Porsche szuka brakujących miliardów. Jest plan

Porsche ma plan: sprzedawać mniej, zarabiać więcej. Brzmi jak marzenie każdego, kto kiedykolwiek pracował, ale w Zuffenhausen to nie marzenie, tylko strategia ratunkowa.

Porsche szuka brakujących miliardów. Jest plan

Jest taki moment w życiu firmy, gdy z dumnego „rośniemy” trzeba przejść do pokornego „przeżyjmy ten kwartał”. Porsche właśnie ten moment zajrzał głęboko w oczy. Szef marki otwarcie mówi, że firma musi zarabiać więcej nawet wtedy, kiedy sprzedaje mniej samochodów.

Skąd ta nagła skromność? Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach – z bilansów. Liczby tłumaczą tę zmianę nastroju lepiej niż jakikolwiek komunikat prasowy. Zysk operacyjny Porsche spadł z 5,64 miliarda euro w 2024 roku do 413 milionów euro w 2025 roku. Marża operacyjna zjechała z 14,1 do 1,1 proc. Innymi słowy, z firmy, która zarabiała na każdym aucie krocie, zrobił się biznes, który „ledwie” wychodzi na zero.

Tąpnięcie w Stuttgarcie było skutkiem kilku czynników. Po pierwsze, Chiny. Tamtejszy popyt na wszystko, co nosi herb Porsche, niemal zamarł pod naporem lokalnej konkurencji. Po drugie, Europa, gdzie spalinowe Macan i 718 wypadły z oferty, bo ich elektronika nie spełniała nowych unijnych wymogów cyberbezpieczeństwa, a to podcięło sprzedaż. Po trzecie, jednorazowy odpis 3,9 miliarda euro na korektę strategii produktowej. Po czwarte, amerykańskie cła. Po piąte, restrukturyzacja.

Efekt? Porsche musi skorygować strategię po roku, w którym zysk skurczył się o ponad 90 proc. Elektryczna ofensywa okazała się znacznie droższa, niż zakładano, a klienci nie przesiadają się do EV tak szybko, jak oczekiwała marka.

Klienci wciąż uciekają

W pierwszym kwartale 2026 roku dostawy spadły o 15 proc., do 60 991 aut. Rekordowy rok 2023, gdy do klientów trafiło 320 221 samochodów, wygląda dziś jak wspomnienie z innej epoki. W 2025 roku było ich już tylko 279 449, czyli mniej więcej tyle co w pandemicznym 2020 roku.

Skoro popytu nie da się wyczarować, Porsche tnie moce produkcyjne i koszty, które miały wymknąć się spod kontroli. Marka chce zacieśnić współpracę z Audi, żeby dzielić wydatki na rozwój, a według różnych doniesień przed lipcową przerwą urlopową ma być gotowy nowy program oszczędnościowy. Plotki mówią o redukcji od 2000 do 4000 etatów, ale tu szef nabrał wody w usta.

Mniejsza produkcja = uboższa gama?

Ciekawe jest to, co dzieje się po drugiej stronie tej oszczędnościowej tarczy. Naturalnym wydaje się założenie, że cięcia produkcyjne przełożą się na ścięcie gamy modelowej. A jednak – jak się okazuje – Porsche widzi to wręcz odwrotnie.

Coraz więcej wskazuje na to, że Porsche ponownie rozważa spalinową przyszłość modelu 718. Boxster i Cayman mają dostać i napęd elektryczny, i silnik spalinowy, co dla fanów marki może być wystarczającym powodem do odpuszczenia kary za grzechy. To zwrot, o którym pisaliśmy już wcześniej, gdy Porsche pod presją kiepskiej sprzedaży elektryków zaczęło rozważać porzucenie wyłącznie elektrycznej wersji tych modeli.

Wygląda na to, że Porsche wraca do tego, czego oczekują jego najwierniejsi klienci. Samochody sportowe z silnikiem spalinowym nadal pozostają dla nich najbardziej pożądanym wyborem. A fani ekologii i elektryfikacji mają cały wachlarz tańszych, wolumenowych opcji do wyboru.

Mniej oczywista jest przyszłość dużego SUV-a mającego być większym bratem Cayenne. Model o roboczej nazwie K1 miał być początkowo czysto elektryczny, potem zaczęto analizować silniki spalinowe, a teraz Zuffenhausen w ogóle nie wie, czy go budować. Mógłby dzielić technikę z planowanym Audi Q9 i podbić Amerykę oraz Bliski Wschód, gdzie wielkie luksusowe SUV-y wciąż schodzą jak ciepłe bułki. Ale jeśli marża nie zepnie się w tabelkach, Porsche jest gotowe odejść od projektu bez sentymentów.

Rozważany jest też model nad 911, być może następca legendarnego 918 Spydera, choć i ten zależy od reakcji klientów. Latem mamy poznać więcej szczegółów, a przy okazji dowiedzieć się czegoś o kompaktowym następcy pierwszego Macana, który schodzi z taśmy tego lata.

Gdzie jest nasze miejsce?

I tu robi się filozoficznie. Porsche przez dekadę opowiadało, że elektryczna przyszłość jest nieunikniona. Rynek odpowiedział wzruszeniem ramion. Teraz marka cofa się do tego, co umie najlepiej: drogich, pożądanych aut, których nie musi być dużo, byle każde przynosiło zysk.

To rozsądne, ale też trochę smutne, bo oznacza, że nawet Porsche musi liczyć każdy grosz jak my wszyscy. Z drugiej strony – to najlepszy sposób, żeby producenci zaczęli słuchać klientów, którzy przemówili portfelami.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.