Wątpili w hybrydowe Toyoty. Dziś wypada przeprosić

Samochody hybrydowe są oczywistym wyborem dla wielu kierowców, ale początki tych aut nie były łatwe. Gdy Toyota wprowadzała Priusa, rynek patrzył na tę technologię z dystansem. Teraz jest symbolem tego, że elektryfikacja jest możliwa bez zmiany codziennych nawyków.

Wątpili w hybrydowe Toyoty. Dziś wypada przeprosić

Jeszcze kilkanaście lat temu rozmowa o samochodzie hybrydowym często kończyła się wzruszeniem ramion. Dla wielu kierowców była to technologia egzotyczna, droga i niezrozumiała. Pojawiały się pytania o trwałość akumulatorów, koszty serwisowania czy w ogóle o sens łączenia silnika spalinowego z elektrycznym.

Nie brakowało też opinii, że to rozwiązanie przejściowe, które nigdy nie zdobędzie większej popularności. Teraz hybrydowa Toyota to niezwykle poszukiwany towar - historia pokazała, że te wątpliwości były nieuzasadnione.

Niezwykła popularność samochodów hybrydowych

Stało się coś, co wielu osobom i producentom trudno było przewidzieć. Samochody hybrydowe są jednym z najważniejszych elementów rynku nowych samochodów, a każda marka chce mieć auta z takim napędem w ofercie. Gdy pojawia się nowy model, klienci czekają, czy i kiedy pojawi się wariant z napędem hybrydowym. Ale to Toyota jest marką, która najmocniej kojarzy się z tym napędem.

Nie stało się to za sprawą jednej spektakularnej kampanii marketingowej czy chwilowej mody. To efekt konsekwentnie realizowanej strategii rozwijanej przez dziesięciolecia. W 1997 r. zadebiutowała Toyota Prius i wtedy wszystko zaczęło się zmieniać.

Prius był motoryzacyjną ciekawostką

Pod koniec lat 90. świat motoryzacji wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Rosły moce silników, producenci prześcigali się w osiągach, a kwestie efektywności paliwowej rzadko trafiały na pierwsze strony katalogów. Elektryfikacja nie była jeszcze pojęciem, które odmieniano na wszystkie sposoby.

W takim otoczeniu Toyota pokazała model, który wydawał się przybyszem z przyszłości. Pierwsza generacja Priusa nie przypominała tradycyjnych samochodów ani pod względem konstrukcji, ani filozofii działania. Priusa wyróżniało wszystko, od oryginalnego wyglądu, aż po układ napędowy.

Auto wykorzystywało współpracę silnika benzynowego i elektrycznego, automatycznie przełączając się między źródłami napędu oraz odzyskując energię podczas hamowania. Dla wielu osób takie podejście do napędzania kół było niezrozumiałe i nie dostrzegało jeszcze korzyści płynących z takiego rozwiązania.

Pytania pojawiały się wszędzie. Jak długo wytrzyma bateria? Czy taki samochód będzie niezawodny? Co stanie się po kilku latach eksploatacji? Czy naprawy nie okażą się bardzo kosztowne?

Blisko 30 lat rozwoju technologii hybrydowych odpowiedziało z nawiązką na te wszystkie pytania. Kolejne generacje układu hybrydowego i miliony przejechanych kilometrów nie zostawiły wątpliwości co do słuszności obranej przez Toyotę drogi rozwoju napędów niskoemisyjnych.

Konsekwencja zamiast rewolucji

W historii motoryzacji można znaleźć wiele technologii, które pojawiły się z wielkim rozmachem, by po kilku latach zniknąć z rynku. Hybrydy Toyoty przeszły zupełnie inną drogę.

W 2013 r. sprzedaż Toyoty Prius przebiła 3 mln egzemplarzy, a w 2020 r. Toyota przekroczyła próg 15 mln sprzedanych samochodów hybrydowych. W ciągu 29 lat produkcji marka sprzedała 31 mln aut hybrydowych, a gama jej zelektryfikowanych aut liczy 100 modeli.

  • Sprzedano 2,3 mln egzemplarzy Toyoty Camry - najpopularniejszej hybrydowej limuzyny tej marki
  • Yaris stał się najczęściej wybieranym hybrydowym autem miejskim (1,8 mln egz.),
  • Toyota C-HR to crossover, którego w Polsce nikomu nie trzeba przedstawiać - jego sprzedaż oscyluje na poziomie 1,4 mln aut,
  • Yaris Cross został sprzedany w liczbie 1,3 mln egz., a jest obecny na rynku od niespełna 5 lat.

Kolejne modele trafiają do serc i portfeli kierowców, dla których dodanie silnika elektrycznego do spalinowego przebiegało bez negatywnych skutków.

Kierowcy nie zmieniali przyzwyczajeń

Japoński producent konsekwentnie udoskonalał swoje rozwiązanie. Każda kolejna generacja układu hybrydowego stawała się lżejsza, bardziej wydajna i bardziej dopracowana. Zmniejszało się zużycie paliwa, poprawiała kultura pracy, rosła sprawność całego układu.

Kierowcy nie musieli uczyć się nowych zachowań. Samochód tankowało się na zwykłej stacji paliw. Nie trzeba było szukać ładowarki, planować postojów ani zmieniać przyzwyczajeń związanych z codzienną eksploatacją.

Jednocześnie cały czas malała emisja z rury wydechowej, dzięki zwiększaniu udziału energii elektrycznej w trakcie jazdy. Prąd wchodził do motoryzacji trochę niezauważalnie i płynnie.

To właśnie ta prostota okazała się jednym z największych atutów technologii hybrydowej. Kierowca otrzymywał część korzyści związanych z elektryfikacją bez konieczności reorganizowania swojego życia wokół samochodu.

Dla wielu użytkowników był to idealny kompromis między nowoczesnością a wygodą.

Najlepszą reklamą okazała się trwałość

W motoryzacji reputację buduje się latami. Szczególnie wtedy, gdy mowa o nowych technologiach. Toyota bardzo szybko odkryła, że największym ambasadorem hybryd nie będą reklamy, lecz sami użytkownicy.

Wraz z upływem czasu na rynku zaczęły pojawiać się egzemplarze Priusa z przebiegami liczonymi nie w setkach tysięcy, lecz w milionach kilometrów. Kierowcy flotowi i użytkownicy pokonujący duże dystanse zaczęli dostrzegać, że hybryda nie jest eksperymentem, tylko trwałym narzędziem codziennej pracy.

Opinie o niezawodności hybryd Toyoty nie dotyczyły wyłącznie samego silnika spalinowego, tylko całego układu napędowego, w tym elementów elektrycznych i baterii, które początkowo budziły największe obawy.

Doświadczenia milionów użytkowników sprawiły, że hybryda przestała być postrzegana jako ryzykowny wybór.

Rynek wtórny również zagłosował za hybrydami

O sukcesie samochodu świadczy nie tylko sprzedaż nowych egzemplarzy. Równie ważne jest to, jak pojazd radzi sobie po kilku latach eksploatacji. Hybrydowe auta Toyoty utrzymują wysoką wartość rezydualną i są poszukiwane na rynku wtórnym.

Kupujący na rynku wtórnym szybko zauważyli, że mają do czynienia z samochodami, które słyną nie przysparzają im dodatkowych kosztów, są trwałe i pozwalają ograniczyć zużycie paliwa.

Zainteresowanie Toyotami z rynku wtórnego pomaga napędzać sprzedaż aut nowych. Klienci kupujący nowe samochody wiedzieli, że po kilku latach stosunkowo łatwo znajdą nabywcę. Nie napotykają problemów z odsprzedażą.

Od entuzjastów do flot

Na początku drogi hybrydy mogły być wybierane przez osoby zainteresowane nowymi technologiami lub ekologiczną jazdą. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Auta hybrydowe to przedmiot zainteresowania masowych użytkowników i flot.

Z napędu hybrydowego korzystają rodziny, przedsiębiorcy, przedstawiciele handlowi, firmy oraz duże floty samochodowe. Każda z tych grup dostrzega w tych autach podobny zestaw korzyści, różni je tylko skala.

W trakcie zakupów flotowych decyzje podejmuje się przede wszystkim na podstawie kosztów i przewidywalności eksploatacji. Jeśli nabywcy flotowi wybierają określoną technologię, zwykle oznacza to, że sprawdziła się w praktyce.

Hybrydy Toyoty przeszły ten test. Zyskały uznanie nie dlatego, że były modne, lecz dlatego, że okazały się użyteczne.

Technologia, która wyprzedziła swój czas

Patrząc z perspektywy dzisiejszego rynku, łatwo zapomnieć, jak odważnym krokiem było wprowadzenie pierwszego Priusa. Toyota postawiła na rozwiązanie, którego wielu klientów nie rozumiało i którego znaczenia jeszcze nie dostrzegało.

Po latach okazało się jednak, że właśnie taka forma elektryfikacji odpowiada potrzebom ogromnej grupy kierowców. Bez rewolucji, bez skomplikowanej obsługi i bez konieczności zmiany codziennych przyzwyczajeń.

Dlatego historia hybryd Toyoty jest czymś więcej niż historią jednego napędu. To przykład tego, jak konsekwentny rozwój technologii może stopniowo zmienić sposób myślenia całego rynku.

Grzegorz Karczmarz
Redaktor

Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.

Tagi: