Taka Vespa trafia się raz na 80 lat. Szykuj 50 tys. zł
Skuter, który po wojnie miał wozić zubożałych Włochów do pracy, właśnie skończył 80 lat. Z tej okazji Vespa wypuszcza jubileuszowy model w komplecie z kaskiem i albumem na półkę.

Jest taki moment w życiu każdej legendy, kiedy przestaje jeździć, a zaczyna stać na półce. Vespa właśnie do niego dotarła – z okazji osiemdziesiątych urodzin marka pokazała w Rzymie model o nazwie Edizione Ottantesimo.
Limitowany do 1946 sztuk, w ramach mniej lub bardziej dyskretnego nawiązania do roku narodzin marki. Numerowana plakietka pod siodłem, kask w komplecie i album od luksusowej oficyny Assouline. Wszystko pięknie, tylko że pod tym całym ceremoniałem siedzi „zwykła” GTS 310.
Nawiązanie do historii, z której niewiele zostało
W 1946 roku w kraju, który dopiero co wyszedł z wojny w opłakanym stanie, Corradino D’Ascanio narysował tani, prosty pojazd dla ludzi, których nie było stać na samochód. To miał być transport dla mas, demokratyczny środek lokomocji, którym Włosi dojadą do roboty. Symbol wolności w najbardziej przyziemnym sensie: płacisz niewiele, dostajesz niewiele, ale wsiadasz i jedziesz.
Osiemdziesiąt lat później ten sam producent sprzedaje „kolekcjonerski od pierwszego dnia” pojazd, którym z założenia nie będziecie jeździć, bo szkoda. W Europie cennik startuje od 12 000 euro, czyli mniej więcej 51 000 złotych.
Dla porównania zwykła Vespa GTS 310 kosztuje w polskim salonie jakieś 30 000 złotych. Innymi słowy: za rocznicową naklejkę, zielone akcenty, felgi i kask dopłacacie ok. 20 000 złotych. Równowartość sensownego używanego fiata albo czterech alf romeo.

Bo trzeba to powiedzieć wprost: technicznie Ottantesimo to po prostu GTS w gustownym, odświętnym ubraniu. Pod spodem siedzi ten sam jednocylindrowy silnik 310 o mocy 25 KM, który Vespa reklamuje jako najmocniejszy w swojej historii. I nie jest to absolutnie zły pakiet, bo ten mały skuterek przecina miejską tkankę sprawniej niż serialowy Dexter oporządzał swoje ofiary.
Zła jest za to cena za edycję jubileuszową i to, co za nią dostajemy. Ten sam motor, te same diody LED, ten sam pięciocalowy ekran, ta sama łączność z telefonem, ten sam bezkluczykowy zapłon.
Cała rewolucja rozgrywa się na poziomie lakieru o wdzięcznej nazwie „surowa stal”, felg, zielonego siodła i wielkiej liczby „80” wymalowanej na boku.
Sztuka sprzedawania dziedzictwa
Tu zaczyna się swoista alchemia, czyli zamiana metalu w emocje. Numerowana plakietka ma ci przypominać, że jesteś jednym z wybranych. Felgi nawiązują do tych z Vespy 98 z 1946 roku, zero z „80” ma kształt nakrętki, co ma podkreślać rzemiosło.
Do tego kask homologowany pod konkretne rynki i album na półkę albo ławę, żeby gość, który wejdzie do salonu, od razu zrozumiał: tu nie chodzi o jeżdżenie, tu chodzi o posiadanie.
Najlepsze jest to, że marka nawet się z tym nie kryje. Do USA trafi raptem 25 egzemplarzy (przynajmniej na pierwszy rzut), a reszta świata będzie się dzielić tym, co zostanie. Czyli pewnie po kilka na kraj.
Nasuwa mi się więc pytanie: czy ktokolwiek założy ten przepiękny kask na głowę, zabierze tę ślicznotkę na ulicę i zaryzykuje porysowaniem lakieru albo felg o pierwszy lepszy krawężnik? Czy raczej postawi go w salonie, obok regału z albumem? Stawiam na salon.
Egalitaryzm kontra elitarność
Zaporą jest nie tylko cena. Ottantesimo, tak jak GTS, ma 300 z hakiem centymetrów pojemności, więc nie jest to skuter dla każdego posiadacza prawa jazdy kategorii B. Żeby legalnie nim ruszyć, konieczna jest kategoria A2 albo A. Innymi słowy: marka, która zbudowała mit na dostępności dla wszystkich, świętuje osiemdziesiątkę pojazdem, którym większość kierowców skuterów nie pojeździ bez dodatkowego kursu.

Więc jeśli komuś naprawdę zależy na osie do miasta, to w salonie czeka cała gama zwykłych Vesp za ułamek tej kwoty, którymi rzeczywiście da się przyjemnie, a przy tym niemal równie stylowo jeździć na co dzień.
Takie mamy czasy. Potrafimy wziąć najbardziej egalitarny pojazd XX wieku, ten od dojeżdżania do pracy za grosze, i po osiemdziesięciu latach sprzedać jego podobiznę elitom jako dobro luksusowe. Rocznica przestała być okazją do świętowania, a stała się okazją do dopłaty.
1946 osób na świecie zapłaci równowartość pięćdziesięciu tysięcy złotych za prawo do zdania „mam jedną z 1946”, za rolki, fotki i relacje. Zamiast po prostu wsiąść i pojechać.
D’Ascanio rysował maszynę na ciężkie czasy dla mas, których nie było stać na nic więcej. Dziś jego dzieło ma trafiać do wąziutkiego grona i ładnie wyglądać przy kominku.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.