy samochód z manualem. Byłoby to jednak zbyt duże uproszczenie, bo w rzeczywistości model ten korzysta z ośmiobiegowego automatu imitującego pracę sześciobiegowej ręcznej skrzyni. To czujniki odczytują ruchy lewarka i pedału sprzęgła, a sterownik odpowiada za pracę przełożeń i sprzęgieł.
Jeżeli czujecie się oszukani, wcale wam się nie dziwie. Ba, musicie wiedzieć, że jest też przynajmniej jeden producent, który także nie widzi sensu w rozwiązaniu zastosowanym przez Ferrari, ale również w prawdziwych manualnych skrzyniach biegów.
Mowa oczywiście o marce z Sant'Agata Bolognese, czyli Lamborghini.
Dyrektor do spraw marketingu i sprzedaży w Lamborghini, Federico Foschini, powiedział w wywiadzie dla Road & Track, że oferowanie klientom manualnych skrzyń biegów rzeczywiście może być „szansą”, ale nie sądzi, że to trend, którym powinni podążać producenci supersamochodów.
Nawet marki takie jak Porsche czy BMW stopniowo rezygnują z manualnych skrzyń, ponieważ wiedzą, że klienci błagają o pozostawienie ich w ofercie, ale jak przychodzi co do czego, większość z nich i tak decyduje się na automat, który po prostu jest wygodniejszy na co dzień, a w odpowiednim trybie i tak pozwala dowolnie żonglować przełożeniami za pomocą łopatek.
Cała nadzieja leży więc w ewentualnej chęci stworzenia limitowanej wersji przez Lamborghini, ale jakoś trudno w to uwierzyć, zwłaszcza patrząc na moc obecnych modeli (920 KM w Temerario i 1015 KM w Revuelto) oraz fakt, że manualna skrzynia biegów może mieć problemy ze zniesieniem tak dużego obciążenia.
Z drugiej strony Hennessey pokazał ostatnio, że nawet 2031 KM dla sześciobiegowej ręcznej przekładni to nie problem.

Sterrato może powrócić
Jak to się mówi, „Za marzenia nie karają”, dlatego pozostaje tylko trzymać kciuki za Lamborghini. Ale jeśli naprawdę oczekujecie emocji, możecie uzyskać je w trudnym terenie, a nie tylko przy majtaniu drążkiem od biegów na lewo i prawo. To dlatego, że ten sam Federico Foschini powiedział w rozmowie z Motor1 równie ciekawą rzecz.
Zdradził bowiem, że klienci Lamborghini często używają swoich samochodów w terenie, bo mieszkają na wsi, a podwyższone Urus i Huracan Sterrato spełniają ich oczekiwania. Jego zdaniem Urus już sam w sobie jest swojego rodzaju Sterrato, ale platformy stosowane przez producenta cały czas pozwalają na stworzenie czegoś szalonego, więc tak naprawdę wszystko zależy od chęci.
Federico Foschini stwierdził, że Huracan Sterrato odniósł sukces, bo zaskakiwał ludzi, ale nie kontrowersją jak choćby Ferrari Luce, tylko zwyczajnym połączeniem osiągów z terenowym szaleństwem. Jego zdaniem modele Sterrato są szansą, którą można ugryźć ponownie – bo skoro klienci je lubią, nie można pozwolić im tak po prostu odejść.
Dodał jednak, że może to wymagać czasu, bo na stole leży masa innych realizowanych obecnie projektów.
Jego komentarz naturalnie prowadzi nas do następcy Huracana, czyli Temerario. To model drzemiący dużym potencjałem, a przypomnijmy, że poprzednik doczekał się wielu różnych wcieleń, jak Performante, EVO, STO, Tecnica czy właśnie terenowe Sterrato.
Gdybym miał strzelać, Urus pozostanie Urusem – no chyba że Lamborghini absolutnie wszystkich zaskoczy – ale mimo wszystko to Temerario może okazać się tym, które w przyszłości stanie się nowym włoskim rajdowym gokartem.
Więcej o marce Lamborghini przeczytasz tutaj:
Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.