REKLAMA

Nowa MX-5 coraz bliżej. Szef Mazdy odsłonił karty

O nowej MX-5 pisaliśmy już nieraz, ale dotąd głównie w oparciu o słowa ludzi od designu i inżynierii. Teraz mamy potwierdzenie od prezesa Mazdy, który rzuca twardy cel masy i zapowiedź drugiego, znacznie droższego auta.

Nowa MX-5 coraz bliżej. Szef Mazdy odsłonił karty

Plotki o następcy MX-5 krążą od dawna i w większości się nie zmieniły. Nowy roadster dostanie jakąś formę elektryfikacji, ma pozostać lekki, a benzyna jeszcze przez chwilę nie zniknie. To wszystko już wiemy. Nowe jest to, czyj podpis widnieje pod tymi informacjami.

Do tej pory o napędzie kolejnej generacji, nieoficjalnie nazywanej NE, mówili przedstawiciele Mazdy w Europie: dyrektor designu czy szef od badań i zgodności technologicznej. Mówili ostrożnie, że auto będzie miało jakąś formę elektrycznego wsparcia, a w pełni elektryczna MX-5 to inżynieryjny koszmar, bo bateria potrafi ważyć tyle co pół samochodu.

Teraz do gry wchodzi Masahiro Moro, czyli prezes całej Mazdy, i mówi bez owijania.

Wiemy już zatem oficjalnie, że następca MX-5 musi być gotowy również na scenariusz bez silnika spalinowego. To istotna zmiana tonu, bo do niedawna czysty prąd w tym aucie traktowano jako opcję z kategorii tych mało realnych.

Kilka tygodni wcześniej pojawiły się sugestie, że NE może być ostatnią spalinową MX-5. Teraz szef firmy niuansuje: spalinowa premiera tak, ale konstrukcja ma być od początku przygotowana pod baterie.

W końcu konkrety

Moro rzucił liczbę: inżynierowie mają zejść z masą do ok. 1000-1200 kg. Co więcej, ma się to odbyć bez sięgania po luksusowe materiały w rodzaju włókna węglowego, bo to winduje cenę. Dla porównania, dzisiejsza wersja ND w europejskiej specyfikacji waży od 990 do ok. 1100 kg, więc prezes zasadniczo deklaruje, że niezależnie od napędu nowa MX-5 ma pozostać lekka.

Mazda MX-5 2027

Jeśli się to uda, będzie to mały cud, bo elektryki z aspiracjami sportowymi potrafią dziś ważyć blisko dwie tony. O tym, że Mazda kombinuje, jak schudnąć mimo baterii, wiadomo zresztą nie od dziś. Firma zdążyła już opatentować nietypowe rozmieszczenie ogniw w tunelu środkowym.

Samą elektryfikację nowej MX-5 zapowiadano już wcześniej, a my rozkładaliśmy ten wątek na czynniki pierwsze. Różnica polega na tym, że wtedy były to raczej potencjalne kierunki, chęci i deklaracje, a teraz mamy potwierdzenie z samej góry plus konkretne liczby. A to już inny ciężar gatunkowy tych samych informacji.

Miata dla każdego

Reszta układanki jest już mniej pewna, ale kierunek jest jasny: Mazda próbuje złapać wszystkie sroki za ogon. W grze zostaje nowy silnik Skyactiv-Z – czterocylindrowa jednostka 2,5 litra o nieoficjalnie szacowanej mocy około 180 KM, która ma wykorzystywać wysokosprawne spalanie stechiometryczne zamiast charakterystycznego dla Skyactiv-X spalania ubogiego.

Możliwa jest też hybryda, ale pod jednym warunkiem: ma poprawiać efektywność albo pomagać spełnić normy, a nie dokładać kilogramów i psuć charakter. Przy takim wsparciu moc mogłaby dobić w okolice 220 KM. Byłby to rekord, bo aktualna MX-5 oferowana w Polsce ma teraz całe 136 KM.

Gdyby wszystkie te spekulacje dotarły do taśmy produkcyjnej, dostalibyśmy nową MX-5 w wersji spalinowej, w hybrydzie oraz w pełni na prąd, przy zachowaniu najważniejszych założeń i charakteru modelu. Ja tam zamierzam się tą wizją pocieszyć, zanim zostanie przemielona przez księgowych, normy i realia rynkowe.

Na premierę trzeba poczekać. Zgodnie z tym, co potwierdza Moro i co wynika z doniesień, NE nie pojawi się wcześniej niż w 2028 roku. Obecna generacja ND jest na rynku od marca 2015 roku i wygląda na to, że pobije wszystkich swoich poprzedników pod względem stażu. Iście pokrętna historia roadstera, który miał być kaprysem, a stał się instytucją.

Nowa twarz marki

Najciekawszy jest jednak drugi wątek, o którym wcześniej się nie mówiło. Otóż Moro chce, żeby Mazda stworzyła własny „halo car”, czyli prawdziwy model flagowy na szczycie oferty. Nie po to, by sprzedawać go tysiącami, tylko po to, by był wizytówką marki. Prezes nie kryje, że to miałby być czysty nośnik wizerunku, prawdopodobnie budowany w dużej części ręcznie.

Co to za auto, jak ma wyglądać i ile kosztować? Tego Moro nie zdradził. Być może będzie to pokazany niedawno koncept Iconic SP.

Wiadomo tyle, że MX-5 zostaje tam, gdzie zawsze, czyli w roli przystępnej zabawki dla nierozsądnych kierowców. Za to nad nią pojawiłoby się coś zupełnie innego.

Mazda od lat udowadnia, że sportowe auto nie potrzebuje ogromnej mocy, żeby dawać radość. Teraz najwyraźniej uznała, że sama potrzebuje jeszcze czegoś dla splendoru.

Jak Japończycy zamierzają pogodzić lekką spalinówkę, hybrydę i wariant elektryczny? To się dopiero okaże. Na razie mamy garść potwierdzeń, jedną nową obietnicę i jedną zapowiedź, która u każdego pasjonata charakternych aut z Krainy Wschodzącego Słońca wywołuje gęsią skórkę.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.