Europa męczy się na marne. Amerykanie będę emitować w najlepsze
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zdecydował o znacznym złagodzeniu norm zużycia paliwa, które miały zmuszać producentów do coraz szybszego przestawiania się na samochody elektryczne. Mimo ubytku na ekologii, ma to przynieść wymierne korzyści.

Unia Europejska obecnie kręci wszystkie możliwe fikołki, aby wszystko było bardziej eko-bio-zielone. I niektórych boli, kiedy muszą używać przyczepionych nakrętek i papierowych słomek, a potem widzą nagrania z Indii, gdzie śmieci wyrzuca się do najbliższych rzek. To teraz niektórych zaboli najnowsza decyzja administracji Donalda Trumpa.
Auta będą mogły zużywać więcej paliwa
28 września 2026 r. amerykański Departament Transportu sfinalizował nowe przepisy dotyczące norm CAFE (Corporate Average Fuel Economy). To regulacje określające wymaganą średnią efektywność paliwową floty samochodów danego producenta.
Najważniejsza zmiana dotyczy wymagań na 2031 r. Poprzednia norma wystosowana przez administrację Bidena tworzyła granicę efektywności samochodu na maksymalnie 50,4 mili na galonie paliwa -odpowiednik naszego zużycia paliwa na poziomie ok. 4,7 l/100 km. Nowa norma wynosi 34,9 mili/galon, czyli ok. 6,74 l/100 km. To oznacza obniżenie wymaganego poziomu efektywności paliwowej o około 31 proc. w porównaniu z wcześniejszymi założeniami.
Przy czym podkreślmy, że nie oznacza to, że każdy nowy samochód w USA będzie mógł spalać 6,74 l/100 km. Chodzi o średnią dla floty producenta, a faktyczne wymagania różnią się m.in. w zależności od kategorii pojazdu.
Dzięki temu auta będą tańsze (tak jakby)
Co ciekawe, sprawa ma znacznie szersze konsekwencje niż tylko możliwość produkowania większych silników. Dotyczy to również cen samochodów, kosztów eksploatacji, emisji dwutlenku węgla i konkurencyjności amerykańskich producentów.
Administracja Trumpa argumentuje, że dotychczasowe regulacje nadmiernie obciążały producentów i ograniczały wybór samochodów dostępnych dla klientów. Złagodzenie norm ma zapewnić producentom większą swobodę w projektowaniu samochodów, oraz spowodować obniżenie kosztów technologicznych.
A co za tym idzie, ma to doprowadzić do zmniejszenia cen produkcji samochodów - Amerykański rząd szacuje, że koszty dostosowania do regulacji spadną średnio o 1289 dol. na samochód. Nie oznacza to jednak, że o tyle samo spadną ceny w salonach - to oszczędności po stronie producentów, a ich przełożenie na ceny detaliczne zależy od decyzji producentów i sytuacji rynkowej.
Tak czy inaczej, to kolejny etap odchodzenia Stanów Zjednoczonych od polityki klimatycznej poprzedniej administracji i jednocześnie próba utrzymania konkurencyjności amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego. Przedstawiciele branży motoryzacyjnej popierają zmianę, wskazując na potrzebę dostosowania przepisów do popytu i realiów rynku. Organizacje ekologiczne krytykują ją natomiast za potencjalne zwiększenie zanieczyszczeń. A w Europie pewnie wielu już zazdrości.
Więcej o amerykańskiej motoryzacji przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.