REKLAMA

Te auta opuściły swój klub. Im prezes wybaczy

Odejścia z klubów ostatnio są bardzo nośnym tematem. Warto przypomnieć samochody, które także zmieniły swoje barwy - a gagatków wywracających swoje idee do góry nogami nie brakuje.

Te auta opuściły swój klub. Im prezes wybaczy

Polska polityka w ostatnim czasie żyje tematem odejścia pewnej grupy polityków, z łona ich macierzystej partii. Z miejsca zaczęto nazywać ich wręcz zdrajcami. Jednak w świecie motoryzacji też można znaleźć przypadki, kiedy modele samochodów zaczęły opuszczać swoje macierzyste kluby.

Tylny napęd jest już passe

Przez dekady tylny napęd uchodził za podstawowy układ, jaki samochód mógł posiadać. Z czasem jednak, w niższych segmentach został on całkowicie wyparty przez przedni napęd.

Ale w 2004 r. BMW zadziwiło wszystkich, wchodząc do segmentu aut kompaktowych, ze swoją serią 1 E81/E87. Był to hatchback o napędzie tylnym - fakt, który nie dziwi w BMW, ale w segmencie C był w tym czasie ewenementem.

BMW Serii 1 (E81)

Układ RWD przetrwał jeszcze w drugiej generacji (F20), ale w trzeciej (F40) zbudowano model o bardziej typowym układzie z napędem na przód. Wywołało to burzliwe dyskusje w gronie miłośników monachijskiej marki, którzy uznawali że BMW rozmienia się na drobne, zrywając ze swoim charakterystycznym elementem na rzecz - jak niektórzy uważali - ludzi którym nie zależy na wrażeniach z jazdy BMW.

BMW Serii 1 (F40)

Cylindrów jest czasem po prostu za dużo

W temacie niemieckiego premium, można powiedzieć o jeszcze jednej zmianie klubu, która nie przypadła fanom do gustu. Gdy Mercedes-Benz pokazał swojego C63 AMG, opinii publicznej zaimponowało jego 6,2-litrowe V8. Rozwijał on 457 KM, co pozwalało na osiągnięcie 100 km/h w czasie poniżej 4 s.

Mercedes-Benz C63 AMG (W204)

Ale Mercecdes stwierdził, że to nie dobrze mieć tak duży silnik. Najpierw w generacji W205 pojawił się mniejszy silnik o pojemności 4,0 l. Ale W206 przyniosło już wizerunkowy skandal - była to bowiem hybryda typu plug-in z silnikiem benzynowym o tylko czterech cylindrach i pojemności zaledwie dwóch litrów - po latach v-ósemek brzmiało to jak żart.

Mercedes-AMG C63 S E Performance

Ale Mercedes mówił całkowicie poważnie. Na szczęście w Stuttgarcie się zreflektowali i zamierzają wprowadzić silnik 6-cylindrowy.

Tak jak i napędzanych osi

Przed laty Opel Frontera był całkiem poważną terenówką. Miała ramę, pod maską nawet V6 i co najważniejsze - napęd na cztery koła.

napęd 4x4 rodzaje
Opel Frontera A Sport

Ale Opel stwierdził, że było-minęło, ale teraz idzie nowe. Więc przetworzył nazwę Frontera, nadając ją najzwyklejszemu w świecie kompaktowemu crossoverowi, spokrewnionemu z Grande Pandą. I jasne, to nawet nie jest zły samochód - ale nie można mu odmówić zdrady wymierającego klubu samochodów z napędem na cztery koła.

Opel Frontera

SUV jest przecież fajniejszy od coupe

Japonia też ma swoje za uszami. Fani motoryzacji wychowani w I dekadzie XXI w. na pewno kojarzą Mitsubishi Eclipse - zgrabne, świetnie jeżdżące coupe, które został jedną z gwiazd serii gier "Need For Speed", czy serii filmów "Szybcy i Wściekli". Choć auto pozostawało w produkcji dłużej niż dekadę - a dokładniej przez 23 lata, powstając w liczbie 900 tys. egzemplarzy 4 generacji. Co tu dużo mówić - fajne auto, będące jednym z "marzeń, pozostających w bliskim zasięgu".

Mitsubishi Eclipse (IV generacja)

Ale znów wchodzimy w temat zdrady - tym razem zdrady klubu coupe. Mitsubishi postanowiło zrobić model o nazwie Eclipse Cross - tak, wiem, ile można o tym gadać, ale za rozmienienie na drobne tak szlachetnej nazwy, Mitsubishi należy się jakaś antynagroda.

Mitsubishi Eclipse Cross

Zdrada ludu pracującego

Włosi też mają swoje za uszami. Oni mają na koncie prawdziwą zdradę ludu pracującego, choć nieco rozłożoną w czasie.

 class="wp-image-700851"
Fiat 500 (1957)

Kiedy w 1957 r. Fiat chciał zaserwować podnoszącym się po wojnie Włochom samochód na każdą kieszeń, stworzył Fiata 500 nazywanego Nuova. Jego umieszczony z tyłu silniczek generował wgniatające w fotel 13,5 KM, a pierwsze odmiany były tak słabo wyposażone, że zyskały przydomek "Povera" ("biedna"). Ale za to auto mógł kupić każdy włoski robotnik, a części do niego sprzedawano nawet w kioskach.

Fiat 500e

50 lat później po oryginale pojawił się nowy Fiat 500. Bardzo przyjemne autko o uroczej mordce, które jednak zerwało z archetypem auta dla ludu. Tu mówimy o lifestyle'owej zabawce do jazdy po mieście, którą kupi kobieta, dobierając kolor nadwozia do swoich ulubionych butów. Przede wszystkim wzrosła jego cena, która znacznie przewyższała choćby równolegle produkowaną, przestronniejszą Pandę. A o tym co odwala Fiat z cenami obecnego elektrycznego 500e, to już nawet szkoda gadać.

Więcej motoryzacyjnych historii znajdziesz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.