Nowe Porsche wygląda jak Porsche. Alfa Romeo wygląda jak przyszłość
Mission S to zbiór przebojów z dyskografii Porsche, podany bez jednej liczby. Cuorerosso sięga do archiwum równie głęboko, tylko wraca z niego z czymś nowym. Dwa koncepty, dwie szkoły myślenia o historii marki i projektowaniu.

Porsche zrobiło to, co robi najlepiej: pokazało samochód, któremu trudno cokolwiek zarzucić i którego nie sposób pomylić z czymkolwiek innym. Mission S stanął 15 października w nowojorskim Queens – dokładnie tam, gdzie w 1953 roku fotografowano 550 Spydera. Michael Leiters, szef marki, powiedział przy tej okazji, że Porsche musi być rozpoznawalne jako Porsche już na pierwszy rzut oka.
No to skoro musi, to jest. Może aż za bardzo.

Spis treści monografii zamiast projektu
Nawiązania wylicza sam producent, punkt po punkcie. Okrągłe reflektory i błotniki – 911. Linie podziału nadwozia wtapiające się w grafikę świateł – model G. Linia dachu pod tylnym skrzydłem – 959. Płaski przód – GT1. Z tego ostatniego pochodzi też koncepcja „samochodu w samochodzie” z tyłu.
Felgi to z kolei odświeżona koncepcja projektu z 928, wnętrze odwołuje się do 550 Spydera i 356, a rozwiązanie chłodzenia przypomina wentylator z 917. Ciężko znaleźć tu detal, który nie byłby nostalgicznym przebojem, który już kiedyś słyszeliśmy.
Ten wentylator jest zresztą najlepszą rzeczą w całym aucie. Leży poziomo mniej więcej tam, gdzie zwykle bywa tylna szyba, i wygląda jak wirnik od pralki. W 917 obracał się dlatego, że bokser był chłodzony powietrzem. Tyle że Porsche wycofało się z tego w latach 90. Cytat z cytatu, ale przynajmniej taki, na którym każdy zawiesi oko.

Branża zauważyła dokładnie to samo. W aucie widać mnóstwo genów 911 doprawionych 959 dla smaku. Z tyłu z kolei można się ponoć dopatrzeć trochę BMW i8, chociaż ja akurat tej inspiracji nie widzę. Porsche wzięło to, co stare, zrobiło to po nowemu i na tym poprzestało. Część komentatorów się tym zachwyca. Dla mnie to recycling idei, pójście na łatwiznę.
Jest jeszcze jeden szczegół, który sporo tłumaczy. Za projekt Mission S odpowiada zespół Tobiasa Suhlmanna, który do pracy usiadł dopiero w lutym, kiedy to przyszedł do Porsche z McLarena, i zaczął od zera. Wcześniej, w Wolfsburgu, odpowiadał m.in. za nadwozie Volkswagena Arteona, który podobno w początkowej wersji był po prostu wydłużonym Passatem, z takim samym rozstawem kół i rozmiarem felg. Tamten pomysł odrzucono. Patrząc na Mission S, mam wrażenie, że tutaj się udało.
Dane techniczne: brak
W komunikacie Porsche nie ma mocy, momentu, masy, wymiarów, pojemności ani nawet układu cylindrów. Jest za to zapowiedź platformy dla supersamochodu z centralnie umieszczonym silnikiem, który stanie ponad 911 nie jako jednorazowy hypercar, ale stały punkt oferty.
Jedyna rzecz, którą producent zdradza, podkreślając ją jednocześnie do bólu, to to, że wersji elektrycznej nie będzie. Mission S będzie spalinowy albo hybrydowy.

Z dostępnych materiałów da się coś tam wyczytać: obrotomierz ma czerwone pole przy 8000 obr./min, cztery końcówki wydechu ustawiono w dwóch płaszczyznach, a centralnego ekranu nie ma wcale. Zastępuje go montowany w uchwycie telefon. Reszta to strategia Sportwagenschmiede ’35: mniej aut, wyższe marże, wyższa półka.
Alfa Romeo poszła do tego samego archiwum
Cztery dni wcześniej, w Paryżu, Alfa Romeo pokazała Cuorerosso. Gatunek dokładnie ten sam: koncept-manifest, który zapowiada język stylistyczny marki, a nie konkretny model. Archiwum też znajome – Scudetto, Trilobo, coda tronca, znajome felgi, deska rozdzielcza inspirowana 33 Stradale.
A jednak różnica jest widoczna gołym okiem. Na Alfę patrzy się z zachwytem, nawet jeśli ma się naprawdę pokręcony gust motoryzacyjny, czego jestem najlepszym przykładem.

Scudetto nie jest po prostu naklejone na przód, tylko wyrasta z jednej nieprzerwanej powierzchni i podświetla się w rytm bicia serca. Niekoniecznie dla mnie, ale potrafię docenić.
Lusterka są przecięte i przepuszczają powietrze na wylot. Drzwi otwierają się przeciwbieżnie, bo nie ma słupka B. Tuby zegarów fizycznie zjeżdżają się w jedną, kiedy kierowca wybierze tryb skupienia. Porsche też rusza obrotomierzem i to też jest ładne, tylko poczucie smaku jest tu jakby inne.

Włosi dorzucili też liczby. W prasowym komunikacie Stellantis nie pada co prawda moc, ale jest 2.9 V6 w odmianie full hybrid, napęd Q4, przekładnia z konwerterem momentu i wał z włókna węglowego. Na polskiej stronie modelu czytamy za to, że V6 biturbo ma około 565 KM i łączy siły z akumulatorami litowo-jonowymi zdolnymi oddać około 350 kW.
Jeszcze lepiej robi się po przełączeniu na francuską wersję tej samej podstrony, gdzie 350 kW oddają nagle „silniki elektryczne”. Jeden model, jedna firma, dwa różne układy napędowe, zależnie od wybranej flagi.
Kto z tego wychodzi lepiej
Żaden z tych samochodów najpewniej nie powstanie w pokazanej formie. Porsche przynajmniej zapowiedziało platformę i stały model ponad 911. Alfa mówi wprost, że Cuorerosso do produkcji nie trafi, za to jego język ma kształtować każdą nową Alfę od 2028 roku. Jak to wygląda w praktyce, widać już po zapowiedziach nowej Giulietty, która ponoć ten język ma przejąć: wyjdzie wyższa od konceptu i bliższa crossoverowi. Tak to się zwykle kończy.
Porsche przyniosło zbiór własnych cytatów i obiecało, że dane poda kiedyś. Alfa Romeo przyniosła rzeźbę i podała dane, których nie ma w jej własnym komunikacie prasowym. Nie wiem, co gorsze. Wiem natomiast, plakat którego z tych aut powiesiłbym sobie nad biurkiem.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.