REKLAMA

Dwie bańki w padoku. Pojechałem na finał WSMP na Torze Poznań

Seria, która zaczęła się od urwanego wentyla w motocyklu, miała swój koniec w padoku Toru Poznań. Na finale sezonu Maciek Szubczyński dowiózł wicemistrzostwo Polski w klasie GT4, a ja usłyszałem słowo „bańka” w dwóch znaczeniach.

Dwie bańki w padoku. Pojechałem na finał WSMP na Torze Poznań
REKLAMA

Dwa teksty temu przebita dętka zatrzymała mnie w ciemnej bramie gdzieś w Międzyrzeczu. Kierowca lawety, która finalnie odwiozła mnie do domu, okazał się ojcem kierowcy wyścigowego, o czym pisałem w poprzednim tekście. Tym razem pojechałem zobaczyć, jak wygląda koniec sezonu WSMP, na który ta laweta pracuje.

REKLAMA

Finał Wyścigowych Samochodowych Mistrzostw Polski i Mistrzostw Polski Endurance zebrał ponad 250 zgłoszeń, z czego przeszło dwie trzecie z Polski. Do samego endurance zgłosiło się tylu chętnych, że przekroczony został limit homologacyjny toru.

Pogoda dopisała i kibice zapełnili cały obiekt. W 2023 roku jeden z kolegów pisał, że motorsport w Polsce mało kogo obchodzi, a wszyscy fani Le Mans zmieściliby się w jednym barze. Z moich tegorocznych obserwacji wynika, że kibice z Toru Poznań potrzebowaliby baru wielkości co najmniej hali widowiskowej.

REKLAMA

Na spokojnie

Sezon był w większości rozstrzygnięty, ale w padoku napięcie przed wyścigiem i tak dało się wyczuć. Tomasz podchodzi do tego po swojemu, czyli na luzie. Mama, którą miałem okazję poznać, wydawała się najbardziej spięta, co jest nierozerwalną cechą wszystkich mam. Maciek wdał się pod tym względem w ojca. Mówił niewiele, pewnie był skupiony, ale nie było widać po nim stresu. I w sumie trudno się dziwić.

Niedawno oglądałem dokument o amerykańskim motocrossie, gdzie najlepsi zawodnicy (z kilkoma wyjątkami) kończą kariery przed ukończeniem 27 lat. Rick Johnson, Trey Canard, Ryan Villopoto, Ryan Dunger, Adam Cianciarulo, w tym roku dołączył do nich Austin Forkner.

REKLAMA

Travis Pastrana – jedna z najlepiej kojarzonych twarzy tego sportu – zakończył karierę w wieku 23 lat i przerzucił się na rajdy samochodowe. Podobną drogą poszedł Ricky Carmichael, też w wieku 27 lat. Nie jest to przypadek.

26-28 lat nijak nie oznacza „starego człowieka”, ale dla zawodnika, który od dzieciństwa trenuje na najwyższym poziomie, lata liczą się inaczej. Oni nie ścigają się od momentu, kiedy przechodzą na zawodowstwo i poznaje ich publika. Często o tym zapominamy, ale taki zawodnik ma już na koncie dekadę regularnych startów.

REKLAMA

Przypomniało mi się to, jak patrzyłem na Maćka. Miałem wrażenie, że ja jestem bardziej podekscytowany od niego. Dla mnie to był pierwszy raz w padoku. Dla niego to po prostu weekend. Na spokojnie.

Karma to suka

Ekipa na sąsiednim stanowisku przed wyścigiem uparcie ćwiczyła tankowanie. Nie wiem, czy miała ku temu jakieś powody z przeszłości, czy robiła to „na wszelki wypadek”. Jeśli to drugie, to najwyraźniej zapeszyli, bo w trakcie wyścigu, przy zjeździe na zmianę i tankowanie, ktoś zahaczył bańką o coś po drodze i całe paliwo wylądowało na asfalcie przed samochodem. Jak wkrótce miało się okazać, była to pierwsza bańka tego dnia.

REKLAMA

Drugą przyniósł Ligier LMP3. Po pechowym wypadku, w którym ćwiartka auta zutylizowała się w ciągu sekundy, na torze pojawiły się żółte flagi, a krótko po rozpoczęciu drugiej godziny wyjechał safety car. W alei serwisowej ktoś stwierdził, że żeby go poskładać, „pewnie bańka pęknie”. Komentarz rzucony od niechcenia, bo to inny team. Gdyby chodziło o zespół komentującego, pewnie nie byłoby mu do śmiechu.

Bez wyceny szkód trudno powiedzieć, jak duża to przesada. Nowy LMP3 trzeciej generacji wyceniono na 299 tys. euro netto, a przeglądy i naprawy silnika, skrzyni biegów i innych ważnych podzespołów kosztują w sezonie od 100 do 140 tys. euro. Jeden niefortunny zbieg zdarzeń i rachunek śni się przez wiele nocy. Nawet jeśli to inny kierowca zawinił.

REKLAMA

Każdy zna swoje miejsce

Maciek jechał w wyścigu jako drugi z teamu, więc najpierw trzeba było przejść przez zmianę kierowców. Teoretycznie to formalność, ale atmosfera w boksie i tak zgęstniała. Zespół szykował się do niej z wyprzedzeniem i każdy wiedział, co ma robić. Po alei serwisowej krążył komisarz techniczny, czyli scrutineer, i pilnował, czy wszystko odbywa się zgodnie z regulaminem.

Nagle na tej niewielkiej przestrzeni wydzielonej paskowanymi taśmami zrobiło się jak w mrowisku. Wszyscy zaczęli się krzątać – każdy w jakimś ściśle określonym celu, który ma wgrany w pamięć mięśniową.

REKLAMA

Każdy oprócz mnie. Starałem się przyklejać do ścian albo filarów, żeby nie wchodzić w drogę. Wychodziło mi to z różnym skutkiem, ale na szczęście moja obecność tam nie skończyła się żadną wpadką.

Pośpiech bywa tu kosztowny. W Apexwerku zmiana poszła na szczęście bez problemów. Michał oddał auto Maćkowi i od tej chwili plan był prosty: bezpiecznie dojechać do końca. Tankowanie Porsche w trakcie wyścigu poszło sprawnie, więc bańka z paliwem nie miała okazji nikomu zepsuć dnia.

REKLAMA

Sezon rozstrzygnięty

Cały wyścig wygrali Przemysław Bieńkowski i Mateusz Lisowski w Mercedesie-AMG GT3. Lisowski wyprzedził prowadzącego Ligiera na 19 minut przed metą. Na drugim miejscu dojechali Filip Sterczewski i Maciej Marcinkiewicz. To ten sam Sterczewski, którego Maciek rok wcześniej pokonał w walce o tytuł w MINI.

Po mecie w boksie była radość, a chyba jeszcze bardziej ulga, że zadanie zostało wykonane. Dnia nie popsuł żaden zawalidroga, żadna guma ani nic podobnego. Zresztą złapana guma w tej serii tekstów i tak zrobiła już swoje. Maciek i Michał dowieźli wicemistrzostwo Polski w klasie GT4, a potem przyszedł czas na gratulacje i rozmowy.

REKLAMA

Ja już długo nie zawadzałem. W końcu byłem tam przypadkowym gościem, który do padoku dojechał lawetą. Obszedłem jeszcze boksy, pogratulowałem Maćkowi i życzyłem mu powodzenia w przyszłym sezonie, pewnie już w innej serii. Potem ruszyłem do domu ciemną stroną Wielkopolski.

I tak dobiegła końca historia zapoczątkowana przez przebitą oponę. Wniosek dla was zostaje ten sam co w pierwszym tekście – na wyjazdy solo motocyklem woźcie zapasową dętkę. A numer do dobrej lawety zapiszcie w telefonie, bo nigdy nie wiadomo, dokąd was zawiezie.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA