Unia wysłała do Pekinu negocjatora. Ma dwa dni
Maroš Šefčovič kończy dziś w Pekinie dwudniowe rozmowy o chińskich hybrydach plug-in. Albo Chiny same przyhamują eksport, albo Bruksela sięgnie po kwoty i cła. Unia sama nawarzyła piwa, którego nie daje rady wypić.

Unijny komisarz do spraw handlu i bezpieczeństwa gospodarczego dostał na tę misję dwa dni. W czwartek usiadł do rozmów z chińskim ministrem handlu, a za tydzień przywódcy państw członkowskich zapytają o efekty na październikowym szczycie. Šefčovič miał do załatwienia jedną rzecz: żeby Chiny z własnej woli ograniczyły udział swoich hybryd do mniej więcej 15 proc. unijnego rynku. Pekin odpowiedział jeszcze przed jego przylotem, że dobrowolne ograniczenia eksportu łamią reguły WTO.
Unia Unii zgotowała ten los
Żeby zrozumieć, skąd w ogóle wzięła się ta awantura akurat o hybrydy, trzeba cofnąć się do 4 października 2023 r. Komisja Europejska wszczęła wtedy postępowanie antysubsydyjne z własnej inicjatywy. Sama więc zdecydowała, czego to postępowanie będzie dotyczyło. I zdecydowała za wąsko.
Produkt objęty postępowaniem opisano jako nowe samochody akumulatorowo-elektryczne, zaprojektowane do przewozu najwyżej dziewięciu osób razem z kierowcą, napędzane wyłącznie silnikami elektrycznymi. Hybrydy plug-in w tym opisie się nie mieszczą, bo kół nie napędza w nich wyłącznie prąd.
Komisja napisała to zresztą wprost: w hybrydzie plug-in silnik spalinowy napędza koła, a w elektryku z przedłużaczem zasięgu jedynie doładowuje akumulator. PHEV-y są importowane pod innym kodem CN niż ten objęty postępowaniem. W związku z czym nie były mieszczą się w jego zakresie.
Jak kurczowo trzymano się tego zakresu, widać po innym sporze. Chińska izba handlowa i rząd ChRL zarzucali Komisji, że bezprawnie i po czasie rozszerzyła postępowanie, wciągając do niego elektryki z generatorem spalinowym. Komisja broniła się argumentem, że te zawsze mieściły się w tym samym kodzie. A przy okazji musiała czarno na białym napisać, że hybrydy plug-in się w nim nie mieszczą. W ten sposób Bruksela udokumentowała własną dziurę.
Dwa lata i jeden objazd później
Cła wyrównawcze obowiązują od końca października 2024 r. BYD dostał 17 proc., Geely 18,8 proc., SAIC 35,3 proc., Tesla z Szanghaju 7,8 proc., a pozostali współpracujący producenci 20,7 proc. Wszystko doliczane do bazowych 10 proc., które płaci każde auto osobowe importowane do Unii. Hybrydy plug-in płacą właśnie te podstawowe 10 proc. i ani centa więcej.
Producenci z Państwa Środka przeliczyli to sobie błyskawicznie. Import chińskich hybryd do Europy urósł z 3800 sztuk w październiku 2024 r., czyli w miesiącu wejścia ceł, do około 50 tys. w lipcu 2026 r. W samym sierpniu chińskie marki zarejestrowały w Europie 97 639 aut, co przekłada się na 11,7 proc. rynku (UE+EFTA+UK). Chińskie logo nosiła co czwarta sprzedana hybryda i co trzeci plug-in, a dwa najchętniej kupowane modele z wtyczką to BYD Seal U i BYD Atto 2.

W Polsce w tabeli najczęściej rejestrowanych hybryd plug-in w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 r. aż osiem z dziesięciu modeli to auta chińskiej produkcji. Prowadzi BYD Seal U z 2906 rejestracjami i 9,1 proc. udziału w segmencie, tuż za nim Omoda 9 z wynikiem 2880 sztuk. Po doliczeniu należącego do Geely Volvo poza chińską strefą wpływów zostaje w tej dziesiątce osamotniona Toyota C-HR.
Mur celny postawiono na jednym dojeździe. Ruch znalazł sobie objazd i przyspieszył. Efekt Venturiego w realnym świecie.
Kwoty, zobowiązania albo wojna
Plan minimum Brukseli był taki, żeby Chiny ograniczyły się same. Europa poprosiła o to we wrześniu i dostała odpowiedź odmowną. Plan B jest szybszy od ceł antysubsydyjnych, bo nie wymaga udowadniania subsydiów – środek ochronny z kontyngentem. Ustalona pula chińskich hybryd wjeżdża na dotychczasowych 10 proc., a wszystko ponad nią dostaje dopłatę.
Ten przebój też już znamy. Japonia od 1981 r. sama ograniczała eksport aut do Stanów, a z Brukselą podpisała 31 lipca 1991 r. porozumienie, które ograniczało eksport do Wspólnoty aż do końca 1999 r. W zamian stawiała fabryki po tej stronie świata. Problem w tym, że Chińczycy tę drugą część już sobie ogarnęli sami.
Xpeng wynajął Magnę Steyr, austriacką montownię pracującą na zlecenie cudzych marek, i wysyła tam auta rozebrane na części. Formalnie nie sprowadza samochodów, tylko podzespoły, więc cło go nie dotyczy. Chery ma 40 proc. udziałów w spółce składającej SUV-y w dawnej fabryce Nissana w Barcelonie, a BYD ma zakład w Szegedzie, chociaż wciąż nie ruszył z produkcją seryjną. A za kulisami słychać o coraz to nowych zakładach europejskich producentów, z których w ten czy inny sposób mogliby korzystać Chińczycy. Wchodzenie tylnymi drzwiami przestało być metaforą.

Jest jeszcze trzecie wyjście i jako jedyne już zadziałało. Producent może zobowiązać się, że nie zejdzie poniżej uzgodnionej ceny minimalnej, a w zamian zostaje zwolniony z cła. W lutym Bruksela przyjęła pierwszą taką umowę. Żeby było zabawniej, chodziło o Europejczyka: Volkswagen składa Cuprę Tavascan w chińskim Anhui, więc cło dosięgło i jego. Zwolnienie kupił ceną minimalną, limitem sztuk i inwestycjami w Unii. Każdy model wymaga jednak osobnych negocjacji, więc o ile przy jednym aucie to działa, przy całym segmencie zamienia się w kartotekę bez końca.
A w tle wisi jeszcze liczba, od której zaczyna się w Brukseli każda rozmowa o Chinach: deficyt handlowy rzędu miliarda euro dziennie. Šefčovič dostał misję, żeby go obniżyć, ale w ręce ma dość słabe karty. Chiny kwitują to tym, że Unia nie ma produktów, których potrzebują.
Dwa lata temu Bruksela napisała przepis na jeden napęd. Dziś negocjuje w Pekinie ograniczenia na drugi. Problem w tym, że przepisy pisze się latami, a chińska oferta modelowa pęcznieje z miesiąca na miesiąc.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.