Włoska myszka trafiła do USA. Oby nie skończyła pod kołami

Stellantis uznał, że kraina sześciometrowych pickupów potrzebuje elektrycznego malucha o mocy kosiarki. Topolino trafiło do USA za blisko 14 tys. dolarów i już czuję, jak logika ugina się pod ciężarem tego pomysłu.

Włoska myszka trafiła do USA. Oby nie skończyła pod kołami

Amerykański rynek motoryzacyjny, choć nie tylko, rządzi się jedną świętą zasadą: im większe, tym lepsze. Kubek kawy ma pojemność wiadra, porcja frytek waży tyle co kot, a samochód do miasta ma powierzchnię europejskiej kawalerki.

W ten świat Fiat postanowił wpuścić Topolino (to po włosku myszka), czyli elektrycznego czterokołowca, którego maska sięga lokalnym pickupom mniej więcej do połowy nadkola.

Spójrzmy na suche liczby. Topolino ma 2,53 metra długości i 1,43 metra szerokości, czyli tyle co średniej wielkości szafa położona na bok.

Dla porównania Ford F-150 w popularnej odmianie SuperCrew ciągnie się przez jakieś 5,9 metra, podobnie Chevrolet Silverado 1500 w wersji Crew Cab, a Ram 1500 Crew Cab urósł do 5,92 metra. Innymi słowy: w cieniu jednego takiego pickupa zmieściłyby się dwa Topolino ustawione zderzak w zderzak i jeszcze zostałoby miejsce na stolik na lunch.

Dla przypomnienia najpopularniejsze pickupy w USA w 2025 roku:

  • Ford F-Series: 829 tys. sztuk, 5,89x2,03x1,96 m
  • Chevrolet Silverado 1500: 569 tys. sztuk, 5,89x2,06x1,92 m
  • Ram 1500: 374 tys. sztuk, 5,92x2,09x1,97 m
  • GMC Sierra 1500: 348 tys. sztuk, 5,89x2,06x1,93 m
  • Toyota Tacoma: 275 tys. sztuk, 5,41x1,95x1,79 m
  • Ford Maverick: 155 tys. sztuk, 5,07x1,84x1,74 m
  • Toyota Tundra: 150 tys. sztuk, 5,93x2,04x1,98 m

Amerykanie kupili w ubiegłym roku blisko 3 mln takich kolosów.

Szerokość to osobna komedia. Ram 1500 mierzy w pasie 2,09 metra, czyli o dobre 65 centymetrów więcej niż całe Topolino od drzwi do drzwi. Postawiony w poprzek Fiacik zmieści się niemal dokładnie w szerokości pickupa, a przecież mówimy o aucie, nie o skrzyni na narzędzia.

Kiedy wyobrażę sobie te pojazdy obok siebie na parkingu pod centrum handlowym, przypominają mi się wszystkie memy.

Gdzie tym jeździć?

Pod maską, a właściwie gdzieś pod podłogą, pracuje silnik o mocy 8 KM zasilany akumulatorem o pojemności 5,4 kWh. Zasięg to 74 kilometry, czyli w amerykańskich realiach na dojazd do szkoły i z powrotem powinno wystarczyć.

Fiat obiecuje, że jesienią pojawi się zestaw podnoszący prędkość z 30 do 40 km/h, dzięki czemu autko dostąpi zaszczytu bycia legalnym pojazdem wolnobieżnym na drogach z niskim ograniczeniem (do 35 mph).

Tu pojawia się kolejny wątek – otóż Topolino w wersji na start nie jest nawet dopuszczone do ruchu po publicznych drogach. Ma jeździć po osiedlach zamkniętych, kurortach, kampusach i polach golfowych.

Fiat sprzedaje więc Amerykanom pojazd, który w kraju kultu wolności i szerokich autostrad oficjalnie nie może wyjechać na ulicę. To trochę jak kupić żaglówkę i dowiedzieć się, że wolno nią pływać tylko w ogrodowym basenie.

Chociaż jak się zastanowić, to chyba nawet lepiej. Ewentualne spotkanie Topolino z rasowym amerykańskim pickupem na drodze zmieniłoby go w rozdeptanego pomidora.

Ram Crew Cab waży około pięć razy więcej niż niespełna półtonowy Fiat. A fizyka nie zna litości ani sentymentu do włoskiego designu. Topolino ma pełnić rolę uroczego dodatku do plażowego życia, a nie uczestnika ruchu, w którym średni pojazd startuje od masy dorodnego nosorożca.

Fiat idzie ambitnie

Najzabawniejsze jest to, że pomysł nie wziął się znikąd. Sam prezydent wspomniał kiedyś, że japońskie kei-cary mu się podobają i takie maluchy powinny jeździć po USA, a Stellantis najwyraźniej potraktował to jako zaproszenie.

Fiat już raz sprzedawał w Stanach model 500 i wyszedł z tego całkiem stylowo, więc teoretycznie wie, co robi. Tyle że 500 przynajmniej mogło wjechać na drogę.

Cena też jest ciekawa. Bazowo 13 995 dolarów (ok. 53 tys. zł), a po opłacie transportowej robi się z tego 14 985 dolarów.

Topolino jest wprawdzie tańsze od jakiegokolwiek nowego, w pełni drogowego auta w USA (Nissan Versa startuje od ok. 17 tys. dol.), ale za te 3 tys. różnicy Nissan daje ci normalny samochód: pięć miejsc, klimatyzację i legalny wjazd na autostradę, a nie czterokołowca ograniczonego do 30 km/h i granic osiedla. Dopłacasz grosze, a dostajesz pełnoprawne auto.

Czy to się uda? Szczerze wątpię, żeby Topolino zmieniło amerykańskie ulice, bo te ulice zbudowano dla czegoś dokładnie odwrotnego. Ale jest w tym pewien perwersyjny urok. W kraju, w którym wszystko rośnie, aż pęka w szwach, ktoś postanowił zaproponować auto, które mieści się w schowku na szczotki.

I może właśnie w tym absurdzie tkwi jedyny sensowny powód, żeby kibicować tej myszy. Bo jeśli ma się rozbić o ścianę gigantomanii, to niech przynajmniej zrobi to z włoskim stylem.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.