REKLAMA

Renault ściągało na sprawdzianie. Francuzi tropią nowe dieselgate

Francuska prokuratura posłała Renault na ławę oskarżonych za rzekome fałszowanie realnych emisji w silnikach Diesla z lat 2009-2017. Pierwsza rozprawa proceduralna w Paryżu ruszy w kwietniu przyszłego roku, a marka z rombem już zapowiada, że będzie broniła swojej niewinności do końca.

Renault ściągało na sprawdzianie. Francuzi tropią nowe dieselgate

Jeśli szukasz książkowego wręcz przykładu słowa „ironia”, oto on: kraj, który przez lata robił z diesla narodową religię, teraz sadza własnego czempiona na ławie oskarżonych. Renault usłyszało od paryskiej prokuratury, że ich silniki wysokoprężne oddychały inaczej w laboratorium, a inaczej na ulicy.

Pierwsza rozprawa proceduralna ma ruszyć w kwietniu 2027 roku przed sądem w Paryżu. Dotyczy silników na olej napędowy produkowanych między wrześniem 2009 roku a styczniem 2017 roku – czyli tych spełniających normy Euro 5 i Euro 6. Miliony jednostek, szybko licząc.

Deja vu

Ten zarzut już kiedyś słyszeliśmy, i to niemal w tych samych słowach. Prokuratura twierdzi, że auta potrafiły rozpoznać, że akurat trwa test emisji, i grzecznie mieściły się w normach tlenków azotu. Za to w normalnej jeździe, tam gdzie oddychają ludzie, wypuszczały NOx ponad dozwolony limit.

Tlenki azotu to nie przelewki – eksperci podejrzewają, że przyczyniają się do wielu poważnych chorób układu oddechowego. Innymi słowy, samochód wiedział, kiedy go obserwują, i zachowywał się wtedy przyzwoicie, a kiedy wypuszczał się na zewnątrz, chował się gdzieś za garażami i kopcił na potęgę. Jak co drugi nastolatek.

Renault DCi

To niemal kalka z afery, która dekadę temu wywróciła całą branżę do góry nogami. Volkswagen w 2015 roku przyznał się do montowania oprogramowania, które robiło dokładnie to samo, i słono za to zapłacił – afera dieselgate kosztowała koncern ponad 32 miliardy euro w karach, wykupach i kosztach prawnych. A do tego niewymierne koszty wizerunkowe i reputacyjne.

Renault trafia na tę samą ławę. Towarzystwo więc dobrane.

Renault nie zamierza kajać się bez walki

W oświadczeniu firma broni swojej niewinności oraz „profesjonalizmu i etyki swoich pracowników”. Marka podkreśla, że jej pojazdy nie były wyposażone w urządzenia do wykrywania cyklu testowego.

Powołuje się też na niedawną decyzję Wysokiego Trybunału w Londynie, który oddalił podobne roszczenia wobec Renault i kilku innych producentów. A na deser dorzuca, że za całą sprawą stoi zagraniczny kapitał liczący na finansowy zysk. Klasyka gatunku.

Warto dodać, że Renault nie jest w tej opowieści samotnym czarnym charakterem. Francuskie śledztwo obejmuje także Volkswagena oraz marki należące do koncernu Stellantis – Peugeota i Citroena – a do tego Fiata, który w tamtych latach jeszcze nie był częścią grupy. Różnica polega na tym, że to Renault jako pierwsze dostało konkretną datę i bilet na salę sądową. Reszta na razie czeka w kolejce.

Madame Dulska znad Sekwany

Francja lubi przedstawiać się jako surowy strażnik czystego powietrza, karzący trucicieli bez litości. Trzeba więc przyznać, że robi się trochę niezręcznie, kiedy truciciel okazuje się swój, francuski, s’il vous plait. Trudno o lepszą lekcję na temat tego, jak dotkliwa może być ekologiczna nadgorliwość, gdy dotknie własnego przemysłu.

Renault Megane III awarie

Cała ta historia ma jeszcze jeden smaczek. To właśnie afery wokół diesla popchnęły Unię Europejską do gwałtownego skrętu w stronę elektryków jako jedynej słusznej przyszłości. Skręt, który dziś wielu uważa za zbyt nagły i zbyt kosztowny. Niezła zemsta zza grobu.

Na razie Renault mówi jedno, prokuratura drugie, a wyrok zapadnie nie prędko. Do kwietnia 2027 roku zdąży się jeszcze wiele zmienić. Jedno jest pewne: jeśli marka z rombem chciała spokojnie przejść do ery elektryków bez oglądania się za siebie, to właśnie dostała bardzo głośne przypomnienie, że przeszłość siedzi jej na ogonie w podejrzanym dieslu.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.