Byłem na polskiej premierze dwóch nowych Mercedesów klasy C. Na pierwszy rzut oka wydają się podobne, ale reprezentują różne światy.

Wraz z początkiem września swoje podwoje zamknęło wakacyjne Mercedes-Benz Studio przy Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Na pożegnanie tego miejsca polski oddział marki sprowadził dwie nowości – w pełni elektryczną klasę C oraz spalinowy model po liftingu.
Pierwsza z nich miała premierę w kwietniu, druga w sierpniu, a obie skrupulatnie opisał red. Lewandowski – TU przeczytacie o nowej elektrycznej klasie C, a TUTAJ o odświeżonej spalinowej. Dlatego, żeby się nie powtarzać, przy okazji polskiej prezentacji obu tych aut skupiłem się na określeniu podobieństw i różnic między nimi.
Od razu widać, że rodzina
Z profilu obie wersje klasy C wyglądają niemal identycznie – długa maska, krótki bagażnik, wszystko się zgadza.

Z przodu też oba auta są z grubsza podobne – mamy reflektory z elementem świetlnym w kształcie gwiazdy Mercedesa i duży grill, który w wersji elektrycznej jest zabudowany, a w spalinowej otwarty i ma wyraźną, czarną obwódkę dookoła:





Tył to natomiast zupełnie inna bajka – z tej perspektywy tych dwóch samochodów zdecydowanie nie da się ze sobą pomylić:





Zdjęcia nie oddają także tego, o ile wariant elektryczny przerasta swoimi gabarytami spalinowego poprzednika.
Elektryczny Mercedes klasy C mierzy 488,3 cm długości, 189,2 cm szerokości i 150,3 cm wysokości oraz ma 296,2 cm rozstawu osi.





Spalinowy Mercedes klasy C ma natomiast 476,6 cm długości, 182 cm szerokości i 143,8 cm wysokości, a jego rozstaw osi wynosi 286,5 cm.





Model na prąd jest więc o 11,7 cm dłuższy, o 7,2 cm szerszy i o 6,5 cm wyższy, a do tego posiada o 9,7 cm większy rozstaw osi w porównaniu z poprzednikiem zasilanym sokiem z dinozaurów.
Klasa C z konwencjonalnym napędem ma jednak przewagę pod względem dostępnych wariantów nadwozia – oprócz sedana jest oferowane także funkcjonalne kombi. Tymczasem elektryczny Mercedes takiej odmiany raczej się nie doczeka.
Zatrzymam się jeszcze na moment przy kołach, bowiem elektryczna klasa C może mieć obręcze o średnicy od 18 do 20 cali, natomiast spalinowy model występuje z felgami w rozmiarze od 17 do 19 cali. Widać więc, że tutaj wersja na prąd jest lekko faworyzowana.







Tradycja kontra nowoczesność
Przyznaję, że powyższy nagłówek jest trochę na wyrost, ponieważ wnętrza obu opisywanych klas C są zdominowane przez ekrany, jednak nowszy model jest w tym aspekcie o dobre dwa poziomy wyżej. Ale czy to lepiej – nie byłby aż taki pewien.
Kokpit spalinowej klasy C prezentuje klasykę Mercedesa z ostatnich lat – cyfrowy zestaw wskaźników o przekątnej 12,3 cala wyrastający z deski rozdzielczej, a nie w nią wbudowany, oraz zainstalowany pionowo ekran centralny o przekątnej 11,9 cala. Do tego kilka przycisków i szczelnie zabudowany tunel środkowy.

Wnętrze elektrycznego modelu ze spalinowym łączy chyba tylko kierownica, która w obu autach wydaje się identyczna i niestety wciąż posiada mało wygodne w obsłudze dotykowe pola, ale zyskała chociaż dwa fizyczne przełączniki na górnych ramionach.
Pokazowy egzemplarz elektrycznej klasy C został wyposażony w opcjonalny wyświetlacz MBUX Hyperscreen, który ma przekątną 39,1 cala (prawie 1 metr). Rozciąga się on na całej szerokości kabiny i jest podzielony na trzy strefy – kierowcy, centralną i pasażera.
W porównaniu ze spalinowym Mercedesem dużą różnicą jest też otwarta, dwupoziomowa zabudowa tunelu środkowa ze sporym schowkiem w dolnej części.

Pod względem przestronności wnętrza powiedziałbym, że oba modele wypadają bardzo porównywalnie, choć podobno w elektrycznym ilość miejsca nad głowami zwiększyła się o 22 mm z przodu i o 11 mm z tyłu.
Wnętrze elektrycznej klasy C:





Wnętrze spalinowej klasy C w wersji sedan:





Wnętrze spalinowej klasy C w wersji kombi:





Elektryczna klasa C wysuwa się natomiast na wyraźne prowadzenie jeśli chodzi o bagażniki – jej kufer ma 470 l pojemności (w spalinowym sedanie jest to 455 l), a do tego pod maską czeka jeszcze 101-litrowy frunk.
Bagażniki w elektrycznej klasie C:





Bagażnik w spalinowej klasie C w wersji sedan:

Jednak jak mówi stare przysłowie, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, a w zasadzie zwycięża – spalinowe kombi oferuje od 490 do 1510 l przestrzeni bagażowej:

Jeden na wszystkich, wszyscy na jednego
Zgodnie z konfiguratorem na polskiej stronie Mercedesa, spalinowa klasa C występuje aktualnie w 10 wersjach silnikowych – benzynowych i wysokoprężnych (jedne i drugie standardowo z 48-woltowym układem miękkiej hybrydy), a także hybrydowych typu plug-in.

Są to kolejno:
- C 200 (177 KM + 23 KM),
- C 250 (218 KM + 23 KM),
- C 250 4Matic (218 KM + 23 KM),
- C 300 (258 KM + 23 KM),
- C 200 d (163 KM + 23 KM),
- C 250 d (200 KM + 23 KM),
- C 250 d 4Matic (200 KM + 23 KM),
- C 300 e (218 KM + 136 KM),
- C 300 e 4Matic (218 KM + 136 KM),
- C 400 e 4Matic (258 KM + 136 KM).

W przypadku elektrycznej klasy C na razie dostępna jest z kolei tylko 1 wersja silnikowa. Słownie: jedna. Nosi oznaczenie C 400 4Matic, ma 489 KM i za sprawą baterii o pojemności 94 kWh netto oferuje do 752 km zasięgu w cyklu mieszanym.
100 tysięcy zł różnicy
Cenowo obie klasy C też dzieli przepaść, przynajmniej jeśli porównujemy bazowe ceny – za spalinową trzeba zapłacić minimum 199 900 zł, natomiast cennik elektrycznej otwiera kwota 299 900 zł.
Muszę przy tym zaznaczyć, że nawet najdroższa spalinowa klasa C – wariant C 400 e 4Matic za 309 200 zł – nie będzie tak szybka, jak elektryczny model (5,9 sekundy do setki wobec 4 sekund).
Przypuszczam jednak, że akurat w przypadku Mercedesa klasy C kwestia przyspieszenia od 0 do 100 km/h nie jest kluczowa przy podejmowaniu decyzji o zakupie – czy raczej podpisaniu umowy leasingowej.
Dlatego coś mi mówi, że mimo wszystko polscy klienci nadal życzliwszym okiem będą patrzeć na model spalinowy niż elektryczny. Ale o tym przekonamy się dopiero za czas, gdy spłyną pierwsze miarodajne statystyki sprzedaży obu wersji.
Przeczytaj więcej o Mercedesach:
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.