Wybrali najbardziej oszczędne auta elektryczne. Niespodzianka
Ranking oszczędności samochodów elektrycznych przygotowany przez ICCT przyniósł bardzo ciekawy i niespodziewany rezultat. Okazuje się, że najbardziej energooszczędne auta na prąd produkują producenci indyjscy - Tata i Mahindra.

Międzynarodowej Rada ds. Czystego Transportu (International Council on Clean Transportation - ICCT) przygotował ranking zużycia energii przez samochody elektryczne, z podziałem na marki. Wyciągając średnią z zużycia energii przez całą gamę. Patrząc na rezultaty, wiele osób może być zaskoczonych.
Indyjskie auta elektryczne są najoszczędniejsze
Zwycięzcą okazuje się marka Tata, która osiągnęła średnio 106 Wh/km. Wicemistrzem zaś został ich rywal zza miedzy - Mahindra, którego auta osiągnęły zużycie energii na poziomie 113 Wh/km. Dopiero na najniższym stopniu podium znalazła się Tesla z wynikiem 120 Wh/km, a kolejne miejsca przypadły BYD, Mazdzie, Toyocie, BMW, Hondzie i General Motors. Ogólna średnia dla wiodących producentów pojazdów elektrycznych wyniosła 131 Wh/km.

Ale czy jest się czym chwalić?
Moim zdaniem - jak najbardziej. Trzeba mieć baczenie, że Tata i Mahindra osiągają taką efektywność właśnie dlatego, że ich auta są mniejsze, mają słabsze silniki, pozwalające na niższe prędkości maksymalne, oraz są projektowane z przeznaczeniem głównie do ruchu miejskiego, gdzie auta elektryczne zużywają mniej energii.
Wiem, że ktoś może powiedzieć, że małe auto zawsze będzie oszczędniejsze niż duże - porównywanie zużycia energii w Tacie Tiago.ev i Tesli Model Y jest jak porównywanie zużycia paliwa w Fiacie Panda i Mercedesie Klasy S. To oczywiste, że Panda spali mniej niż "esa", ale to nie znaczy, że jest lepszym samochodem. Jeżeli ktoś chce auto, które będzie niedrogie i będzie mało palić - kupi sobie Pandę, a jak potrzebuje dużego, wygodnego auta - klasę S, tylko niech potem nie płacze na stacji benzynowej.

Działa to na tej samej zasadzie, co inne rekordy - Porsche zbudowało swojego Taycana Turbo GT, który potrafił przyspieszyć od 0-100 km/h w czasie poniżej 1,9 s, bo Porsche chciało zbudować auto, które bardzo szybko przyspiesza. Tak jak Volkswagen chciał zbudować najoszczędniejsze, seryjne auto spalinowe - to też mu się udało. Słynne Lupo 3L miało malutkie 1.4 TDI, aerodynamiczne nakładki zmniejszające opór powietrza, co pozwoliło mu uzyskać tak dobry wynik. Tak samo Tata i Mahindra chciały zbudować oszczędne, elektryczne crossovery, więc stworzyło auta o lekkiej konstrukcji i niedużych silnikach - też się udało.
W Indiach po prostu kieruje się inną filozofią. W przeciwieństwie do Chin, czy Europy, gdzie producenci często rywalizują mocą, zasięgiem i nowymi technologiami, na Subkontynencie wciąż bardzo istotną rolę mają koszty eksploatacji.
A co to o nich mówi?
Na pewno nie to, że są to najlepsze auta na świecie - oszczędność energii to tylko jeden z elementów oceny. Żeby już tak nie słodzić Tacie, można podkreślić, że indyjskie auta znacznie ustępują globalnym konkurentom pod względem szybkości ładowania i zasięgu, a w samych Indiach modele na prąd stanowią znacznie poniżej 5 proc. sprzedaży nowych samochodów w Indiach, w porównaniu z około jedną czwartą rynku globalnego.
Bardziej trafne byłoby stwierdzenie, że indyjscy producenci budują obecnie jedne z najbardziej energooszczędnych samochodów elektrycznych na świecie.

Ale też pokazuje to jedną rzecz - Indie coraz lepiej radzą sobie z produkcją samochodów. Wyspecjalizowali się już w jednej kategorii, potem będą mogli pracować nad resztą.
Może nawet będą następni po Chińczykach
Z tej okazji nie potrafię się powstrzymać od pewnej refleksji - tego, jak kolejny kraj wchodzi z butami do światowej gry zwanej przemysłem motoryzacyjnym. Dawno temu, po dostaniu dwóch atomowych prawych sierpowych świat zaczęli podbijać Japończycy - dzisiaj Toyota jest największym producentem na świecie. Lata później do głosu zaczęli dochodzić Koreańczycy z Południa - kiedyś ich aut auznawano za tanie i plastikowe, a dzisiaj Hyundai z Kią i Genesisem zadomowił się w światowej czołówce.
Teraz do głosu dochodzą Chińczycy, uznawani niegdyś za pośmiewisko, a dzisiaj wchodzący do Europy z drzwiami i kawałem futryny. Chciałoby się zapytać - kto będzie następny? Odpowiadam: Indusi.
Rozwój motoryzacji w Indiach i Chinach to dwie zupełnie inne historie - Chińczycy w ciągu tak naprawdę trzydziestu lat przeszli z archaiku do współczesności. W Indiach produkcja samochodów nigdy nie była istotną gałęzią gospodarki, mimo że auta mają tam dość długą historię, przy czym dopiero od niedawna zaczynają nabierać większej popularności. Mieli też znacznie mniej swoistej nauki, którą organizowali sobie w Państwie Środka: pierw kupując licencje na zagraniczne auta, następnie tworząc ich kopie, a dzisiaj zamiatając rynek.

Brakuje im też jednego - gdy w Chinach funkcjonuje jakieś pół miliarda różnych marek, to po drugiej stronie Himalajów są tak naprawdę tylko dwie, produkujące auta osobowe: właśnie Tata i Mahindra.
Inaczej sytuacja wygląda, gdy spojrzymy na przemysł mniejszych i większych pojazdów - jednośladów i aut ciężarowych. Te pierwsze są już czymś normalnym w Europie, a ciężarówki rywalizują z chińskimi producentami w Azji, czy Afryce.
Indie to kraj o ogromnym potencjale gospodarczym, który w ostatnich latach przeżywa ogromny wzrost. Już mieli kiedyś woje podejście do Polski - nieudane, trzeba przyznać. Ale choćby na Bałkanach czy we Włoszech istnieją nieprzerwanie, co roku ciułając jakieś śladowe wyniki sprzedaży. Ale kiedyś może im się udać na poważnie - po prostu dajcie im trochę czasu.
O samochodach elektrycznych przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.