Ferrari wchodzi na nowy poziom aerodynamiki. Wykorzysta światła
Włoski producent, który kiedyś śmiał się z aerodynamiki, obecnie traktuje ją tak bardzo poważnie, że nawet światła jego aut będą ruchome, by poprawić docisk. To nie żart, tylko nowy patent złożony przez Ferrari.

Zapewne dobrze pamiętacie słowa założyciela Ferrari, który powiedział kiedyś, że aerodynamika jest dla tych, którzy nie umieją budować silników. Patrząc na nowy patent złożony przez włoską markę, zastanawiam się, jak zareagowałby na niego Enzo.
Bo jakim cudem nawet reflektory mają się ruszać dla poprawy docisku?

Ferrari wchodzi na nowy poziom aerodynamiki
Producent z Maranello nie przestaje zaskakiwać. Świat wciąż zbiera się po premierze elektrycznego Ferrari Luce oraz 12Cilindri Manuale, które jednak nie ma prawdziwej ręcznej skrzyni biegów.
Teraz zaś cała uwaga spadła na nowy patent odkryty w Urzędzie Patentów i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych (USPTO) przez CarBuzz.
Przedstawia on supersamochód przypominający trochę Ferrari F80, ale bez jakiegokolwiek miejsca na kabinę i z dużo bardziej futurystyczną sylwetką, przy którym nawet oryginał wygląda jak przestraszona malutka owieczka.
Szeroki dyfuzor z wycięciami na opony wygląda naprawdę masywnie, ale jeszcze ciekawiej prezentuje się tunel biegnący w miejscu, w którym należałoby się spodziewać silnika. Producent określił to jako „osiowy kanał aerodynamiczny”.

To troska o docisk
Najbardziej rewolucyjnym elementem w całym patencie nie jest jednak sam kanał, tylko sposób, w jaki Ferrari podeszło do tylnych lamp kawałek dalej. Światła to bowiem element, w który jest wyposażony każdy produkcyjny samochód, ale żaden z producentów nie postanowił szukać w nich aż tak daleko idącej dodatkowej funkcji.
Tylna listwa świetlna miałaby być bowiem elementem ruchomym, który w standardowym trybie znajduje się pod spojlerem. Gdy jednak kierowca potrzebuje większego docisku, jeśli przykładowo jedzie na limicie możliwości auta lub wymusił to specjalnym trybem, światła przesuwałyby się za tylne skrzydło, będąc jego przedłużeniem i poprawiając przepływ powietrza na dole. Coś jak w przypadku McLarena W1, tylko ze światłami zamiast samego spojlera.
Nie od dziś wiadomo, że patenty mają chronić wynalazki techniczne i nie jest powiedziane, że Ferrari wcieli w życie każdy, który udaje się wyśledzić w urzędzie patentów. W przypadku futurystycznego konceptu wygląda to trochę tak, jakby pomysł był zarezerwowany dla najdroższych i najmocniejszych modeli, ale okazuje się, że pozory mylą.
To dlatego, że ciąg dalszy patentu został przedstawiony już na bazie Ferrari Purosangue, czyli produkowanego obecnie, 725-konnego SUV-a z V12. Nie ma tu żadnych dyfuzorów, poszerzeń ani kosmicznych skrzydeł, ale za to powtarza się motyw z wcześniej wspomnianymi ruchomymi światłami, które byłyby przedłużeniem spojlera poprawiającym docisk.

Czy Purosangue dostanie światła-spojlery?
Producent wspomniał, że ostateczny kształt świateł, ruch jaki muszą wykonać przechodząc z jednej do drugiej pozycji i mechanizm nimi poruszający mógłby różnić się w zależności od pojazdu, ale kto wie, może udałoby się zobaczyć ten system w jakiejś dużo ostrzejszej wersji Purosangue, która mogłaby zostać pokazana w przyszłości, na przykład jako konkurent Urusa Performante.
To niesamowite, jak w perspektywie kilku dekad może zmienić się postrzeganie producenta do niektórych spraw. Kiedyś Enzo Ferrari wyśmiewał aerodynamikę, wierząc w potęgę swoich jednostek, a dziś, gdy te zdają się być dopracowane do granic możliwości, uwagę przeniesiono na jeszcze bardziej szalone pomysły poprawiające docisk.
Zdjęcie otwierające zostało wygenerowane przy użyciu sztucznej inteligencji.
Dowiedz się więcej o marce Ferrari:
Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.