REKLAMA

Najpiękniejsze auto roku straciło dach. Zamówisz i będziesz czekać latami

Raczej niewielu śmiertelników miało okazję poczuć wiatr we włosach przy 360 km/h. W przypadku nowego Brabusa Bodo Cabriolet taką szansę zyska 77 osób.

Najpiękniejsze auto roku straciło dach. Zamówisz i będziesz czekać latami

Brabus kolejny raz pokazał, że historie o końcu motoryzacji i dużych silników można włożyć między bajki. Premiera 1000-konnego modelu z 5,2-litrowym V12 i z otwieranym dachem w czasach kojarzonych głównie z tanimi SUV-ami z Chin brzmi abstrakcyjnie, ale Bodo Cabriolet udowodnił, że jednak to możliwe. Najwyższy czas poznać tego potwora.

Galeria: 9 zdjęć
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Nowy Brabus Bodo Cabriolet oddali was od fryzjera

W połowie maja Brabus zaprezentował zupełnie nowy model Bodo, czyli mocne coupe 2+2 przypominające Batmobil – albo właśnie odwrotnie – auto filmowego czarnego charakteru. Tym razem pokazał jego jeszcze bardziej wyjątkową wersję, i coś mi mówi, że osoby, które na co dzień żyją w pośpiechu, jeszcze bardziej się z niej ucieszą.

Jeśli to właśnie wy jesteście tymi, którzy podczas wizyty w sklepie bez najmniejszego problemu pomagają uroczym staruszkom sięgać artykuły z najwyższych półek i przez natłok obowiązków nie macie czasu na układanie swojej bujnej fryzury, nowy Brabus Bodo Cabriolet już czeka, by was wyręczyć. Po prostu złóżcie dach, odpalcie ulubiony kawałek i dajcie silnikowi zaczerpnąć świeżego powietrza, a stylowa fryzurka wymodeluje się sama.

Wcześniejszy Brabus Bodo to samochód bazujący na modelu Aston Martin Vanquish. Przy tworzeniu wersji z otwieranym dachem niemiecki tuner naturalnie skorzystał więc z Vanquisha Volante, czyli po prostu wziął jego odmianę bez dachu.

Pod względem możliwości Bodo Cabriolet jest tak samo bezwzględny jak wersja coupe, ale wcale nie zdziwię się, jeśli większość z was dużo szybciej skierowałaby swój wzrok właśnie w stronę odmiany bez dachu, skoro w grę wchodzi możliwość słuchania 12-cylindrowego potwora kryjącego się pod maską.

Przy takiej prędkości na głowie nic nie zostanie

Pod prawą nogą czeka więc na was 1000 KM i 1200 Nm, które są zdolne katapultować Bodo Cabriolet do setki zaledwie w 3 sekundy, a jeśli warunki na to pozwolą, tempo przestanie narastać dopiero, gdy na prędkościomierzu pojawi się 360 km/h. Obawiam się, że przy takiej prędkości na głowie pozostanie już tylko błyszcząca łysina.

Oczywiście w przypadku Brabusa nie samymi osiągami człowiek żyje, bo liczy się też kwestia wizualna. Po spojrzeniu na Bodo Cabriolet raczej nigdy nie powiedzielibyście, że to Aston Martin pozbawiony manier, ale tylko pokazuje, jak wiele serca włożył tuner, by nadać temu projektowi unikatowy charakter, a nie tylko dołożyć kilka dokładek i twierdzić, że robota wykonana.

Wyobraźcie sobie, że całe nadwozie auta jest wykonane z włókna węglowego. Masywny grill wydaje się toporny, ale jednocześnie idealnie pasuje to surowego charakteru auta. Światła mocno kojarzą mi się z Mercedesem-AMG SL, a bok jest gładki i pozbawiony jakichkolwiek elementów, przez co kojarzy mi się z Rolls-Royce’em.

Nie licząc otwieranego dachu, to właśnie z tyłu Bodo Cabriolet najłatwiej zauważayć różnice względem odmiany coupe. Co prawda oba mają aktywny spojler, ale tuż przed nim w kabriolecie znajduje się bardziej gładka powierzchnia pozbawiona charakterystycznego wyprofilowania. Podobają mi się, końcówki układu wydechowego ustawione pionowo, ale świecący napis Brabus jednak nie przystoi.

Galeria: 3 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Niech przemówią cierpliwość i pieniądze

We wnętrzu Brabusa Bodo Cabriolet, tak jak w coupe, zastosowano morze włókna węglowego, które można znaleźć na konsoli centralnej i desce, choć egzemplarz w białej konfiguracji pokazuje, że wcale nie musi go tam być. Prawda jest taka, że pole konfiguracji będzie zapewne tak szerokie, że każdy z właścicieli będzie mógł poszaleć i skonfigurować swój pod swój gust.

Najważniejsze jest jednak to, że ów nabywców wcale nie będzie zbyt wielu. Bodo Cabriolet, podobnie jak coupe, też zostanie wyprodukowany zaledwie w 77 egzemplarzach, a sama liczba nawiązuje do roku założenia marki przez Bodo Buschmanna i Klausa Brackmanna. W przypadku premiery wersji zamkniętej tuner mówił, że rocznie będzie produkować 10–15 sztuk, więc niektórym przyjdzie czekać na swoje auto aż 5 lat.

Zakładam, że podobny scenariusz może dotyczyć kabrio, ale skoro mowa o aucie kosztującym 1 077 000 euro, czyli jakieś 4 640 000 zł, przyszli właściciele raczej mają po kilka innych wyjątkowych samochodów w garażach, więc raczej przeżyją konieczność poczekania na swoją kolej.

Więcej o dziełach Brabusa przeczytasz tutaj:

Damian Lewandowski
Redaktor

Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.