To już nałóg. Chery daje nam nowego SUV-a
Chery właśnie zaprezentowało swój nowy model. Będzie oferowany pod egidą marki Fulwin z oznaczeniem T7. I choć będzie oferowany tylko w Chinach, to jednocześnie patrzymy na model, który trafi na nasz rynek. Ale już pod inną nazwą.

Koncern Chery ma swój nałóg - są nim SUV-y. Chińczycy nie mogą przestać tworzyć kolejnych modeli, a nawet tworzyć kolejnych marek, które z założenia będą oferować niemal wyłącznie (a przynajmniej głównie) SUV-y.
Jedną z nich jest Fulwin, który właśnie wprowadził na rynek swój nowy model T7. To w pełni elektryczny, kompaktowy SUV o długości 4570 mm.
Opracowany w ramach globalnego systemu badawczo-rozwojowego firmy Chery, Fulwin T7 jest blisko spokrewniony z modelem Lepas L6, który został już wprowadzony na rynki zagraniczne – m.in. Azji i Afryki. Co ważne, wędruje także do nas.
No to zaraz, Fulwin czy Lepas?
To jest świetny przykład tego, jak chińskie koncerny dzielą swoje marki na te lokalne, tworzone na potrzeby rynku chińskiego, i eksportowe. Fulwin swoją nazwą nawiązuje do pierwszego auta koncernu Chery - A11, występującego również z przydomkiem Fulwin, bazującego na Seacie Toledo pierwszej generacji.
Lepas natomiast ma być marką eksportową, początkowo na rynkach Azji, a docelowo także w Europie. Do nas też ma trafić, w dodatku jeszcze tej jesieni. Jako ciekawostkę dodam, że w ramach umowy Chery z rosyjską grupą AGR, Lepasy są montowane w Rosji pod nową marką Tenet Plus.







Fulwin i Lepas mają celować w młodszego klienta, ale w rozumieniu prezentowanym przez Chery, czyli oferując SUV-y z kilkoma stylistycznymi dodatkami i krzykliwymi kolorami lakieru.
I tak, Fulwin T7 charakteryzuje się zamkniętą osłoną chłodnicy, smukłymi reflektorami nazywanymi „wind blade” oraz zderzakiem z dużymi wlotami powietrza i inteligentną osłoną wlotu powietrza o nazwie AGS. Linie nadwozia są zaokrąglone i płynne, z czarnymi listwami na progach. Z tyłu znajdziemy typowy, szeroki pas świetlny, spojler i imitację dyfuzora na tylnym zderzaku.
A jeżeli chodzi o lakier, to T7 jest dostępny w sześciu kolorach, w tym Flame Orange (na zdjęciach), Mountain Smoke Purple i Cloud Powder Cream. Klienci mogą wybierać między felgami 17- i 18-calowymi.
Wnętrze wykończono miękkimi w dotyku materiałami i skupia się ono wokół 15,6-calowego, centralnego ekranu dotykowego o rozdzielczości 2,5 tys. pikseli. Ma być dostępne w dwóch konfiguracjach kolorystycznych: Homey Black-Brown i Sporty Pure Black.

Podgrzewane i wentylowane przednie fotele są standardem we wszystkich wersjach, a w wyższych dostępny jest wielostopniowy masaż. Fotele można całkowicie rozłożyć, tworząc płaską powierzchnię do spania o wymiarach 1955 mm na 1310 mm. Pasażerowie z tyłu mają do dyspozycji niezależne nawiewy oraz segmentowy panoramiczny dach z fizyczną osłoną przeciwsłoneczną.
Nowoczesnej technologii też nie brakuje
Pojazd jest wyposażony w system Lingxi Smart Cabin 2.0 i platformę Doubao LLM do interakcji głosowej, obsługującą systemy CarPlay, Huawei HiCar i CarLink. Dla wygody wnętrze wyposażono w tryby sterowania jednym dotknięciem, takie jak drzemka, kemping i opieka nad dzieckiem, a także w szybką ładowarkę bezprzewodową o mocy 50 W i wentylowany podłokietnik centralny.
Fulwin T7 wykorzystuje 22 czujniki o wysokiej precyzji, obsługujące systemy wspomagania kierowcy. Wszystkie modele są wyposażone w automatyczne parkowanie w ponad 200 scenariuszach. Modele z najwyższej półki oferują także m.in. nawigację Highway NOA (Navigate on Autopilot), a także systemy multimedialne napędzane przez zintegrowany układ Qualcomm SA8775, wykonany w technologii 4 nm, z mocą obliczeniową NPU 72 TOPS.
Model T7 napędzany jest pojedynczym silnikiem elektrycznym zamontowanym z tyłu, o mocy 239 KM. Jest on połączony z akumulatorem typu LFP (litowo-żelazowo-fosforanowym) o pojemności 65,05 kWh, zapewniającym zasięg 600 km według chińskiej normy CLTC. Akumulator obsługuje szybkie ładowanie, które zajmuje 20 minut, aby naładować go od 30 proc. do 80 proc.
Fulwin T7 jest dostępny w trzech wersjach wyposażenia, a ceny najtańszej z nich startują od 97 900 juanów, czyli 54,2 tys. zł.
Jako Lepas, do Polski raczej nie trafi z takimi cenami. Ale trzeba przyznać, że ciężko takich cen nie zazdrościć.
Więcej o samochodach chińskich przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.