REKLAMA

Autonomiczny drift w chińskim aucie. Tego jeszcze nie grali

Wyobraźcie sobie, że rysujecie symbol na wyświetlaczu w aucie, a samochód driftuje tak, aby odtworzyć go spaloną gumą. To nie sen, tylko chińska rzeczywistość.

Autonomiczny drift w chińskim aucie. Tego jeszcze nie grali
REKLAMA

Chińskie samochody potrafią tańczyć, skakać i kręcić się w miejscu, ale dla tamtejszych producentów widocznie to wciąż za mało. Postanowili więc dać klientom tryb, który brzmi abstrakcyjnie, ale jego działanie pokazano już nawet na kilku filmach. Nowa Denza Z9 GT potrafi samodzielnie driftować i odtworzyć wzór, który jej narysujecie.

Denza Z9 GT samodzielnie driftuje i odtwarza narysowane wzory

To, co dla Chin jest zwykłym piątkiem, dla Europy jest rewolucją, ale właśnie takie są fakty. Denza, marka należąca do BYD, jakiś czas temu udostępniła właścicielom luksusowego Z9 GT aktualizację OTA, która wprowadziła funkcję autonomicznego driftu bez udziału kierowcy. Oznacza to mniej więcej tyle, że możecie spokojnie siedzieć na miejscu pasażera i nagrywać jak wasze auto kręci bączki.

Szczerze mówiąc, driftowanie takim samochodem jak Denza Z9 GT już wcześniej nie było skomplikowane, bo to dość mocny zawodnik. W odmianie elektrycznej oferuje akumulator 102,3 kWh lub 122,5 kWh. Z jednym i drugim może mieć 503 KM przenoszone na tył, ale w najmocniejszym wydaniu – dostępnym już tylko z większą baterią – klienci dostaną napęd na cztery koła i trzy silniki o łącznej mocy 1156 KM. Jest też wersja plug-in z dwulitrową turbodoładowaną 206-konną jednostką, ogniwem 63,8 kWh i trzema silnikami generującymi razem 870 KM, ale nie wiadomo, czy ona też potrafi latać bokiem po aktualizacji.

Na filmikach zamieszczonych w internecie ludzie pokazują, jak działa tryb i rzeczywiście widać na nich, że Denza Z9 GT robi całą robotę za kierowcę. Trudno uwierzyć, że chińskie organy regulacyjne zezwoliły na wprowadzenie autonomicznego driftu, ale pewnie wiedzą, że to jeszcze nie koniec zaskoczeń, a producenci pewnie namydlili im oczy, że to opcja możliwa do uruchomienia tylko na torze lub zamkniętym placu. Nawet nie chcę myśleć, co mogłoby się stać, gdyby system odpowiadający za trzymanie poślizgu z jakiegoś powodu zawiódł i skierował auto w ścianę, ale nie ma co myśleć sceptycznie.

To nie jest jednak koniec zaskoczeń, bo według informacji powielanych przez media tryb samodzielnego driftu to tylko część nowości dodanych w bezprzewodowej aktualizacji. Inną z nich jest rzekoma możliwość narysowania na ekranie wzoru, który samochód odtworzy za pomocą spalonej gumy, wykonując takie sekwencje poślizgów, by przenieść waszą artystyczną wizję na asfalt. Opowiada o tym autor zamieszczonego na Instagramie nagrania (tego na początku artykułu).

Póki nie zobaczę, to nie uwierzę

Szczerze mówiąc, brzmi to chyba jeszcze lepiej niż automatyczny drift. Czuję, że taka funkcja odmieniłaby spojrzenie wielu miłośników spalinowej motoryzacji, którzy nie mogą patrzeć na samochody elektryczne. Z drugiej strony ciekawe, jak wyglądałoby zabezpieczenie takiego systemu, bo prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto nakaże swojej Denzie Z9 GT wydriftować hinduski symbol szczęścia lub podobiznę męskich genitaliów. A ślady opon po drifcie nie znikną z jeden dzień.

W autonomiczne driftowanie natomiast całkowicie wierzę, bo widać auto bez kierowcy jadące w ciągłym poślizgu, ale przenoszenie rysunków, nawet prostych okręgów lub ósemek, na asfalt jakoś nie brzmi realnie, bo bardziej skomplikowane kształty wymagałyby innych kątów kół, manewrowania i weź to człowieku zaprojektuj. Gdybym miał strzelać, o co mogło chodzić, powiedziałbym, że autor nagrania miał na myśli suwak na ekranie w Z9 GT, którym wybiera się kąt, do którego auto ma się obrócić. No chyba że w Chinach jest to już taka oczywistość, że nawet nie mieli potrzeby się nią chwalić.

Więcej o marce Denza przeczytasz tutaj:

Damian Lewandowski
Redaktor

Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.