Porównałem dwa Mercedesy z dieslem. Dzieli je pół wieku
Postanowiłem porównać nowego Mercedesa klasy E z jego dalekim przodkiem, moim prywatnym W115 z 1974 roku. Sprawdziłem, czy pomimo różnicy wieku widać między nimi rodzinne pokrewieństwo.

Jeśli trzymać się genealogicznej terminologii, to aktualna klasa E typu W214 jest prapraprapraprawnukiem Mercedesa W115. Te dwa konkretne egzemplarze opuściły fabrykę w odstępie dokładnie 51 lat – starszy pochodzi z 1974 roku, a nowszy jest z 2025 roku. Mimo różnicy wieku oba auta łączy jednak podobne oznaczenie na tylnej klapie – 220D i E 220 d.





Postanowiłem sprawdzić, co jeszcze wspólnego ze sobą mają te dwa Mercedesy i na ich przykładzie ustalić, jak bardzo samochody zmieniły się na przestrzeni ostatniego półwiecza.
Wymiary
Na początek wybrałem chyba najbardziej obiektywne kryterium – wymiary zewnętrzne. Wszyscy wiemy, że auta z generacji na generację rosną, ale pora odpowiedzieć sobie na pytanie, o ile dokładnie.
Mercedes W115 mierzy:
- 468 cm długości,
- 177 cm szerokości,
- 144 cm wysokości,
- 275 cm rozstawu osi.
Mercedes klasy E W214 ma:
- 494,9 cm długości,
- 188 cm szerokości,
- 146,8 cm wysokości,
- 296,1 cm rozstawu osi.





Czyli już wszystko jasne. Na przestrzeni pół wieku klasa E została wydłużona o niemal 27 cm. Do tego zyskała 11 cm na szerokość i zaledwie niecałe 3 cm na wysokość. Rozstaw osi zwiększył się natomiast o minimalnie ponad 21 cm.
W zaokrągleniu można więc przyjąć, że limuzyna Mercedesa rosła średnio o jakieś 0,5 cm rocznie. Jeśli tak to przedstawić, nie jest to jakaś szokująca wartość.

Wygląd
Od strony wizualnej nową klasę E i wiekowe W115 łączy to, że oba auta są czterodrzwiowymi sedanami, mają cztery koła i… w sumie to tak niewiele więcej.
Trochę się wyzłośliwiam, ale przyjrzyjcie się sami. Kiedyś Mercedesowi wystarczyły dwie gwiazdy – jedna z przodu na kultowym „celowniku”, a druga na pokrywie bagażnika. I nikt jakoś nie miał wątpliwości, na jakiej marki samochód patrzy.





Tymczasem nowy model jest obwieszony gwiazdami niczym choinka bombkami na święta – z przodu, łącznie z tymi miniaturowymi w grillu, ma ich spokojnie ponad setkę, natomiast z tyłu jest „tylko” pięć, jeśli liczyć także te ukryte w światłach.





Zupełnie jakby bardzo usilnie szukał potwierdzenia, że jest prawdziwym Mercedesem. A mimo to i tak brakuje mu „celownika”. Testowany egzemplarz został bowiem wyposażony w pakiet AMG, a ten element występuje teraz wyłącznie w wariancie Exclusive.
Z kołami podobnie. W115 wystarczyły 14-calowe stalówki z charakterystycznymi kołpakami w kolorze nadwozia. W214 ma felgi ze stopów lekkich o średnicy co najmniej 18 cali. W opcji można dostać nawet 21 cali, a auto ze zdjęć posiadało obręcze zaledwie o cal mniejsze.





Ale muszę też przyznać, że doceniam drobny ukłon w stronę klasyki, czyli chromowaną listewkę biegnącą wzdłuż górnej krawędzi tylnych lamp. Niby tylko detal, a jednak pokazuje, że coś z tych genów przodków zostało w aktualnej klasie E.
Wnętrze
Znalezienie cech wspólnych ze starym W115 w kabinie nowego W214 było jeszcze trudniejszym zadaniem. Wyłapałem w sumie cztery, ale są nieco naciągane.
Zaliczam do nich „wolnostojący” zestaw wskaźników (wyrastający z kokpitu, a nie w niego wkomponowany), dźwignię do zwalniania hamulca ręcznego po lewej stronie od kierownicy, centralny głośnik na szczycie deski oraz gaśnicę zamontowaną z przodu fotela kierowcy.





Sama koncepcja kokpitu przez lata zmieniła się diametralnie. W zabytku deska rozdzielcza jest do bólu prosta – znajdziemy tu jedynie najbardziej podstawowe instrumenty obsługi. Jest za to potężna popielniczka.
W nowym Mercedesie kokpit jest zdecydowanie bardziej rozbudowany i eklektyczny pod względem wykończenia (kilka rodzajów skóry, imitacja drewna, piano black). A do tego niezbyt przyjazny w obsłudze – taka na przykład regulacja fotela odbywa się częściowo za pomocą przycisków na drzwiach, a częściowo poprzez ekran. A na dotykowe gładziki na kierownicy spuszczę zasłonę milczenia.





Przednie siedzenia w obu Mercedesach także reprezentują zgoła odmienne filozofie. W starszym modelu są niczym fotele z babcinego salonu – pokryte grubym skajem, szerokie i bardzo kanapowe.
Tym w nowszym aucie również nie można odmówić wygody, a do tego mają tyle funkcji, na czele z podgrzewaniem, wentylacją i rozszerzonym masażem, że ich łączna liczba jest chyba większa niż cała lista wyposażenia mojego W115.





Z tyłu, jakżeby inaczej, różnic też nie brakuje. W klasyku tylna kanapa to dosłownie kanapa, a w nowym jest ona już zdecydowanie bardziej wyprofilowana. No i widać, jaki postęp w zakresie bezpieczeństwa dokonał się przez lata – w W115 nie uświadczymy zagłówków, ale przynajmniej są pasy i to nawet bezwładnościowe.





I jeszcze taki drobiazg. Co prawda w obu samochodach z tyłu jest podłokietnik, ale różni się on nawet sposobem rozkładania. W starszym Mercedesie wyciąga się go od dołu, z kolei w nowym otwiera od góry.





Bagażnik
Mała niespodzianka – pomimo tych wszystkich różnic pojemność bagażnik w obydwu Mercedesach jest niemal taka sama. W klasyku wynosi 530 l, a w nowym 540 l.
Ale już wykorzystanie przestrzeni bagażowej i sam dostęp do niej są zupełnie inne. W W115 kufer wydaje się mieć bardziej foremny kształt, a bagaże pakuje się od góry. Wadami są natomiast wnikające do środka zawiasy i sztywna przegroda broniąca dostępu do kabiny.
W W214 próg załadunku jest zdecydowanie niżej, a zawiasy klapy zostały zabudowane. Do tego oparcie kanapy się składa, dzięki czemu można przewozić nawet długie przedmioty.





Silnik
Wspomniałem na samym początku, że obydwa Mercedesy mają w zasadzie takie samo oznaczenie na pokrywie bagażnika. W obu przypadkach zdradza ono, że auta są napędzane jednostkami Diesla, ale tylko w jednym pokrywa się z faktyczną pojemnością silnika.

I tak, 220D w Mercedesie W115 oznacza wolnossący silnik wysokoprężny o pojemności 2,2 l, który rozwija oszałamiające 60 KM i 126 Nm. Motor ten połączono z 4-biegowym manualem, a gdy był nowy rozpędzał wóz do setki w 28,1 s. Prędkość maksymalna wynosiła 135 km/h.
Nowe E 220 d z dopiskiem 4Matic to zupełnie inna bajka. Jest to bowiem turbodiesel o pojemności 2,0 l, który dostarcza 197 KM i 440 Nm, a dodatkowo może liczyć jeszcze na 23 KM i 205 Nm z układu mild hybrid.
Siła napędowa jest rozdzielana na wszystkie koła poprzez 9-stopniowy automat, zapewniając przyspieszenie 0-100 km/h w 7,8 s i prędkość maksymalną 234 km/h.





Jasno z tego wynika, że w temacie osiągów klasyk nie ma żadnych szans i musi uznać wyższość nowego.
Wrażenia z jazdy
Znowu, jeśli ograniczyć się wyłącznie do wartości mierzalnych i obiektywnych, nowa klasa E ponownie zatriumfuje, zostawiając swojego dalekiego poprzednika w pokonanym polu.

Jest szybsza (to chyba oczywiste), bez porównania lepiej wyciszona (przy 140 km/h można swobodnie rozmawiać bez podnoszenia głosu), znacznie zwrotniejsza (dzięki opcjonalnej, skrętnej tylnej osi), dużo mniej pali (średnie spalanie z prawie 850 km w W214 wyszło mi w okolicach 6,0 l/100 km, a w W115 po przejechaniu ponad 1500 km to jakieś 8,0 l/100 km) – i mógłbym jeszcze tak długo wymieniać.
Jednak podczas niedzielnego przejazdu ulicami Warszawy nowy Mercedes był wręcz niewidzialny. Całą uwagę innych kierowców i przechodniów skupiał bowiem na sobie mój czerwony klasyk. Ludzie uśmiechali się i machali albo pokazywali uniesiony kciuk, a nawet przystawali na środku przejścia, żeby zrobić zdjęcie.

Na mieście nikt nie ma więc wątpliwości, kto w tym duecie jest prawdziwą gwiazdą.
Cena
Tutaj będzie krótko i konkretnie – według konfiguratora na stronie Mercedesa nowa klasa E kosztuje obecnie od 275 800 zł, ale testowane E 220 d 4Matic w opisywanej specyfikacji bez trudu przekracza pułap 450 000 zł. Tymczasem na zakup klasycznego W115 spokojnie wystarczy jakieś 10 proc. tej kwoty.
Tak że tak.

Podsumowanie
Zestawienie tych dwóch Mercedesów dość dobitnie pokazuje, jak na przestrzeni lat zmieniło się podejście producenta ze Stuttgartu do projektowania samochodów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że W115 musiało trafiać w gusta statecznego lekarza z Bawarii, a W214 powstało już raczej z myślą o młodym maklerze z Szanghaju.
Nie twierdzę, że to źle. Po prostu wyraźnie widać, że konstruktorzy zwracają teraz uwagę na inne kwestie niż kiedyś. Cóż, czasy się zmieniły.
Niezmienne w Mercedesie pozostaje jednak to, że diesle nadal wychodzą im fenomenalne.

Więcej wiadomości ze świata Mercedesa:
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.