REKLAMA

Radia z bazowych wersji to najlepszy sposób na przekonanie klientów, by kupowali te droższe

Kiedyś sprawa była prosta: nowy samochód wyposażano w najlepszym razie w „instalację do montażu radia”, ewentualnie radio za bardzo słoną dopłatą. To było uczciwe, bo można było sobie kupić dowolne radio i się nim cieszyć. Teraz radia służą jako element zawstydzania klientów.

Bazowe wersje nowych aut bez ekranu bywają przerażająco smutne
REKLAMA

Często publikujemy zdjęcia wnętrz nowych samochodów. Wszystkie mają jeden obowiązkowy element: ekran centralny. Ten ekran zwykle służy do dźgania go palcem i zostawiania na nim tłustych odcisków, ale być musi. Wkrótce nawet może stać się obowiązkowy z uwagi na konieczność wyposażania nowych samochodów w kamerę cofania. Póki co jednak można nabrać przeświadczenia, że centralny ekran znajdziemy w każdym nowym aucie. Niestety nie...

REKLAMA

Jest jeden problem i wynika z mody w projektowaniu wnętrz

Kiedyś radia były wkomponowane w tablicę przyrządów, bo inaczej się nie dawało – przednia część radia służyła ukryciu rozbudowanych „bebechów”, które znajdowały się z tyłu. Dlatego też pierwsze ekrany montowano w desce rozdzielczej tak, aby były w niej zabudowane z każdej strony. Jednak najnowsze trendy każą, aby ekran wystawał powyżej konsoli środkowej niczym jakiś totem albo czarny kamień z „Odysei Kosmicznej” i był samodzielnym elementem, niepołączonym z tablicą przyrządów. Ekran ma wyglądać na doczepiony, osobny byt – podobno tak jest lżej, niż gdy upcha się w go w konsolę, a przy okazji jest lepiej widoczny, bo znajduje się wyżej.

A co jeśli tego ekranu nie ma, bo to bazowa wersja?

Kiedyś BMW robiło po prostu dwa różne rodzaje tablicy przyrządów: z wielkim ekranem i iDrive lub bez niego, znacznie skromniejszą. Element okalający ekran znikał w uboższych odmianach, tak jakby nigdy go nie było. Teraz to już niemożliwe. Zamiast ekranu daje się... coś. Na przykład radio. Zobaczcie sami, jak wygląda to w nowym Peugeocie Rifterze (zdjęcie nadesłał Marek Ruśkiewicz).

radio w samochodzie
radio w samochodzie

Albo w nowej Corolli...

radio w samochodzie
Jeszcze więcej pustej powierzchni!

Ciekawy sposób wybiera Audi, które daje w standardzie dziurę (na zdjęciu A1, ale znajdziemy ją też w Q3).

Tymczasem nawet nowy Ford Fiesta ma w bazowej wersji mini-ekranik, dzięki czemu to jakoś wygląda.

Autor: Ford Auto Grupa Lis Sp. J. Źródło: OLX

Uczciwie do sprawy podchodzi Suzuki w przypadku Baleno. Bazowa wersja nie ma radia i już. Można sobie je wmontować we własnym zakresie, jak w 1995 r. Podoba mi się.

Problem z takimi bazowymi wersjami jest taki, że nie można sobie ulepszyć systemu multimedialnego już po zakupie. Kiedyś można było zamontować inne radio, nawet takie z „windą” i wysuwanym ekranem, a teraz wszystko jest dedykowane do konkretnego modelu i albo dopłacisz do droższej wersji (często kilka tysięcy złotych), albo leżysz i kwiczysz. I codziennie po zajęciu miejsca w aucie masz wrażenie, że czegoś w nim brakuje. To bardzo sprytna zagrywka psychologiczna: zaprojektuj wnętrze tak, żeby jego centralnym, najważniejszym punktem był kolorowy, dotykowy ekran...

REKLAMA

A potem każ za niego dopłacać.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-03T16:13:44+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T14:12:15+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T12:03:12+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T17:24:50+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA