REKLAMA

Nowy Freelander odsłonił wnętrze. Usiądziesz na tronie przed telewizorem

Chery i Jaguar Land Rover odsłonili kabinę Freelandera 8. Miało być luksusowo i jest luksusowo, włącznie z całą masą świecidełek. A w tle brytyjska marka właśnie zwija w Chinach czternaście lat produkcji.

Nowy Freelander odsłonił wnętrze. Usiądziesz na tronie przed telewizorem

Chery i Jaguar Land Rover wrzucili do sieci pierwsze zdjęcia wnętrza swojego pierwszego wspólnego SUV-a. I zanim ktokolwiek zdążył zapytać o osiągi, cała uwaga poszła tam, gdzie miała pójść: na taflę szkła ciągnącą się przez pół deski rozdzielczej.

Panoramiczny wyświetlacz Freelandera 8 ma 46,3 cala przekątnej, rozdzielczość 8K i szerokość 1,2 metra. Producent chwali się, że jest o 300 mm szerszy niż u głównych rywali, świeci z jasnością 1000 nitów i jest jakoby jedynym tak czytelnym wyświetlaczem w branży. Oczywiście, bo jakże by inaczej.

Ale to nie wszystko, bo tuż pod tym gigantem siedzi drugi ekran 15,6 cala, ustawiony pionowo i przeznaczony do obsługi multimediów. Bo jeden wielki wyświetlacz, nawet najjaśniejszy i najczytelniejszy, to najwyraźniej za mało, żeby człowiek poczuł się nowocześnie i luksusowo.

A skoro jesteśmy przy luksusie

Do tego całego cyfrowego cyrku projektanci dorzucili prawdziwe, fizyczne przyciski. I to nie byle jakie, bo ozdobione wzorem „Clous de Paris” ściągniętym prosto z drogiego zegarmistrzostwa. Pokrętła zrobiono z kryształu optycznego K9 o 144 fasetach, podświetlonego 256 kolorami.

Przekładając z marketingowego na nasze: zrobili gałkę od nawiewu z porządnego szkła optycznego, oszlifowali ją na 144 ścianki i podświetlili. Cała ta terminologia to sposób producenta na powiedzenie „ta gałka jest droga i ładnie błyszczy”. Ile z tych 144 fasetów realnie coś wnosi, a ile jest po to, żeby ładnie wyglądać w folderze – to już zupełnie inna rozmowa.

To zresztą przykład schizofrenii współczesnej motoryzacji w pigułce. Najpierw branża przez lata wmawiała nam, że przyciski to relikt, a wszystko musi być dotykowe. Teraz ci sami ludzie robią z pokrętła klimatyzacji biżuterię i przedstawiają to jako luksus. Trudno, biorę. Wolę kryształowe pokrętło niż nurkowanie w podmenu.

Fotel dla dowódcy i fotel dla damy

We wnętrzu jest jeszcze coś, nad czym trudno przejść obojętnie. Producent podzielił przód na dwa „trony”. Kierowca dostaje fotel „Commander” z podwyższoną, dowódczą pozycją. Pasażer (z założenia płci żeńskiej) dostaje fotel oznaczony jako L·A·D·Y, z przestrzenią na nogi wynoszącą 1200 mm, klimatyzacją z „delikatnym nawiewem” i zapachem inspirowanym brytyjskimi dworkami.

Żeby było jasne – to nie są moje czerstwe żarty. Producent pisze o British manor-inspired fragrance.

Serio.

Nie wiem, kto wpadł na to, żeby w 2026 roku wskazać kobiecie miejsce pasażera, posadzić ją niżej, a kierowcę nazwać dowódcą. Chciałbym posłuchać tej narady marketingowej. Czy Freelander zbierze za to baty od rozwścieczonych aktywistek? Nie wiem. Czy dał ku temu pretekst? Cóż, jak się sadza kobietę u stóp „dowódcy”, to samemu aż się prosi. Chociaż w Chinach pewnie nie jest to w ogóle temat.

Pod tym całym przepychem chowa się konkret. Auto jeździ na architekturze 800 V i ma być jednym z pierwszych na świecie z chipem Qualcomm Snapdragon 8397. Nad prowadzeniem czuwa system Huawei.

Do tego bateria od CATL i cały arsenał technologii, który brzmi jak lista zakupów w chińskim sklepie z elektroniką premium. Napęd to EREV o łącznej mocy układu na poziomie 553 KM. Do tego ponad pięć metrów długości i masa ocierająca się o 3,5 tony – na granicy prawa jazdy kategorii B.

W tle jest już mniej luksusowo

Trudno nie zauważyć, że cały ten festiwal szkła i kryształów dzieje się w momencie, w którym Jaguar Land Rover po 14 latach zamyka produkcję swoich modeli w Chinach. Ostatniego lokalnie składanego Range Rovera Evoque L sprzedano w Pekinie na początku lipca za około 26 500 dolarów. Auto, które kiedyś schodziło z dużą premią sprzedażową, poszło jak wyprzedażowa końcówka kolekcji.

Liczby są brutalne. Sprzedaż JLR w Państwie Środka sięgnęła szczytu w 2017 roku z wynikiem 146 400 sztuk. Do 2025 roku spadła do około 26 000. Dealerzy tracili na sprzedaży lokalnych modeli średnio jakieś 30 000 juanów na aucie. Klienci w segmencie od 300 do 500 tys. juanów już dawno wybrali rodzime marki, które postawiły na inteligentne kabiny i elektryczne napędy, którymi zastąpili starzejące się modele spalinowe.

Fabryka w Changshu, w której kiedyś powstawały brytyjskie SUV-y, produkuje teraz Freelandery. Stare umiera, żeby zrobić miejsce nowemu, tyle że nowe mówi już wyłącznie po chińsku, a brytyjskie zostało głównie z nazwy (i zapachu). Debiut rynkowy Freelandera 8 zaplanowano na drugą połowę 2026 roku, a Europa ustawia się w kolejce.

Wszystko to maluje mi się jako pewien symbol. Marka, która przez dekady sprzedawała ideę brytyjskiej terenowej solidności, dziś sprzedaje metr dwadzieścia ekranu i fotel dla damy złożone w chińskiej fabryce po dawnym Land Roverze. Najwyraźniej to jest właśnie luksus 2026 roku.

Ja tam wciąż wolałbym mniejszy ekran i pewność, że dojadę z punktu A do B. Ale ja to ja. Świat chce metra dwadzieścia szkła. Dostał metr dwadzieścia szkła i w pakiecie „kryształowe” przyciski.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.