REKLAMA

Chińczycy rezygnują ze świateł. Stwierdzili, że to same problemy

Najpierw wzięli się za wysuwane klamki, potem za jazdę na jednym pedale, a teraz za światełko. Chińczycy powoli odkrywają, że jak się producentom nie powie, że czegoś nie wolno, to domyślnie wolno. Ale nie tym razem.

Chińczycy rezygnują ze świateł. Stwierdzili, że to same problemy

Jest coś ujmującego w tym, że największy rynek motoryzacyjny świata, kraj produkujący ponad 30 milionów aut rocznie, znalazł czas, żeby oficjalnie zabronić producentom montowania małej niebieskiej diody. Kraj, gdzie – co warto dodać – kolorowymi diodami mieni się dosłownie wszystko. Ale nie tak, tak to nie.

Chińskie Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych idzie właśnie na wojnę z tak zwanym „małym niebieskim światłem”, czyli lampką, która zapala się, gdy auto jedzie na systemach wspomagania kierowcy. Według doniesień resort zamierza rygorystycznie egzekwować normę GB4785 i żaden nowy samochód osobowy z taką diodą nie przejdzie procedury homologacyjnej.

Powód jest w gruncie rzeczy prozaiczny. Obowiązująca norma GB4785 dopuszcza w oświetleniu zewnętrznym auta cztery kolory: biały, czerwony, żółty i bursztynowy. Niebieskiego (i zielonego) na liście nie ma.

Producenci przez kilka lat funkcjonowali więc w szarej strefie, montując coś, czego przepisy nie przewidziały. Klasyka gatunku: najpierw robimy, potem sprawdzamy, czy wolno.

Uwaga, prowadzi się samo

Cała moda zaczęła się w sierpniu 2022 roku od Li Auto L9, które dostało pięć niebieskich wskaźników. Reszta stawki rzuciła się na pomysł jak dzieci na nowego TikToka. W wersji z 2026 roku producent wtopił diody w świetlny pierścień, który po włączeniu asystentów zmienia barwę na niebieską. Wygląda efektownie, czy może raczej efekciarsko. Za to nie do końca legalnie.

Argumenty przeciwników? Niebieskie światło rozprasza innych kierowców i pieszych po zmroku, ponoć bywa mylone z kierunkowskazem, a części osób służy jako wygodna wymówka: skoro dioda się świeci, to niech samochód sam się martwi.

Zwolennicy odpowiadają, że taki sygnał jest cenny, bo mówi otoczeniu, że pojazd jedzie pod nadzorem elektroniki.

Racja – jak to ma w zwyczaju – rozsiadła się gdzieś pośrodku. Mnie w pierwszym odruchu bliżej do zwolenników. O ile nie przepadam za iluminacją na kółkach i światełkami dostosowującymi się do nastroju, tak wolałbym wiedzieć, że autem przede mną albo obok mnie w danym momencie steruje krzem.

Rzuć o ścianę i sprawdź, czy się przyklei

Niebieskie światełko to trzeci element, który Chiny w krótkim czasie wyrzucają do kosza. Wcześniej trafiły tam wysuwane klamki, które po wypadku i utracie zasilania potrafiły uwięzić ludzi w samochodzie. Od 1 stycznia 2027 roku każde drzwi poza klapą bagażnika muszą mieć mechaniczne otwieranie, a auta już homologowane mają czas na przeróbki do 2029 roku.

Do tego doszła jazda na jednym pedale. Nowa norma zakazuje, by auto domyślnie zatrzymywało się do zera samym puszczeniem gazu. Funkcja zostaje, ale kierowca musi ją świadomie włączyć. Regulacja wejdzie w pełni w 2027 roku. Chińczycy uznali, że przyzwyczajenie do hamowania jedną nogą kończy się czasem sekundą wahania w chwili, gdy trzeba po prostu wcisnąć hamulec.

Widać w tym pewien schemat: najpierw zachwyt nad efektowną nowinką, potem seria wypadków, a na końcu grożący palcem urzędnik. Podobnie w zeszłym roku Chiny zabroniły używania w reklamach określeń takich jak jazda autonomiczna czy „inteligentna jazda”. Zamiast tego ma być nudne „wspomagane prowadzenie”, bo od górnolotnych haseł kierowcy zaczęli traktować asystenta jak szofera.

Niebieskie światełka nie mają lekko

W Polsce lamentu po niebieskiej diodzie od asystentów raczej nie będzie, bo u nas takich aut po prostu nie było. A niebieskie światło na aucie to temat drażliwy, bo policja wprost zabrania montowania w cywilnym aucie niebieskich świateł błyskowych, które są zarezerwowane dla pojazdów uprzywilejowanych.

Mimo to producenci też kombinowali z niebieskim światełkiem, tyle że nie od asystentów, lecz od prądu. W sierpniu 2020 roku Opel pochwalił się, że Grandland X Hybrid, czyli hybryda plug-in, dostaje niebieską lampkę w obudowie lusterka, która informuje otoczenie, że auto jedzie w trybie elektrycznym. Taka dziwna napinka.

Idea się nie przyjęła i po cichu zniknęła. I trudno się dziwić, bo akurat to była informacja, bez której społeczność samochodowa raczej sobie poradzi. W praktyce mało kto patrzył na cudze lusterko w poszukiwaniu barwnego sygnału, a auta elektryczne i tak wyróżnia u nas zielona tablica.

Historia lubi się powtarzać, tylko rekwizyty się zmieniają. W Chinach niebieska dioda miała mówić, że prowadzi komputer. U nas miała mówić, że koła kręcą się na prąd. Oba pomysły łączy to samo: skończyły w koszu, tyle że po dwóch różnych stronach świata.

Czasami jednak trzeba poskromić zapędy inżynierów od stylizacji. I może to nawet dobrze, bo dioda diodą, ale w razie stłuczki wolę wysiąść z auta o własnych siłach niż z pomocą strażaka i młotka.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.