Nowy duży Mercedes oficjalnie. Klasa S może zacząć się bać
Mercedes-Benz zaprezentował następcę Klasy V. Zupełnie nowy VLE jest wygodnym i praktycznym vanem z własną salą kinową.

Gdy kilka lat temu Volkswagen pokazał ID. Buzza wszyscy byli zachwyceni jego futurystyczną stylistyką, podobnie z Hyundaiem Starią. Mercedes-Benz podniósł poprzeczkę, bo nowy VLE chyba jeszcze bardziej przypomina samochód koncepcyjny, a patrzymy w końcu na produkcyjnego vana. Jego premiera była długo wyczekiwanym wydarzeniem, ale teraz wiemy już wszystko. Ma własną salę kinową







Zupełnie nowy Mercedes-Benz VLE zaprezentowany
Mercedes-Benz ma nosa do terminów. W tym roku Klasa V obchodzi bowiem 30. urodziny, co było dla producenta idealną okazją do zaprezentowania jej następcy. Zupełnie nowe VLE jest ważnym modelem dla marki, bo początkowo na rynek trafią tylko elektryczne odmiany, które zwyczajne muszą sprawić na klientach jak najlepsze wrażenie i pokazać swoje możliwości. Spokojnie, też będziecie zachwyceni.
Nowy Mercedes-Benz VLE mierzy 5309 mm długości, a jego rozstaw osi to 3342 mm. Z uwzględnieniem lusterek ma 2248 mm szerokości i 1943 mm wysokości. Później ofertę uzupełni dłuższy wariant VLE, który ma 5484 mm długości z rozstawem osi wynoszącym 3517 mm, dzięki czemu zapewni pasażerom jeszcze więcej przestrzeni.
Po spojrzeniu na VLE w oczy rzuca się masywny przód z dużym grillem przypominający ten w GLC z technologią EQ. W zależności od wersji wyposażenia (Standard, AMG Line, AMG Line Plus, Exclusive) wygląda on inaczej, podobnie jak wloty po bokach zderzaka. Opcjonalnie może podświetlać się jego ramka, ale pojedyncze piksele w centralnej części już nie. Klienci mogą decydować się na felgi w rozmiarze od 19 do 22 cali.
VLE może mieć też stojącą gwiazdę na masce, czyli tak zwany „celownik”. Reflektory mają wzór LED przypominający trójramienną gwiazdę Mercedes-Benz, która trafiła już do kilku nowych modeli i są połączone pasem świetlnym. Klamki z przodu są wysuwane, a drzwi z tyłu są elektrycznie otwierane już w standardzie.
Boczna sylwetka VLE przypomina tą z Klasy V, ale w przeciwieństwie do niej linia szyb na końcu opada zdecydowanie bardziej łagodnie, co dodaje sylwetce trochę więcej płynności. Z tyłu dzieje się jeszcze więcej – choć sam w sobie jest stosunkowo minimalistyczny, wystarczy spojrzeć na światła, które biegną po bokach i razem z górną częścią łączą się w jeden element. W nocy wygląda to trochę jak czerwone lampki choinkowe, ale widocznie klienci lubią świecidełka.



















Zróbcie popcorn i włączcie film
W środku dzieje się tak dużo, że nie wiadomo, od czego zacząć. Już Klasa V wydawała się mieć wszystko, czego potrzeba, ale pod tym względem Mercedes-Benz VLE jest jak z innej planety. Projektanci postawili na długą płaską taflę szkła składającą się z trzech wyświetlaczy nazywaną MBUX Superscreen. Ekran za kierownicą ma 10,25 cala, a centralny i ten przed pasażerem mają po 14 cali. Jeśli uważacie, że to za dużo, możecie też zdecydować się na konfigurację bez wyświetlacza przed prawym fotelem.
System w VLE to MBUX czwartej generacji, bazujący na MB.OS. Oferuje on sztuczną inteligencję łączącą ChatGPT, Microsoft Bing i Google Gemini w jednego asystenta. Kierowca skorzysta z nawigacji opartej na Mapach Google ze zintegrowanym AI, a jazdę ułatwi 23,1-calowy head-up, który pokazuje kierowcy najważniejsze informacje cztery metry przed pojazdem.
VLE to jednak nie samochód stworzony dla kierowcy, który i tak pławi się w luksusie, tylko dla osób przebywających z tyłu. To w tym miejscu będą zapadać najważniejsze decyzje i umowy albo odpoczniecie po zwiedzaniu odległych europejskich miasteczek. Nowy van weźmie na pokład od pięciu do ośmiu osób. Fotele umożliwiają wygodniejszą regulację, można je też blokować w dowolnej pozycji i demontować w razie potrzeby. Jeśli klienci zdecydują się na elektryczne siedzenia, mogą przesuwać je z poziomu aplikacji w telefonie.
Jeśli chcecie postawić tylko i wyłącznie na wygodę, lepiej spójrzcie na fotele Grand Comfort Seat wyposażone w poduszkę, ładowarkę bezprzewodową, masaż oraz podparcie odcinka lędźwiowego i łydek, którymi można sterować pilotem. Jeśli patrzycie głównie na komfort, nawet Klasa S może wydać się wam niewystarczająca.
Wygląda na to, że Mercedes-Benz śledzi ruchy BMW, bo w VLE postawiono na wysuwany wyświetlacz przypominający ten z serii 7 zamiast mniejszych ekranów w oparciach przednich foteli. Ma on 31,3 cala i oferuje rozdzielczość 8K. Może też przedzielić się na pół, co pozwoli na niezależne korzystanie przez dwóch pasażerów. Co ciekawe, ma nawet 8-megapikselowy aparat, który przyda się do wideokonferencji i robienia zdjęć. Oprócz prywatnej sali kinowej możecie poczuć się też jak podczas koncertu, pod warunkiem że dopłacicie za 22-głośnikowy system audio Burmester 3D z technologią Dolby Atmos.











W przyszłości gama się poszerzy
Elektryczny Mercedes-Benz VLE bazuje na platformie VAN.EA i korzysta z architektury 800 V. Na początku w ofercie znajdą się dwie odmiany z akumulatorem NMC o pojemności 115 kWh. Pierwsza z nich to VLE 300 z napędem na przód o mocy 276 KM, która może przejechać do 700 km według WLTP. Z kolei 400 4MATIC, jak sama wskazuje, ma napęd na cztery koła i dodatkowy silnik elektryczny z tyłu. Generuje łącznie 408 KM i przyspiesza do 100 km/h w 6,5 sekundy.
W 2027 roku ofertę uzupełnią kolejne dwa elektryczne warianty z akumulatorem LFP o pojemności 80 kWh. Zapewne większość z was interesuje też napęd spalinowy. Producent zdradził tylko tyle, że pojawi się on w przyszłości i prawdopodobnie będzie to diesel. Jeśli koniecznie chcecie więc spalinowego vana z gwiazdą na masce, przez jeszcze trochę musi wystarczyć wam Klasa V.
Szczerze mówiąc, może nawet nie odczujecie ograniczeń wynikających z wyboru VLE, bo maksymalna moc ładowania to 300 kW, a 15 minut wystarcza na uzupełnienie zasięgu na kolejne 355 km. Warto dodać, że Mercedes-Benz oferuje też konwerter DC pozwalający na używanie starszych ładowarek 400 V. Moc ładowania AC to z kolei 11 kW, ale opcjonalnie może być to 22 kW. W standardzie znajdzie się za to pompa ciepła. VLE obsługuje też funkcje V2L i V2G, czyli może ładować inne urządzenia i oddawać prąd.
Kierowca i pasażerowie docenią też skrętną tylną oś, która wychyla się do 7 stopni i zmniejsza promień skrętu do 10,9 metra. O wygodę zadba zawieszenie pneumatyczne AIRMATIC z możliwością regulacji o 40 mm. O bezpieczeństwo zadbają systemy ADAS. Opcjonalnie można korzystać z półautonomicznego kierowania na autostradach i asystenta zmiany pasa ruchu.
Świeżutki Mercedes-Benz VLE dla jednych będzie jedynie ciekawostką nafaszerowaną nowoczesną technologią, ale inni znajdą w nim naprawdę dobrą alternatywę dla luksusowych limuzyn. Już elektryczny van robi duże wrażenie, zapewne podobnie jak jego cena, której niestety jeszcze nie znamy. Przypomnijmy, że Klasa V kosztuje minimum 279 057 zł, a najdroższe odmiany Marco Polo zaczynają się od 415 396 zł. Wszystko powinno wyjaśnić się w najbliższych miesiącach.





Dowiedz się więcej o marce Mercedes-Benz:



















