Fiat zwija się z dużego rynku. Sprzedał mniej aut niż Ferrari
Fiat ma duże problemy na kolejnym dużym rynku. Niedawno pisaliśmy o Stanach Zjednoczonych, a teraz podobne głosy docierają z Australii. Włoska marka przerwała dostawy nowych aut na tamtejszy rynek, zostając jedynie z modelami dostawczymi.

Fiat 500 to bardzo sympatyczne, przyjemne miejskie auto - wiem, że więcej osób się z tym twierdzeniem zgodzi, niż mu zaprzeczy. Ma on swojego elektrycznego brata w postaci 500e, który niestety ma pewną, poważną wadę - cenę. Jednak okazuje się to tylko wisienką na torcie.
Sprzedali mniej aut, niż Ferrari
W momencie premiery, standardowy model 500e kosztował 52 500 dol. australijskich (138,6 tys. zł), a Abarth 500e - 58 990 dol. australijskich (156,3 tys. zł). Fiat ostatecznie dokonał znacznych obniżek cen obu samochodów, w niektórych przypadkach przekraczających nawet 20 tys. dol. (53 tys. zł), ale nie wpłynęło to znacząco na wzrost popytu.

Co więcej, Australijski portal specjalizujący się w statystykach sprzedaży, Car Sales, podaje, że sprzedaż Fiata spadła od początku roku o 30 procent, a w tym roku lokalnie sprzedano zaledwie 144 pojazdy. W samym czerwcu było ich zaś 13 (słownie: trzynaście).
Żeby pokazać, jak mała jest to liczba w obliczu bądź co bądź dużego rynku, jakim jest Australia, spójrzmy na dane innych włoskich marek - Ferrari i Lamborghini. Marka z koniem w logo sprzedała w czerwcu 16 aut, a ta z bykiem - 18. To odpowiednio o 23 i 38 proc. więcej.
Fiat już prawie nie istnieje w Australii
Stellantis twierdzi, że Fiat nadal jest zaangażowana w rynek australijski, ale przy tak niskim wolumenie sprzedaży uzasadnienie inwestycji niezbędnych do utrzymania marki może być trudne.
Źródła zaznajomione ze sprawą poinformowały tamtejszy portal Drive, że pięciu pozostałych dealerów samochodów osobowych Fiata przez jakiś czas nie otrzymywało nowych 500e. Co więcej, na początku tego tygodnia także sam Stellantis potwierdził, że zaprzestanie importu modeli 500e.
Jednocześnie Fiaty 500 i Abarth 695 z silnikami benzynowymi już w zasadzie zniknęły - pozostały jedynie ostatnie sztuki. Na tę chwilę normalnie funkcjonować będzie jedynie 14 dealerów Fiat Professional - fiatowskiego oddziału zajmującego się modelami dostawczymi. Będą oni dostarczać klientom modele Scudo i Ducato, oczywiście dopóki będzie na nie popyt.
To nie tylko problem Fiata
W tym miejscu warto też dodać, że na początku lipca bratnia marka Peugeot ogłosiła oficjalne rozstanie z australijskim dystrybutorem Inchcape. Początkowo sugerowano, że Stellantis przejdzie na samodzielne prowadzenie sieci dealerskiej, jednak okazało się, że Peugeot całkowicie wycofuje także swoją flotę pojazdów dla prasy, co wskazuje na szykowanie się do całkowitego odejścia.
Można stwierdzić, że rychło w czas - od początku roku sprzedaż francuskiej marki na antypodach spadła o ponad 32 procent. Przyczyną jest głównie rosnąca w siłę konkurencja z Chin, która bije ją na głowę cenami swoich aut.
To też pokazuje, że problemem Stellantisu nie jest tylko cena 500e, a ogólna słabość na kolejnym istotnym rynku. W tym koncernie od początku nie dzieje się za dobrze i potrzebne jest poważne tąpnięcie - bo na Australii może się nie skończyć.
Więcej o Fiatach przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.