Chińskie auta nagrały żołnierzy i kody dostępu. W armii luz
Kilku norweskich żołnierzy przeklikało menu wynajętego auta i znalazło w nim nagrania: własne twarze, trasy patroli i kody, które wstukiwali przy wojskowych bramach. Pojazd pochodził z Chin. Armia nie zamierza go jednak banować.

We wrześniu Heimevernet, czyli norweska Obrona Terytorialna, ćwiczyła obronę lotniska Oslo-Gardermoen na wypadek wojny. Manewry zgromadziły około 5000 żołnierzy. Część z nich poruszała się wynajętymi autami, a wśród nich były co najmniej dwa elektryczne Deepale chińskiego koncernu Changan. Informacji o konkretnym modelu nie podano.
Sprawę wyciągnął na światło dzienne dziennik „Dagens Næringsliv”, a następnie potwierdził ją porucznik Fredrik Blanck. Nagrania znaleźli żołnierze, którzy w wolnej chwili zaczęli klikać po menu samochodu.
W pamięci pojazdów natrafili na wideo pokazujące, kto wsiada, kto wysiada, dokąd jadą, kogo zabierają po drodze i jak długo stoją w poszczególnych miejscach. Kamery złapały też kody wstukiwane przy bramach. Historię potwierdziły dziennikowi dwie anonimowe osoby.

Samochód zapamiętał dokładnie to, co obcy wywiad chciałby wiedzieć o funkcjonowaniu jednostki wojskowej. Nie wiadomo jednak, czy nagrania opuściły pojazdy.
Piechotą chodzić nie będziemy
To jeszcze nie wszystko. Oddziałowi brakowało samochodów, więc tymi samymi autami żołnierze jeździli do końca ćwiczeń, również po terenie jednostki. Nagrania co prawda usunięto z samochodów, ale dopiero po zakończeniu manewrów. Nie wiadomo, czy ich kopie zachowały się gdzie indziej.
„Nie mamy żadnej kontroli nad tym, gdzie to ląduje” – stwierdził z rozbrajającą szczerością Blanck, który obawia się też mikrofonów i rozmów prowadzonych przez Bluetooth.
Auta wynajęto od Hertz Norge, którego norweskim operatorem jest First Rent A Car Norway. Spółka należy do Volvo Cars, a łańcuch właścicielski prowadzi dalej do chińskiego Geely. To główny dostawca w umowie ramowej wojska na wynajem aut obowiązującej w latach 2024-2028.
Volvo Cars odpiera zarzuty i zapewnia, że bez podstawy prawnej żadne dane do Geely nie trafią. Całości nie służy fakt, że założyciel Geely zasiada w Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej, organie doradczym powiązanym z chińską partią.

Wisienką na torcie jest reakcja norweskiego wojska, które mimo takiego znaleziska nie planuje żadnego zakazu. Twierdzi, że wykluczanie aut z konkretnych krajów dałoby ograniczoną korzyść wobec praktycznych kłopotów dla samej armii, pracowników i dostawców.
Agencja uzbrojenia nie chce nawet zdradzić, jakie wymogi wobec GPS-u, kamer i przesyłania danych zawiera kontrakt, bo to informacja poufna. O poufność tajnych danych osobowych i dostępowych troszczą się jakby mniej. Elegancko.
Może by tak zacząć wyciągać wnioski?
Dla Norwegów to zresztą nie pierwszy taki sygnał ostrzegawczy. Rok temu po mediach rozeszła się wiadomość, że stołeczne elektryczne autobusy Yutong da się zdalnie unieruchomić z Chin, bo producent miał do nich dostęp przez wbudowaną kartę SIM. Porównywalny holenderski autobus takich urządzeń nie miał.
Według doniesień z 2025 roku po Norwegii jeździło około 850 pojazdów tej marki. Wtedy też skończyło się na obietnicy, że przy kolejnych przetargach kryteria będą ostrzejsze.
Dyrektor branżowej organizacji przewoźników dorzucił do tego jeszcze czarniejszy scenariusz: w razie kryzysu ktoś z zewnątrz mógłby zdalnie unieruchomić osobówki tak, by zablokowały drogi ewakuacyjne i węzły ruchu. A w takiej sytuacji nagrywanie żołnierzy byłoby najmniejszym zmartwieniem.

Wszyscy obserwują, wszyscy podsłuchują
Oczywista oczywistość dzisiejszych czasów brzmi: dane zbiera dziś każde nowe auto, chińskie czy nie. Izraelska armia już rok temu odebrała oficerom chińskie Chery, a mapę baz wojskowych świat narysował sobie kiedyś z publicznych tras biegowych w Stravie. Różnica jest tu jednak istotna, bo chińskie prawo nakazuje firmom oddawać dane służbom na żądanie.
My poszliśmy odwrotną drogą. W lutym szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła wydał rozkaz zakazujący chińskim autom wjazdu na chronione obiekty wojskowe. Wcześniej spod 1. Warszawskiej Brygady Pancernej zawrócono Teslę, a MON potwierdził zainteresowanie Służby Kontrwywiadu Wojskowego zagrożeniami związanymi z nowoczesnymi pojazdami. Pekin twierdzi, że to nadużywanie pojęcia bezpieczeństwa narodowego.
Norwegia złapała wynajmowane samochody na filmowaniu żołnierzy i wzruszyła ramionami. Polska – wbrew znanemu powiedzeniu o szkodzie – niczego takiego jeszcze nie namierzyła, a bramy i tak zatrzasnęła na głucho, na wszelki wypadek. Dwa podejścia, jeden problem: samochód, który widzi i słyszy więcej, niż może się wydawać kierowcy, w określonych sytuacjach może narobić sporego ambarasu.
Obyśmy nigdy nie musieli się o tym przekonać.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.