REKLAMA

Nowy mały Hyundai wyciekł. Do środka wsadzili kredens

Premiera Hyundaia i20 czwartej generacji musi być tuż za rogiem, bo do sieci wyciekły zdjęcia tego modelu. Nie zdziwi mnie jeśli uznacie, że poprzednik wygląda ładniej.

Nowy mały Hyundai wyciekł. Do środka wsadzili kredens
REKLAMA

Hyundai i20 to konkurent Polo, Corsy, Clio i Fabii, czyli przedstawiciel segmentu B. Jego trzecia generacja zadebiutowała ponad sześć lat temu, dlatego koreański producent szykuje następcę. Okazuje się, że moment premiery jest bliżej niż dalej, bo po sieci krążą już zdjęcia najnowszego wcielenia tego modelu. Dobrze zastanówcie się jednak, czy aby na pewno chcecie go zobaczyć, bo jego design z pewnością wzbudza kontrowersje.

Nowy Hyundai i20 wyciekł do sieci

Wygląda na to, że Mistrzostwa FIFA 2026 odbywające się w Meksyku to nie tylko gratka dla fanów sportu, bo z jakiegoś powodu wydarzenie wykorzystano też jako dobry moment na prezentację najnowszej generacji Hyundaia i20. Do sieci wyciekły bowiem zdjęcia, na których samochód stoi obok dużej makiety piłki meczowej Trionda i obawiam się, że chyba też stwierdzicie, że model ten najlepsze czasy swojej stylistyki ma już za sobą.

Aktualna, trzecia generacja i20 to klasyczny hatchback, ale w przypadku jej następcy Hyundai widocznie uznał, że dużo lepiej sprawdzi się… crossover. Tak moi drodzy, mały mieszczuch nieco się przebranżowił i podwyższone nadwozie z masą plastikowych dodatków jasno sugerują, że producent zdecydował się podążyć za trendem, co szczerze mówiąc chyba nie było potrzebne do potrzymania sukcesu. Wróży to przynajmniej nieco większe wymiary niż obecne 4065 mm.

Najnowsza generacja Hyundaia i20 oprócz wcześniej wspomnianych terenowych wyróżników, rzuca się w oczy ze względu na inną linię szyb, która przypomina mi Ioniqa 3 zaprezentowanego w kwietniu. Przód samochodu jest jednak trochę inny – mamy tu reflektory z LED-em w kształcie litery Y i coś na wzór listwy świetlnej. Mamy tu klasyczną atrapę chłodnicy, a boczne elementy z plastiku pod lampami mają kształt podobny do zębów rekina.

Gdybym zobaczył tył nowego Hyundaia i20 na Facebooku, zapewne szybko przypiąłbym reakcję „Przykro mi”, ale im dłużej na niego patrzę, widzę te kanciaste kształty i prostotę, której może być nawet brakowało we współczesnej motoryzacji. Nawet jeśli się do tego przyzwyczaję, i tak zaleje mnie fala plastiku w dolnej części zderzaka.

Niezły kredens z tych nawiewów

Wnętrze najnowszej, czwartej generacji Hyundaia i20 też odeszło od nudy i poprawności. Zamiast dwóch osobnych ekranów zdecydowano się na jeden zagięty wyświetlacz, pod którym umieszczono fizyczne przyciski, ale jeszcze większe zawroty głowy wywołuje we mnie to, co dzieje się niżej.

Mowa o pionowo umieszczonych nawiewach, które może i mają sterowanie przyciskami i pokrętłem, ale jakoś nie przekonuje mnie kontrast, gdzie mamy potężny ekran tuż obok czegoś, co wygląda jak babciny segment. Dużo lepiej jest za to na boczkach drzwi, które są delikatnie przetłoczone i mają fajne okrągłe wewnętrzne klamki. Po sieci krąży też zdjęcie bagażnika z fotelami składanymi w proporcjach 60:40.

Co do napędów, oczekuje się, że nowy Hyundai i20 pozostanie przy silniku 1.0 T-GDI, który we wciąż sprzedawanej generacji jest oferowany z sześciobiegowym manualem oraz siedmiobiegowym DCT i ma 90 KM. Wcześniej miał 100 KM, a nawet wariant miękkiej hybrydy, nie wspominając już o obecności większego 84-konnego 1.2 MPI, ale czasy się zmieniają. Nie traciłbym jednak nadziei, na 1.6 T-GDI z układem hybrydy, który mógłby trafić do sportowego wariantu i20 N. Skoro po sieci krążą już zdjęcia, debiut musi być blisko – bądźmy cierpliwi, a wkrótce wszystko stanie się jasne.

Dowiedz się więcej o marce Hyundai:

Damian Lewandowski
Redaktor

Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.