Tyle kosztowały auta w 1999 r. Dzisiaj kupisz za to rower
Przeszukując papierowe archiwa, znalazłem informacje, ile kosztowały najtańsze samochody w 1999 r. I choć ich ceny mogą wywoływać łzy nostalgii, to nie można się powstrzymać od jednego pytania - czy dzisiaj ktoś by je chciał?

W 2026 r. najtańszym samochodem na polskim rynku jest Fiat Pandina - u dealerów jest on do kupienia od ok. 55,5 tys. zł i jest to pułap, do którego ceny musiały uprzednio spadać. Wszyscy jednak wiedzą, że ceny aut w XXI w. stale rosną. Dlatego postanowiłem przyjrzeć się cenom aut z 1999 r. - akurat wtedy, kiedy przyszedłem na świat.
10. Fiat Uno - od 24 950 zł
Zestawienie otwiera (albo zamyka, trzymając się kolejności rankingowej) samochód produkowany w Polsce. Poczciwy "uniacz" miał już swoje lata, ale wciąż zdobywał klientów na rynku, gdzie samochody używane były niełatwym tematem. Za 24 950 dostawaliśmy jedynie wersję trzydrzwiową z litrowym silnikiem o mocy 45 KM.
Na liście wyposażenia - w zasadzie nic, ale mówimy o aucie, w którym w połowie lat dziewięćdziesiątych za dopłatą były takie luksusy jak tylna wycieraczka.

9. Łada Samara - od 24 900 zł
Kiedy import klasycznej "siemiorki" ustał, najtańszym modelem Łady została kompaktowa, niewiele młodsza Samara. Plusem było 5 drzwi w standardzie czy krzepki silnik 1,5 o mocy 70 KM. Minusem - jakość wykonania, ubogie wyposażenie i ogólna archaiczność konstrukcji tej postradzieckiej maszyny.

7. Kia Pride - 23 900 zł
Najtańsza z Kii kosztowała 23 900 zł. Była tylko trochę nowocześniejsza od poprzednich modeli i kosztowała 23 900 zł - za tyle dostawaliśmy trzydrzwiowego hatchbacka z mocnym jak na swój rozmiar silnikiem 1,3 o mocy 64 KM, czy immobilizerem i kołpakami w standardzie.

7. Daewoo Matiz - również od 23 900 zł
Za tyle samo co Kię można było mieć najnowocześniejsze auto w naszej "topce" - produkowanego na Żeraniu Daewoo Matiza. Ten niedoszły Fiat Cinquecento oferował całkiem stylowe, nowoczesne nadwozie o pięciu drzwiach i wystarczająco dynamiczny silnik o mocy 51 KM, dzięki czemu został bestsellerem w pierwszej połowie 1999 r. Podstawowa, uboga odmiana Friend mogła zostać naszym przyjacielem za 23 900 zł.

6. FSO Polonez Caro Plus - od 23 100 zł
Choć była to rzecz zmienna, to według znalezionych przeze mnie cenników był moment, kiedy Polonez był tańszy od Matiza - za Caro Plusa z silnikiem 1.6 GLI trzeba było zapłacić 23 100 zł. Plusem (he he) auta było większe od Matiza nadwozie czy wspomaganie kierownicy w standardzie. Minusem zaś było to, że był to Polonez - kto jeździł tym autem, ten zrozumie.

5. Fiat Seicento - od 20 800 zł
Choć to wyżej wspomniany Matiz był liderem pierwszej połowy 1999 r., to korona bestsellera tego roku na polskim rynku trafiła na głowicę jego rywala - Fiata Seicento i to mimo brakującej pary drzwi.
Ten maluch z Tychów był sprzedawany w kilku wersjach wyposażenia, jednak podstawowa była bardzo uboga. Pod maskę bazowo trafiał czterocylindrowy silnik 0,9 pochodzący wprost z poprzednika - Cinquecento.

4. Daewoo Tico - od 19 950 zł
Najtańszym autem z pięciodrzwiowym nadwoziem na polskim rynku w 1999 r. było Daewoo Tico - prawdziwy hit koreańskiej marki w Polsce. Dość powiedzieć, że mimo powoli starzejącej się konstrukcji i prezentacji jego następcy - Matiza - to przez 3 lata (1998-2001) oferowano te auta równolegle.
Oprócz nadwozia auto mogło się również pochwalić bardzo ekonomicznym silnikiem 0,8 l, zwrotnością, czy 2-letnią gwarancją mechaniczną - co wtedy nie było takie oczywiste.

3. Yugo Koral - od 17 000 zł
Kto jeszcze pamięta, że sprzedawano u nas auta z Jugosławii? Yugo Koral było nie tylko dystrybuowane, ale też montowane przez firmę Damis z siedzibą w Łodzi. Nie imponowało ani osiągami, ani wyposażeniem, ani nowoczesnością.
Do tego sytuacja polityczna upadającego państwo przełożyła się na produkcję samochodów w Kragujevacu - Yugo z końca lat dziewięćdziesiątych były po prostu fatalne. Nic dziwnego, że ludzie woleli uzbierać nieco więcej na Tico czy Seicento.
2. ZAZ Tawria - od 15 000 zł
Oryginalnie radzieckie, a wówczas ukraińskie auto jest świetnym dowodem, że nawet w Polsce w szalonych latach dziewięćdziesiątych, niska cena nie była gwarancją sukcesu - drugie najtańsze auto było daleko w rankingach bestsellerów. Podobnie jak Yugo, Tawria była montowana i dystrybuowana przez łódzką firmę Damis, a w podstawowej odmianie oferowano ją z najmniejszym silnikiem 1,1 l. O samym aucie chyba nie ma co wiele mówić - można ją jedynie podsumować stwierdzeniem, że cena dobrze odzwierciedlała jakość i nowoczesność.

1. Fiat Maluch Town (dawniej 126 el) - od 12 250 zł
Choć nie jestem jej fanem, to do numeru jeden jak ulał pasuje piosenka "Bo jak nie my to, kto" autorstwa Mroza i Tomsona. No bo jakież nowe auto miałoby być tańsze niż poczciwy Maluch. 12 250 zł to było wówczas ok. 7 średnich pensji, więc było to auto naprawdę szeroko dostępne, nawet w porównaniu do reszty. Ale umówmy się - cena to był absolutnie jedyny sens egzystencji Malucha.

Czy takie auta mogłyby powalczyć na dzisiejszym rynku?
To pytanie można oczywiście rozumieć dwojako - czy chodzi ogólnie o tanie auta, czy o dokładnie takie jak te wymienione? Jeżeli chodzi o pierwszą interpretację, to jak najbardziej. Sukces Dacii Sandero w Europie powinien być wystarczającą odpowiedzią na to pytanie - ale i ogólnie segment B jeszcze nie wszystek umarł, choć też jest w znacznie gorszej kondycji, niż kiedyś.
A co do drugiej interpretacji - to już bardziej skomplikowane. Oczywiście, na starcie musimy przyjąć, że normy unijne nie istnieją, więc możemy sprzedawać auta bez żadnego wyposażenia z zakresu bezpieczeństwa (dosłownie wszystkie auta - a w większości nawet za dopłatą), z silnikiem na gaźniku (Maluch, Tawria), w układzie z wałkiem rozrządu w kadłubie (Polonez, Uno, Maluch) czy z niełamaną kolumną kierowniczą (Tico).
Ale obawiam się, że wszystkie te auta - nawet gdyby były niesamowicie tanie - nie miałyby wyjątkowego wzięcia - dzisiaj za bardzo lubimy gadżety, żeby godzić się na auta bez komputerów pokładowych, Apple CarPlay czy choćby klimatyzacji. Nawet ich bardzo niska cena tego nie wynagrodzi - bo dzisiaj stać nas na coś więcej. Nawet za podobną cenę, jeśli poszukamy czegoś używanego.
A o pierwszej trójce to nawet nie ma co mówić - produkowanie tych aut u progu XXI w. było już jak nieśmieszny żart, a klientów mogły znajdować tylko w słabej gospodarce i rynku z niepewną sytuacją z autami używanymi.
Więcej motoryzacyjnych historii znajdziesz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.