REKLAMA

Plan na Morskie Oko to kwintesencja Polski. Mieli pomysł, chytry

Od 1 września konie dowożą turystów tylko do Wodogrzmotów Mickiewicza. Dalej trzeba iść pieszo. Busy elektryczne, które miały przejąć resztę trasy do Moskiego Oka, nie dojechały. Za to bilet za bryczkę staniał o połowę. Genialny pomysł, na którym wszyscy tracą.

Plan na Morskie Oko to kwintesencja Polski. Mieli pomysł, chytry

Pod Tatrami wystartował właśnie pilotaż transportu, w którym brakuje głównego środka transportu. Tatrzański Park Narodowy z pompą ogłosił nowy, hybrydowy system dowozu turystów nad Morskie Oko: kawałek bryczką, kawałek elektrycznym busem. Tyle że busów na trasie nie ma. Jest za to do przejścia kilka stromych kilometrów więcej.

Wcześniej wozy jechały z Palenicy Białczańskiej aż na Włosienicę, pokonując trasę o długości niespełna 7 km. Od września kończą kurs przy Wodogrzmotach Mickiewicza, czyli po niecałych 3 km. Koniom lżej, bo trasa krótsza o ponad połowę, a do tego odpadł najbardziej stromy, betonowy podjazd. Ciężej za to turystom, którzy chcą dostać się pod samo jezioro.

Pilotaż po polsku

Bo dalej, od Wodogrzmotów w górę, miały ich wozić elektryczne busy. Miały. Na czas pilotażu nie uruchomiono żadnego dodatkowego połączenia, bo – jak przyznają sami odpowiedzialni – nie ma czym. Turysta wysiada więc przy Wodogrzmotach i rusza w dalszą drogę piechotą. To trochę tak, jakby otworzyć dworzec przesiadkowy, na którym zatrzymuje się tylko jedna linia, a druga istnieje wyłącznie w PowerPoincie.

To nie jest nowa historia. O tych busach pisaliśmy już w Wigilię 2024 r., gdy cztery sztuki dojechały pod Tatry i od razu okazało się, że nigdzie nie pojadą, bo sprzeciwiły się samorządy. Pisaliśmy o nich przed majówką 2026, gdy dalej stały. I piszemy teraz, gdy pilotaż ruszył, ale bez busów. Konsekwencja godna podziwu.

Liczby robią za najlepszy komentarz

Docelowo system ma obejmować 20 pojazdów elektrycznych. Na dziś park ma cztery, a na pozostałe szesnaście trwa przetarg. Te cztery, które są na stanie, kosztowały 3,2 mln zł, czyli po marne 800 tys. zł za sztukę, a obecnie wożą głównie osoby z niepełnosprawnościami i ich opiekunów, więc dla przeciętnego turysty jakby ich nie było.

Cztery busy z zakładanych dwudziestu. Dwa lata po pierwszej dostawie. Nie wiem, czy to tylko moje wrażenie, ale obstawiam, że szybciej niż skompletowanie całej floty zajęłoby namówienie koni, żeby przeszły na elektryczność same z siebie.

A na deser temat dyżurny: ceny. Skoro trasa krótsza, to i podwózka bryczką kosztuje mniej. Kurs w górę ponoć staniał ze 100 do 50 zł, a w dół z 70 do 30 zł. Niby dobra wiadomość, dopóki się nie zorientujesz, że płacisz połowę, ale jedziesz jedną trzecią trasy i wysiadasz w lesie, żeby resztę dojść pieszo z plecakiem i dzieckiem na barana.

Morskie Oko
Widok na schronisko PTTK nad Morskim Okiem

Nic dziwnego, że turyści zaczęli rezygnować. Przewoźnicy skarżą się na wyraźnie mniejszy ruch, bo część ludzi po prostu nie widzi sensu wsiadania na niecałe trzy kilometry. Wielka atrakcja z wozem konnym zamieniła się w krótki przejazd. Jeszcze nie zdążysz się dobrze rozsiąść, a już musisz wysiadać i dalej radzić sobie samemu.

Nikt miał nie stracić

Taki był plan zapisany w liście intencyjnym z lutego 2025 r., podpisanym przez ministerstwo, TPN, samorządy i przewoźników. Fiakrzy mieli nie stracić, konie miały odpocząć, turyści mieli zyskać cichy, ekologiczny dowóz. Tymczasem fiakrzy zarabiają mniej, turyści idą pieszo albo zostają na dole, a ekologiczny dowóz to nadal dokumenty przetargowe.

Jedyne, co faktycznie dowieziono na czas, to tablice informujące o zmianie.

Dla formalności dodam, że odciążenie koni na najbardziej morderczym odcinku to bezsprzecznie dobry pomysł. Rzecz w tym, jak ten dobry pomysł wdrożono: najpierw zabierając ludziom połowę usługi, a dopiero potem myśląc, czym ją zastąpić. Znów wszystko na opak.

Pilotaż potrwa do czasu, aż busy w końcu dojadą. Kiedy to nastąpi? Tego żaden komunikat nie precyzuje. TPN mówi coś o „dziesięciu najbliższych miesiącach”, ale papieru na to nie ma.

Do tego czasu nad Morskim Okiem obowiązuje nowy, nowoczesny, hybrydowy model transportu: połowa bryczką, a połowa na własnych nogach. Genialne w swojej prostocie. Szkoda tylko, że nikt nie zapytał turystów, czy chcą być tą drugą połową.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.