REKLAMA

BYD pokazał "wielkiego chłopa". Co trzeci kilogram to akumulator

BYD odsłonił Da Hana, największego sedana w swojej historii. Ponad 1000 km zasięgu, 5,25 m długości i akumulator ważący 725,9 kg. Chińskie liczby robią wrażenie, ale warto przeliczyć je na europejskie normy.

BYD pokazał „wielkiego chłopa”. Co trzeci kilogram to akumulator

Ile wynosi Twój dzienny przebieg samochodowy? Mój to średnio kilkanaście kilometrów w korku, z czego połowa upływa na wpatrywaniu się w tylną klapę SUV-a albo reklamę na autobusie miejskim. Chińczycy równolegle sprzedają sobie auta, w których zasięg składa się z czterech cyfr. Nie znam lepszego dowodu na to, że mówimy o dwóch różnych planetach motoryzacji.

Lu Tian, szef sprzedaży sieci Dynasty w BYD, wrzucił na Weibo oficjalne zdjęcia Da Hana: przód, bok i tył. Kilka dni wcześniej ten sam człowiek wypuścił na tym samym Weibo szkice tego samego auta. Marka ewidentnie podgrzewa atmosferę przed zbliżającym się debiutem, który zaplanowano na targi w Chengdu, które trwają od 21 do 30 sierpnia.

Nazwę wybrała społeczność użytkowników w konkursie. Wariant „Da Han” wygrał z dużą przewagą w finałowej szóstce. Producent, który zostawia klientom wymyślenie nazwy dla własnego flagowca, ma świetny dział marketingu lub kompletnie pusty katalog pomysłów.

Nazwa zobowiązuje

„Da Han” oznacza tyle do „Wielki Han”, a potocznie po prostu „kawał chłopa”. I trzeba przyznać, że pasuje. Wymiary znamy z chińskiej homologacji: 5256 mm długości, 1999 mm szerokości, 1510 mm wysokości i 3130 mm rozstawu osi. Pięć miejsc i panoramiczny dach w standardzie. W polskim mieście takim autem się nie parkuje, tylko negocjuje.

Wersja z jednym silnikiem na tylnej osi dostała 370 kW (czyli 503 KM) i rozpędzi się do 240 km/h. Odmiana z napędem na obie osie dorzuca 200 kW z przodu, co daje 570 kW (775 KM) oraz 270 km/h. Serwisy anglojęzyczne podają w tym miejscu 764 hp, bo imperialny i metryczny koń mechaniczny to dwie różne miary. Zanim ktoś napisze w komentarzu, że się pomyliłem – nie, po prostu liczę po naszemu.

Nie jest to bez znaczenia, bo całe to stado koni ma co ciągnąć. Akumulator LFP ma bowiem 102,326 kWh i waży 725,9 kg. Przy masie własnej 2260 kg wychodzi, że niemal co trzeci kilogram tego sedana to ogniwa. Cała reszta – nadwozie, fotele, kierowca, teściowa – jeździ na doczepkę.

Chińczycy liczą po swojemu

Zasięg wygląda następująco: warianty z jednym silnikiem mają 1008 km i 970 km, a wersje 4x4 – 880 km, 850 km oraz 820 km. Wszystko w cyklu CLTC, czyli chińskiej procedurze o wyjątkowo dobrym sercu. Najlepszy przykład dostarczyła sama grupa BYD: Denza Z9 GT z akumulatorem 122,5 kWh ma 1036 km w cyklu CLTC i 599 km według WLTP. Ten sam samochód, ta sama bateria, różnica 437 km.

Metryczki WLTP dla Da Hana nie ma w żadnym z dostępnych źródeł. Do jej publikacji jedynym twardym punktem odniesienia zostaje sam producent i jego własny rozjazd między cyklami. Europejska liczba nadal będzie duża. Tylko już się nie nada na nagłówek.

A jeśli już jesteśmy przy zasięgu, to warto przypomnieć, że w tych autach jest on wielkością zapisaną w oprogramowaniu. A to potrafi się zmienić zdalnie. Chińscy właściciele opisywali spadki z okolic 500 km do mniej niż 300 km po aktualizacji systemu zarządzania baterią. Kupujesz 1008 km, a budzisz się z 600 km. To się nazywa życie na krawędzi.

Nowocześnie i tanio, ale…

Dla mniej ufnych BYD zgłosił też hybrydę plug-in. W specyfikacji widnieje 1,5-litrowy turbodoładowany benzyniak o mocy 115 kW, silnik elektryczny 200 kW i akumulator 54,5 kWh, który sam wystarcza na 370 km. Hybryda plug-in z zasięgiem elektrycznym większym niż roczny przebieg połowy polskich diesli w mieście.

Wszystkie trzy warianty korzystają z ogniw Blade, a Da Han ma dostać ich drugą generację, z ładowaniem od 10 do 97 proc. w dziewięć minut. Oczywiście warunkiem wejściowym jest firmowa stacja BYD, a te stoją na razie głównie w Chinach. W Polsce ta liczba jeszcze bardzo, bardzo długo pozostanie ciekawostką. Na dachu wylądował lidar, więc auto ma korzystać z systemów wspomagania jazdy działających także w mieście.

Cena? Jeszcze nie podano. Siostrzany SUV Da Tang wystartował od 239 900 juanów, a kończy na 309 900 (odpowiednio ok. 135 i 175 tys. zł). W Polsce i tak nikt tego nie zobaczy, bo do chińskiej ceny trzeba dopisać cło, VAT i homologację. Poza tym obstawiam, że Da Han zostanie w Chinach, bo Europa kupuje od BYD tanie SUV-y, a nie drogie limuzyny.

Zapowiedź powrotu sedanów?

O europejskiej premierze Da Hana nie ma ani słowa – żadne z dostępnych źródeł jej nie wspomina. W polskim cenniku BYD sedanem pozostaje Seal, auto o niemal pół metra krótsze i bez czterocyfrowych obietnic. Dostajesz za to realny serwis i realną ładowarkę zamiast realnej tęsknoty.

Da Han wchodzi do segmentu, z którego Europa dawno uciekła. Duże sedany u nas w zasadzie wymarły, bo wszyscy chcieli wysokiej pozycji za kierownicą. Chińczycy natomiast postanowili zbudować własną klasę reprezentacyjną. Han L pokazał, że da się mieć czterocyfrową moc, Denza dorzuciła (teoretyczny) zasięg powyżej tysiąca kilometrów, a Da Han próbuje pomieścić jedno i drugie w jednym nadwoziu.

Wyścig na cyferki trwa, również na coraz trudniejszym rynku chińskim. Legendarny umiar Chińczyków? A owszem, bez problemu zmieści się w bagażniku.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.