Spróbowali ubezpieczyć chiński samochód. Ubezpieczyciele odmawiali
Po pięknym śnie często następuje zderzenie ze ścianą. Nowe badanie pokazuje, że wielu ubezpieczycieli odmawia przedstawienia oferty, jeśli dotyczy ona chińskiego modelu.

Dopiero co pisaliśmy, że pewien holenderski ubezpieczyciel poinformował o zmianie zasad wykupu polis dla chińskich aut. OC i AC będzie można mieć tylko w części z nich, inne łapią się jedynie pod OC, a właścicielom pozostałych nie pozostaje nic, ewentualnie wizyta u konkurencji.
Ta telenowela wcale się nie kończy, ale zmienia się miejsce akcji. Zerknijcie na badanie dotyczące rynku ubezpieczeniowego w Wielkiej Brytanii.

Ubezpieczyciele boją się chińskich samochodów
Serwis Carwow przeprowadził badanie, w którym sprawdził, jak dziesięciu dużych brytyjskich ubezpieczycieli zareaguje na wieść o ubezpieczeniu chińskiego samochodu.
Żeby było sprawiedliwie, test dotyczył czterech różnych modeli z tamtejszego rynku, konkretnie Jaecoo 7, Xpenga G6, BYD Seal U i Skywella BE11. Zadbano nawet o porównanie w postaci stworzenia oferty dla bardziej znanej czwórki, Volkswagena Tiguana, Kii EV3, Peugeota E-3008 oraz Toyoty RAV4.
Przed poznaniem wyników usiąść radzę zwłaszcza właścicielom chińskich samochodów, bo wcale nie wygląda to dobrze. Najbardziej zaskakuje reakcja ubezpieczycieli na Skywella BE11, bo aż dziewięciu z nich nie przedstawiło oferty.
Jedyna firma, która zaproponowała polisę, życzyła sobie 2203 funty rocznie (11 080 zł), gdy średnia w przypadku E-3008 wynosiła 838 funtów (4200 zł). Powiedzieć, że różnica jest kolosalna, to jak nie powiedzieć nic.
Znane na polskim rynku Jaecoo 7 o dziwo też nie miało łatwo, bo pięciu z dziesięciu ubezpieczycieli odmówiło. Ci, którzy się zgodzili, proponowali średnio 858 funtów rocznie (4300 zł), gdy za Volkswagena Tiguana były to 692 funty (3480 zł).
Połowa odmówiła też w przypadku Xpenga G6, twierdząc, że nie ubezpieczają tego typu pojazdów. Firmy, które zdecydowały się jednak przedstawić ofertę, żądały średnio 1102 funty rocznie (5540 zł), a dla Kii EV3 było to 827 funtów (4160 zł).

Toyota RAV4 wypadła gorzej niż BYD
BYD Seal U poradził sobie najlepiej z czterech chińskich samochodów. Odmówiły tylko trzy z dziesięciu firm, a te, które były chętne, proponowały średnio 645 funtów rocznie (3250 zł). Co ciekawe, to mniej niż oferty dotyczące Toyoty RAV4, które wyceniano średnio na 1188 funtów rocznie (5980 zł).
Teoretycznie w tym wszystkim widać cień nadziei, bo zdarzają się wyjątki od normy. BYD pokazuje, że chińskie auto wcale nie musi być drogie w ubezpieczeniu, ale przecież nie brakuje klientów, którzy woleliby w garażu modele innych producentów, więc problem jest realny.
Trzeba pamiętać, że ubezpieczyciele mogą odmawiać stworzenia oferty, nie dlatego, że tak im się widzi, tylko zwyczajnie nie wiedzą dokładnie, ile kosztują naprawy nowych modeli aut, jaka jest dostępność części (dane Thatcham Research wspomniane przez Carwow mówią, że części stanowią 40 proc. kosztów napraw), ile się na nie czeka, czy warsztaty mają doświadczenie w ich naprawach oraz jakie szkody i awarie występują najczęściej.

Zmiennych jest bardzo dużo
Jedna z firm należących do Allianz zdradziła Carwow, że nie oferuje ubezpieczenia do żadnego z czterech chińskich modeli, bo cały czas analizuje ryzyko w ich przypadku, więc w przyszłości może wyglądać to nieco inaczej.
Morał z tego taki, że niska cena chińskiego samochodu to jedno, a cena jego ubezpieczenia to drugie i zwłaszcza jeśli mamy do czynienia ze świeżym modelem, można się nieźle zaskoczyć, albo i nawet pomęczyć w znalezieniu dobrej polisy.
Z podobnymi zadaniami oczywiście mierzą się też ubezpieczyciele działający w Polsce. Zdaje się jednak, że właściciele chińskich aut z kraju nad Wisłą raczej nie skarżą się na tutejsze warunki. Producenci wiedzą, że ubezpieczenie, serwisowanie i dostępność części są dla wielu klientów tak samo kluczowa, co cena auta.
Ale żywe przykłady z Holandii i Wielkiej Brytanii i tak warto mieć z tyłu głowy.
Dowiedz się więcej o chińskich samochodach:
Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.