Już za miesiąc mamy zobaczyć produkcyjną wersję Tesli Roadster. Problem: nikogo już nie obchodzi ten żart. Dzięki Chińczykom przestał być śmieszny.

W marcu tego roku Elon Musk zapowiedział, że nową Teslę Roadster zobaczymy już za miesiąc. Pech, nie udało się. Kilka dni temu usłyszeliśmy nową zapowiedź: Tesla Roadster ma być już za miesiąc. Uhm.
Nie chodzi nawet o to, że jesteśmy już zmęczeni ciągłymi obietnicami, bo u Elona mamy to w standardzie. Ten samochód już nikogo nie obchodzi. Musiałby mieć śmigło, wysuwane skrzydła i klaskać uszami, żeby przebić obecną rynkową ofertę.
Roadster, czyli powrót do korzeni
Tesla Model S jest modelem, który zapewnił Tesli popularność. Jest też autem, dzięki któremu ludzie zaczęli interesować się elektromobilnością. Ale pierwsza była Tesla Roadster, która wyprodukowana w niewielkiej liczbie egzemplarzy, zapewniła marce względnie zauważalny start.
Nie bardzo wiem, od kiedy Elon Musk zaczął mówić, że zrobi nowy wariant Roadstera. Auto kompletnie nie miało sensu, gdy powstawało, a z jego zapowiedzi wynika, że druga edycja będzie miała go jeszcze mniej. Jest to głównie narzędzie reklamowe. Nikomu może by to nie przeszkadzało, ale na Teslę Roadster jest już trochę za późno. Teraz czas dziwnych samochodów należy do marek chińskich, a nie do Tesli. Może dlatego czekamy na to auto już tyle, że ten żart przestał być śmieszny.
Dycha to minimum
10 lat to jest minimum, Elon Musk na pewno zaczął mówić o powrocie tego modelu znacznie wcześniej. Niektóre źródła mówią już o roku 2011. Pierwsze godne zapamiętania deklaracje pochodzą z 2014 roku. Trudno było się z nimi zżyć emocjonalnie, ale w 2017 roku nagle pokazano skorupę nowego Roadstera przy okazji pokazywania Tesli Semi.
Padały wtedy deklarację o zejściu z przyspieszeniem do 100 km/h w czasie poniżej 2 s. Najciekawsze były te cukiereczki, które Elon dorzucał, opisując niewiarygodne cechy tego pojazdu. 10 silników rakietowych, coś nazywanego pakietem SpaceX, czyli technologie pochodzące z innej firmy Muska - to cechy nowego Roadstera, które zapadały w pamięć.
Data premiery tego auta była przekładana praktycznie co roku. Właściwie to, co roku obiecywano, że będzie w kolejnym roku. W 2023 roku padła obietnica na spotkaniu dla inwestorów. Wynikało z niej, że jeszcze w tym roku dokona się premiera, a w roku następnym rozpocznie się produkcja. Niespodzianka, nie zaczęła się.
2024 roku też już miał być rokiem konkretów, w 2025 roku ludzie już mieli dostawać te samochody. Nie zapominajmy, że już kilka lat temu Elon przyjmował zaliczki na to auto i nie były one małej wartości. To był tryb obietnic i trochę to wszystko zaczynało przypominać piramidę finansową.
Ludzka wiara zaczęła trochę przygasać, dlatego w końcu Elon zaczął obiecywać przyspieszenie do setki na poziomie 1 sekundy. I tu pojawia się problem, wszystko to już było. Auto Elona musi schodzić poniżej 1 sekundy i trafić do produkcji seryjnej. Inaczej wszystko na nic.
Takie auto już jest
Tesla Roadster nie będzie, jeśli w ogóle w końcu powstanie, jedynym autem na świecie, które przyspiesza do setki w czasie poniżej 1 s. Studenci z Zurichu już zrobili taki bolid i został on wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Tesla Roadster ma tylko szansę na bycie pierwszym seryjnie produkowanym samochodem z takim przyspieszeniem. Niespecjalnie zanosi się na to, że w ogóle o tej 1 sekundzie marzy.
Drobny kłopot jest taki, że faktycznie trzeba olśniewającym przyspieszeniem dysponować. Tuż po premierze pierwsze wypuszczane egzemplarze będą miały słabsze czasy, na poziomie 2 s. Dopiero następne wypusty, pewnie nazywane edycjami specjalnymi (te z pakietem z kosmosu), miałyby pełne zapowiadane kiedyś osiągi. O takiej możliwości donosił kiedyś sam Elon Musk i czas powyżej 2 s promowany jest na stronie Tesli.
Jeśli Tesla Roadster ma nie zostać wyłącznie żartem o nadchodzącej premierze, musi się czymś popisać. W końcu ma być też najlepszym autem prowadzonym przez człowieka. W popisywaniu się nie jest jedyna, a 2 sekundy do setki niespecjalnie komuś jeszcze imponują. Nie Chińczykom.
Chińczycy też potrafią w promocję
Ostatnia ofensywa chińskich samochodów przyniosła poważną konkurencję dla pomysłu na ultra szybki elektryczny samochód. Początkowo zapowiadane kosmiczne przyspieszenie Tesli Roadster, zostało już dawno osiągnięte i to bez rakietowych silników.
Świat emocjonował się osiągami Xiaomi SU7 Ultra, z przyspieszeniem na poziomie 2 s i biciem rekordów na niemieckich legendarnych pętlach. Nie ustępuje mu auto od BYD, czyli Yangwang U9 w wersji Xtreme, które w dodatku promowane jest filmami, na których widać jak skacze nad dziurami w drodze. Takie auto pokazał ostatnio nawet Mercedes (Mercedes-AMG GT 4-Door Coupe).
Chińczycy już zrobili ultra szybkie elektryczne samochody i nie korzystali przy tym z pakietu SpaceX. Elon Musk przeciągnął swój dowcip o rozpoczynaniu produkcji Tesli Roadster. To auto już jest nieistotne, świat już dostał to, co Elon obiecywał.



















