REKLAMA

Niemcy bronią aut spalinowych. Jest mowa o układzie

Friedrich Merz po porozumieniu z Francją ogłosił, że unijny zakaz aut spalinowych to już historia. Kanclerz nie bawił się w ostrożne formułki. Tyle że na europejskim prawie dosadne wystąpienia nie robią specjalnego wrażenia.

Niemcy bronią aut spalinowych. Jest mowa o układzie
REKLAMA

Friedrich Merz wystąpił w Brukseli z komunikatem, który brzmi jak spełnienie marzeń przeciwników unijnego odchodzenia od silników spalinowych. Po uzgodnieniu wspólnego stanowiska Niemiec i Francji kanclerz powiedział: „Das Verbrenner-Aus ist dann damit Geschichte”. W polskim tłumaczeniu: koniec aut spalinowych jest zatem historią.

REKLAMA

Dobór słów nie był przypadkowy

Merz zrobił stosowną zapowiedź: „Ich will es mal ganz einfach so sagen” – „powiem to wprost”. Świadomie zapowiedział więc prostą, kategoryczną formułę, a następnie oznajmił, że unijny zakaz przeszedł do historii. Nie trzeba dopisywać mu ukrytych motywów: wystarczy zestawić jego wypowiedź z tym, co faktycznie uzgodniono.

Media wiążą tę wypowiedź z porozumieniem Berlina z Paryżem. To ważny kontekst. Mowa bowiem o politycznym uzgodnieniu, które oba państwa chcą przeprowadzić przez dalszy proces w Unii. A że są to dwaj najpotężniejsi gracze na forum unijnym, buńczuczność nie jest tu szczególnie szokująca.

REKLAMA

Co Niemcy ugrały z Francją?

Francja i Niemcy uzgodniły wspólne podejście do złagodzenia zasad emisji CO₂ dla nowych samochodów po 2035 roku. Według mediów plan utrzymuje cel redukcji emisji o 90 proc. względem poziomu z 2021 roku.

Kluczowa zmiana to usunięcie wymogu dodatkowego rekompensowania pozostałych emisji. To istotna różnica wobec propozycji Komisji Europejskiej z grudnia 2025 roku, która zakładała rekompensatę m.in. przez wykorzystywanie stali niskoemisyjnej produkowanej w Unii oraz paliw odnawialnych.

REKLAMA
strefa czystego transportu warszawa

Porozumienie obejmuje też zasady preferowania produktów europejskich w zamówieniach publicznych i systemach wsparcia. Francja od dawna zabiega o mocniejsze kryteria „Made in Europe”, a Niemcy chcą większej swobody technologicznej dla producentów aut. Francusko-niemiecki układ łączy więc dwa interesy: większą elastyczność dla przemysłu samochodowego oraz uprzywilejowanie produkcji europejskiej.

Na Autoblogu opisywaliśmy już naciski Niemiec na zmianę zasad, argumenty za utrzymaniem zakazu oraz wcześniejszą propozycję zmian. Październikowe porozumienie jest kolejnym etapem tej batalii, ale do końca wojny jeszcze daleka droga.

REKLAMA

Nie tak szybko

Najważniejszy szczegół jest mniej widowiskowy od cytatu Merza: porozumienie dwóch rządów samo w sobie nie zmienia prawa Unii Europejskiej. Obowiązujące rozporządzenie nadal przewiduje od 2035 roku cel 100-proc. redukcji emisji CO₂ dla nowych samochodów osobowych i dostawczych. Potwierdza to tekst rozporządzenia oraz aktualna strona Komisji Europejskiej, gdzie odrębnie opisane są obowiązujące przepisy i propozycje ich zmiany.

Komisja zaproponowała wcześniej obniżenie celu do 90 proc. i rekompensowanie pozostałych emisji. Francusko-niemieckie porozumienie idzie o krok dalej, usuwając ten dodatkowy obowiązek. Nie oznacza to jednak, że cokolwiek już się zmieniło: propozycja wymaga dalszych decyzji na szczeblu unijnym. Teraz oba państwa muszą przekonać do niej pozostałe kraje UE.

REKLAMA

Warto więc uważać na nagłówki. Kierunek politycznych zmian jest jasny. Niemcy i Francja mają bezsprzeczną siłę przebicia na unijnym forum. Ale znaczenie będą miały ostateczne przepisy. Różnica między celem 100 proc. a 90 proc. redukcji emisji jest istotna. Tak samo jak odpowiedź na pytanie, czy pozostałe emisje trzeba będzie rekompensować. Przy czym to nie to samo co całkowite skasowanie wymagań emisyjnych.

Merz świadomie wybrał mocne słowo. „Historia” brzmi lepiej w politycznym komunikacie niż „uzgodniliśmy wspólne stanowisko negocjacyjne, które wymaga dalszych prac legislacyjnych”. Tyle że to drugie dokładniej opisuje etap, na którym cała sprawa aktualnie się znajduje.

REKLAMA

Na razie historia jest więc przede wszystkim w czasie przyszłym. Kanclerz Niemiec może ogłaszać polityczny sukces, ale nie rozstrzyga tego siła cytatu, tylko treść przepisów, które ostatecznie przyjmie Unia. A prawo nie zmienia się od dobrze przygotowanej wypowiedzi.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA