REKLAMA

Tesla Roadster lata i kręci bączki. Szopka przykrywa sprawy niewygodne

Dziewięć lat czekania, jedna noc w Teksasie i cała lista rozwiązań, których nie da się użyć zgodnie z prawem na publicznej drodze. Zapytany o legalność Elon Musk odpowiedział: „to zależy”. Tak mówi się wszystko, nie mówiąc nic.

Tesla Roadster lata i kręci bączki. Szopka przykrywa sprawy niewygodne
REKLAMA

Pokaz był spektakularny, to trzeba przyznać. Na teksańskim poligonie SpaceX Roadster wjechał do góry nogami po pionowej rampie, oderwał się od niej, obrócił w powietrzu i wylądował. Potem przeskoczył nad całą gamą Tesli, z Semi włącznie. Red. Grabowski nazwał to najbardziej zwariowaną prezentacją samochodu w historii i trudno mu zarzucić przesadę. Co innego sama Tesla, bo oni przesadzić wręcz musieli.

REKLAMA

Rzeczy, które zostaną w Teksasie

Po pierwsze latanie. Skoki, obroty i zawisanie ma mieć wyłącznie odmiana Rocket: jednomiejscowa, sprzedawana na zaproszenia i na stronie samej Tesli opisana jako niedopuszczona do ruchu po drogach publicznych. Producent zdążył więc wykluczyć największy atut z teksańskiego przedstawienia, zanim ktokolwiek zdążył zapytać o homologację.

Tesla Roadster

Po drugie legalność. Musk najpierw rzucił ze sceny, że to będzie prawdziwy samochód jeżdżący po drogach, a chwilę później sam się z tego wycofał, dodając, że nie jest pewien, czy auto jest legalne we wszystkich jurysdykcjach. Gdy ktoś z widowni dopytał wprost, padło zdanie, które obiegło już cały internet: „To będzie samochód, który ktoś będzie mógł mieć”. Mieć.

REKLAMA

Po trzecie wentylator. Tesla mówi o docisku rzędu 2G i dodaje, że wentylatory utrzymują auto do góry nogami, nawet nieruchomo. Na torze to broń absolutna. Na drodze publicznej to odkurzacz przemysłowy sunący tuż nad asfaltem. A asfalt w przez mniej więcej pół roku bywa pokryty żwirem, liśćmi, błotem, piachem i solą. Sam Musk chwalił się, że ten wentylator „zassałby chrom z haka holowniczego”. No właśnie.

Po czwarte przyspieszenie. Deklarowane 0,59 s do 60 mil na godzinę dotyczy znowu wersji Rocket, czyli tej jednomiejscowej i niedopuszczonej do ruchu. Wersja Performance ma poniżej 1,6 s i to już jest liczba z tego świata, chociaż nadal brzmi nieprawdopodobnie. Pozostałe sam Musk opatrzył zastrzeżeniem, że produkcyjne auto pojedzie szybciej tylko wtedy, gdy nie odklei kierowcy siatkówki. Jak dla mnie, to komuś coś się tu już odkleiło i nie była to siatkówka.

REKLAMA

Po piąte zbiorniki. Mate Rimac rozebrał ten pomysł na części pierwsze ponad dwa lata temu, zanim ktokolwiek zobaczył gotowy samochód: powietrze schodzi w dwie, trzy sekundy, a potem wozi się butle, sprężarkę, zawory i dysze jako zwykły balast. I to konkretny. Szef firmy, która zbudowała Neverę, raczej wie, o czym mówi.

Po szóste kierowca. Bo na pokazie go nie było. Oba numery wykonał samochód sterujący sam sobą. Sam Musk stwierdził, że chodziło o to, żeby nikogo nie zabić. Nie powiem, żeby brzmiało to szczególnie zachęcająco. Jednocześnie Roadster ma być docelowo ostatnią Teslą prowadzoną ręcznie. Oba te zdania padły tego samego wieczoru, w odstępie kilku minut.

REKLAMA

Po siódme gwarancja. Bo nie trzeba chyba specjalnie tłumaczyć, że numery, które podbiły nagłówki, są dostępne w wersjach limitowanych albo na zaproszenie, nie mają dopuszczenia do ruchu i prawdopodobnie unieważnią gwarancję. Na dodatek wątpię, żeby znalazł się ubezpieczyciel chętny do pokrycia jazdy po pionowych ścianach i latania, nawet jeśli tylko w kilkumetrowych skokach.

To musiała być szopka

Tym razem pokaz slajdów już by nie wystarczył. Na Roadstera czekaliśmy blisko dekadę. Jeszcze we wrześniu odliczaliśmy razem ze stroną Tesli, a w marcu pisaliśmy, że premiera wypadnie w kwietniu. Po dziewięciu latach takiej przejażdżki tabelka z osiągami wyświetlona na ekranie zostałaby wyśmiana w kwadrans.

REKLAMA

Szopka ma też tę zaletę, że wzorem ulicznych magików odciąga uwagę od rzeczy niewygodnych. Ceny nie podano. Terminu także nie, poza rzuconym ze sceny „2028, naprawdę”. O pojemności akumulatora, zasięgu i mocy ładowania nie padło ani słowo. Deklarowany zasięg spadł przy okazji z 620 do ponad 300 mil, a liczba miejsc z czterech do dwóch.

Rezerwacja Performance kosztuje 212 000 zł, a Thrust 1 022 000 zł. Cała reszta to domysły, bo nikt nie wie, ile trzeba będzie dopłacić. Nie wiadomo też, co z tymi, którzy zapisywali się prawie dekadę temu na zupełnie innego Roadstera – czteromiejscowego, wyglądającego zupełnie inaczej i skoncentrowanego na jeździe, a nie na podbijaniu przestworzy.

REKLAMA

To nie była prezentacja dla nas

Pokaz rodem z Hollywood ma jeszcze jedną przewagę nad choćby najlepszą premierą motoryzacyjną świata: dociera do ludzi, których samochody nie obchodzą. Film z autem robiącym fikołka nad ciężarówką obejrzy ktoś, kto nie odróżnia Caymana od Cayenne, a często poda go dalej. Tabelka z momentem obrotowym trafia wyłącznie do zainteresowanych.

A entuzjasta akurat wyszedł z tego wieczoru z pustymi rękami. Zapytałby o masę, moc, rozkład mas i zachowanie auta na trzecim kółku na torze. Nie dostałby żadnej z tych odpowiedzi, bo Tesla ich nie podała. Zostaje mu fikołek, bo fikołka można obejrzeć na telefonie za darmo.

REKLAMA

Elon Musk zbudował pojazd dla siebie i dla ludzi takich jak on: dla tych, których zaprosi, których stać i którzy nie będą pytać o homologację, bo pojeżdżą sobie po własnej ziemi. I zrobił dokładnie taką prezentację, jaką sam chciałby obejrzeć.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA