Fiat Topolino podbija Amerykę. Zagraża ważnej gałęzi przemysłu
Pomysł wprowadzenia Fiata Topolino do Stanów Zjednoczonych brzmiał jak sen wariata. Ale okazało się, że w tym szaleństwie jest metoda - bo i dla małej "myszki" znalazła się nisza w postaci zamiennika dla wózków golfowych.

Kiedy Fiat ogłosił, że zacznie sprzedawać elektryczny minisamochód Topolino w USA, spotkało się to z powszechną beką - co na pierwszy rzut oka oczywiście jest zrozumiałe. Dla przypomnienia, mówimy tu mydelniczce rozwijającej ok. 8 KM, z zasięgiem 75 km, o prędkości maksymalną 45 km/h i 1,5 miejsca we wnętrzu w kraju słynącym z miłości do ostentacyjnie wielkich klunkrów. Dlatego Amerykanie mają z nim jeden zasadniczy problem: Topolino nie jest normalnym samochodem.
A mimo to się udaje
Fiat wysłał do Stanów Zjednoczonych początkowo tylko około 300 sztuk, żeby wybadać rynek. Ale dealerzy z miejsca zaczęli odnotowywać swoje drobne sukcesy. Dealer z Florydy sprzedał pierwsze 6 sztuk praktycznie od ręki, w Minnesocie sprzedano 5 jeszcze przed fizycznym pojawieniem się samochodów na placu, a w stanie Michigan było 14 sztuk, z których sprzedał 10, po czym domówił kolejne 9. I tak, te liczby mogą wywołać ironiczny uśmiech - ale mówimy o produkcie mocno niszowym i wciąż raczej nieznanym. Zwłaszcza, że większość spodziewała się okrągłego zera, w porywach do trzech czwartych egzemplarza.

I to jest właśnie sedno sprawy - Fiat nie próbuje przekonać przeciętnego Amerykanina, żeby zamiast Forda F-150, czy Chevroleta Suburbana kupił Topolino. Przepis na to auto jest zupełnie inny.
Dla amerykanów to wózek golfowy
W Europie, Topolino można się normalnie poruszać się po ulicach w ramach przepisów dotyczących lekkich czterokołowców. Tymczasem amerykańska wersja została początkowo ograniczona do 19 mil/h (31 km/h). Żeby móc legalnie jeździć nią po drogach jako pojazdem kategorii neighborhood electric vehicle (NEV), Fiat zaoferuje kupującym bezpłatny zestaw do konwersji na pojazd drogowy, który podnosi prędkość maksymalną do 25 mil/h (40 km/h). Ma być dostępny od jesieni.

W ten sposób (może nawet niechcący) Fiat odkrył zupełnie inną grupę klientów. W Stanach Zjednoczonych istnieje bowiem ogromny rynek wózków golfowych (Electric Golf Carts). Jednakże, bynajmniej nie chodzi o melexy do wożenia kijów, a normalne w świadomości pojazdy, które dawno przestały być używane wyłącznie na polach. Ludzie (często starsi, bądź otyli, ale nie tylko) jeżdżą nimi po zamkniętych osiedlach, kurortach wakacyjnych, czy ośrodkach dla seniorów. Poruszają się nimi na krótkich dystansach, jak najbliższy sklep spożywczy - może to leniwe podejście, ale nie zapominajmy o czym mówimy.
W Stanach to popularne rozwiązanie
Według danych przytaczanych przez Automotive News, w Stanach Zjednoczonych jest około 2,3 mln właścicieli wózków golfowych, a cały rynek jest wart około 1 mld dol. rocznie. Jak sugerują niektóre amerykańskie media, w przypadku rosnącej popularności Topolino, może się ono okazać zagrożeniem dla twardo stojącego, amerykańskiego przemysłu wózków golfowych. Czy to lekka przesada? Może - ale na świecie nie ma rzeczy niemożliwych.

Bo właśnie dla ludzi korzystających z takiego środka transportu, Topolino okazało się bardzo interesującą alternatywą - nie dla przeciętnego, amerykańskiego nabywcy SUV-a, tylko ludzi, których Fiat nie musi przekonywać do jego zakupu. A trzeba przyznać, że od przeciętnego wózka golfowego, Topolino jest milsze dla oka, bardziej komfortowe, czy lepiej wyposażone. A wbrew pozorom, nie jest wcale znacznie droższe - Topolino kosztuje za Atlantykiem od 13 995 dolarów (około 53 tys. zł).
Na razie widzimy dopiero początki Topolino w USA, jednak pierwsze znaki mówią, że jest szansa na jakiś sukces. Taki mały, względny sukcesik, ale zawsze jakiś. A kto wie - może koniec końców, to Fiat będzie się śmiał ostatni.
Więcej o Fiatach przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.